Pracownicy MZK zapowiadają strajk
Jeśli kierowcy żywieckiego MZK nie dostaną podwyżek, ogłoszą bezterminowy strajk. Burmistrz ostrzega: - Wtedy oddam miejską komunikację w ręce prywatnych przewoźników.
Kierowca w żywieckim Miejskim Zakładzie Komunikacyjnym zarabia średnio 2,8 tys. zł brutto. Gdy w czerwcu wzrosły ceny biletów autobusowych w Żywcu, kierowcy zażądali podwyżek. Urzędnicy tłumaczą, że to niemożliwe, bo MZK nie przynosi zysków. - Inaczej jest np. w Katowicach czy Warszawie, gdzie z miejskiej komunikacji korzystają setki tysięcy ludzi. U nas autobusami jeżdżą głównie emeryci i uczniowie korzystający ze zniżek - wyjaśnia Tomasz Terteka, rzecznik prasowy żywieckiego magistratu. Podwyżka płac kierowców skończyłaby się najprawdopodobniej koniecznością kolejnego podniesienia cen biletów, co wywołałoby protesty mieszkańców.
Kierowcy nie zgadzają się z taką argumentacją. Mówią, że w prywatnych firmach transportowych kierowcy zarabiają dużo więcej. Dlatego wszystkie trzy działające w żywieckim MZK organizacje związkowe żądają wzrostu pensji o 200 zł brutto z wyrównaniem od stycznia, a także podwójnej stawki za pracę w soboty.
Mieszkańcy Żywca są przerażeni wizją paraliżu miejskiej komunikacji. - Już się umówiłam z sąsiadem, że jeśli będzie strajk, to podwiezie mojego syna we wtorek do szkoły. Jeden dzień jakoś przeżyjemy, ale co zrobimy potem? - martwi się żywczanka Wanda Kudła.
Burmistrz Żywca Antoni Szlagor zapowiada, że jeśli zostanie przyparty do muru, odda miejską komunikację w ręce prywatnego przewoźnika. - Na podwyżki dla kierowców naprawdę nas nie stać. Sprawdzaliśmy, zarabiają porównywalnie do kierowców innych zakładów komunikacyjnych w regionie - mówi Terteka.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Artykuł wyświetlono 1831 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 3
obcy3
Wszyscy na kierowcow bo zazdroszczą białej koszuli kierowca ma zarobić wstaje o 3-rano wraca kolo 1 w nocy
ona
2,8 tyś widze mało... to zapraszamy do innej pracy Panów kierowców [niech zarobią sobie więcej]
mieszkaniec
A to może całkiem sprywatyzować Urząd Miejski i przepędzić na cztery wiatru urzędasów z burmistrzem Szlagorem na czele? Tu kłania się brak dialogu w Żywcu pomiędzy mieszkańcami, "władzą" i podległymi jednostkami. Każdy sobie ale pod dyktando burmistrza. Dotychczas spolegliwość kupowano płacami. A teraz?

Klauzula informacyjna ›