Bezpiecznie na bielskich drogach?
- Nieustanne edukowanie młodych ludzi jest konieczne. Z przerażeniem obserwujemy rowerzystów, którzy poruszają się w takich samych warunkach drogowych co kierowcy zdający skomplikowany kilkustopniowy egzamin. Oni, po zdobyciu jedynie kart rowerowych, o zasadach ruchu i zagrożeniach wiedzą znacznie mniej, są więc dużo bardziej zagrożeni - mówi Alfred Brudny, pełnomocnik dyrektora WORD do spraw bezpieczeństwa ruchu drogowego.
Jerzy Balon, wicedyrektor WORD ocenia, że na bielskich drogach jest bezpieczniej, bo w wielu miejscach poprawiła się ich nawierzchnia. - Jest jednak jeszcze bardzo dużo do zrobienia. W miejskiej komisji bezpieczeństwa ruchu drogowego mamy swojego przedstawiciela. Przez niego przekazujemy informacje o wadliwych oznakowaniach lub złej organizacji, uzyskiwane głównie od instruktorów nauki jazdy. Problemem jest konieczność zaopiniowania zmian przez wszystkich członków komisji. To przedłuża w czasie wykonanie korekt, od których szybkości często zależy życie uczestników ruchu - mówi Balon.
Usprawnienie szybkości działania kolegialnej komisji BRD to jedno z ważniejszych zadań. Na razie jest tak, że bez wspólnie uzgodnionego stanowiska kilku różnych służb nie można nawet o pół metra przestawić znaku drogowego, choć wszyscy widzą, że został źle ustawiony.
Poważnym problemem jest również duże nagromadzenie na małej powierzchni różnych znaków drogowych,. Zdarza się nawet, że są to znaki wykluczające się. Często są też nieaktualne. Choćby wtedy, gdy drogowcy dawno skończyli pracę, a znaki wciąż dezorganizują ruch. W wielu punktach miasta płynnie poruszać się mogą jedynie bielszczanie. Przyjezdni są zazwyczaj zdezorientowani oznakowaniem. Na przykład na wysokości pl. Smolki, gdzie mimo krytycznych uwag znak zakazu skrętu w prawo wisi na kierunkowskazie. Tylko miejscowi wiedzą, że dotyczy on ul. Barlickiego, a nie skrętu w prawo na Katowice, których nazwa na kierunkowskazie widoczna jest z daleka.
Źródło: Dziennik Zachodni

Klauzula informacyjna ›