Bielscy radni dyskutowali wczoraj o zagospodarowaniu Szyndzielni. Za sprawą jednego z radnych klubu Platformy Obywatelskiej dyskusja przyjęła niespodziewany obrót.

Przed miesiącem do Urzędu Miejskiego wpłynęło pismo z Ministerstwa Środowiska, z którego wynika, że Szyndzielnia znajduje się w obszarze Natura 2000. To oznacza, że inwestycje, na które Unia Europejska miała przekazać 42 miliony euro, są zagrożone.

Prezydent Jacek Krywult mówił, że miasto działa dwukierunkowo. Z jednej strony wysyła pismo do Ministerstwa Środowiska z prośbą o wyjaśnienie całej sprawy i sugestią, że miasto będzie się domagało odszkodowania. Z drugiej strony sprawdza możliwość inwestowania na Szyndzielni w sytuacji, gdy góra znajduje się w obszarze Natura 2000.

Spierano się także o rolę klubu Gaja w tej sprawie. - To nie prawda, że klub Gaja nie działał w tej sprawie. Najpierw starał się o uznanie go za stronę w tej sprawie. Potem napisał, że protestuje i się nie zgadza. Mamy w ręku te dokumenty - mówił Jacek Krywult.

- To jest kwestia obowiązującego w Polsce prawa - ripostował radny Janusz Okrzesik, który dodawał:
- Oczywiście możemy kopać się z koniem jeszcze długo, albo możemy pójść po rozum do głowy i poszukać takiego kompromisu, który umożliwi zagospodarowanie Szyndzielni. - Kto jest tym koniem - Unia Europejska czy klub Gaja? - odpowiadał prezydent miasta.

Dyskusja przyjęła zupełnie inny obrót za sprawą radnego Platformy Obywatelskiej Andrzeja Listowskiego, który mówił: - Może należy zrobić konferencję prasową i powiedzieć jasno, że istnieje w Bielsku klub Geja, (śmiech sali) być może się przejęzyczyłem, który jest na tyle mocny, że storpedował naszą inwestycje i przez którego może stracimy 42 miliony euro dotacji.

Janusz Okrzesik odpowiedział: - Ja chciałem przeprosić społeczeństwo Bielska-Białej za niektórych radnych i ich prymitywne dowcipy.

Źródło: Radio Bielsko