Mieszkańcy powiatu bielskiego oraz turyści korzystający z publicznej komunikacji autobusowej znów mają powody do narzekań.

W weekendy wielu z nich nie może dotrzeć do celu, bo Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej SA w Bielsku-Białej zlikwidowało właśnie 150 niedzielnych i świątecznych kursów w różne zakątki Podbeskidzia, a także województwa małopolskiego.

- Nie mieliśmy innego wyjścia. Musieliśmy ograniczyć liczbę kursów, bo były nierentowne - tłumaczy Marek Małacha, wicedyrektor bielskiego PKS.

Najwięcej autobusów w miniony weekend nie wyjechało na trasy lokalne, między innymi w kierunku Wilamowic, Bestwiny, Jasienicy czy Wilkowic. Wypadło też sporo kursów dalekobieżnych. Do odwołania zawieszona została na przykład linia do Jeleniej Góry. Zmiana rozkładu jazdy spowodowała ogromne zamieszanie na bielskim dworcu PKS.

- Słyszałam o ograniczeniach i przyszłam sprawdzić, które autobusy tym razem zostały wycofane, bo często jeżdżę w weekendy do rodziny. Jeśli tak dalej pójdzie, to niebawem nie będzie się czym dostać w większość rejonów województwa i kraju - kwituje bielszczanka Aleksandra Łomza.

Także inni pasażerowie nie kryją oburzenia. - To skandal, żeby w weekend nie można było poruszać się autobusem po regionie, który określa się mianem turystycznego - skarżą się Ewa i Andrzej Kamińscy z Chorzowa.

Informacją o zawieszeniu kursów zaniepokojeni są również mieszkańcy miejscowości, do których autobusy nie docierają. Tomasz Greń przypomina, że nie wszyscy mają samochody. Jak więc ludzie mają się dostać w niedzielę do odległego często kościoła czy w odwiedziny do rodziny.

W jeszcze gorszej sytuacji są ludzie, dla których siódmy dzień tygodnia nie jest wolny od zajęć zawodowych. - Często pracuję w niedziele. Nie wiem czym teraz będę dojeżdżać do swojej firmy w Jasienicy, bo obecny rozkład kursów zupełnie mi nie odpowiada - martwi się bielszczanka Magdalena Trojan.

Aż 40 ze 150 zlikwidowanych kursów to te, dzięki którym dotychczas dostać się można było do gminy Kozy. Mimo to miejscowy samorząd nie zamierza interweniować u przewoźnika. Uważa, że jeżeli do takiego kroku zmusiła go sytuacja ekonomiczna, trzeba to zrozumieć. - Wiele osób jeździ samochodami. Trudno więc walczyć o weekendowe kursy, z których korzysta czasami kilka osób, w związku z czym są nieopłacalne. Kto ma do tego dopłacać? Inna sytuacja jest w tygodniu, gdy dużo młodzieży dojeżdża autobusami PKS do szkoły, a dorosłych do pracy - mówi Edward Kućka, wójt Kóz.

Teoretycznie gminy, które obsługuje Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej, powinny dopłacać do zorganizowania zadowalającej mieszkańców liczby kursów na swoim terenie. W praktyce robi to jednak tylko kilka samorządów.

- Niewielkie kwoty przekazują nam Jasienica, Bestwina, Wilamowice i Wilkowice - wyjaśnia wicedyrektor bielskiej spółki komunikacyjnej. Zdaniem Marka Małachy, trzeba jak najszybciej opracować ustawę regulującą finansowanie publicznych przewoźników. Inaczej sytuacja będzie się dalej pogarszać.

- Jesteśmy firmą państwową, ale także spółką akcyjną, dlatego nie możemy pozwolić sobie na generowanie strat - dodaje Małacha.

Szefowie bielskiego PKS twierdzą, że wcale nierzadko zdarzają się sytuacje, że dochód z kursu nie pokrywa nawet ceny paliwa, nie mówiąc już o wynagrodzeniu dla kierowcy czy kosztach eksploatacji autobusu.

Jak udało nam się ustalić, to jeszcze nie koniec zmian w rozkładzie jazdy bielskiego przewoźnika. W ciągu trzech najbliższych miesięcy pojawić mają się kolejne niekorzystne dla wielu pasażerów korekty.

- Właśnie zabieramy się za analizowanie sytuacji w dni powszednie. W godzinach szczytu, gdzie mamy wielu pasażerów, postaramy się dołożyć połączeń. Jednak na liniach, gdzie ciągle odnotowujemy straty, znów będziemy musieli likwidować kursy - podsumowuje Małacha.


Źródło: www.bielskobiala.naszemiasto.pl