Palą już gimnazjaliści, niejednokrotnie przy - wcale nie cichym - przyzwoleniu rodziców. Do dyrektorów gimnazjów nieraz przychodzą rodzice, którzy błagają, by pozwolić ich dziecku wyskoczyć na przerwie na papierosa, bo inaczej dzieciak... rzuci szkołę!


Z  TOALET  PRZED  SZKOŁĘ

W szkołach nie ukrywają, że problem jest poważny i praktycznie nie do rozwiązania, bo żadnymi zakazami nikt nie wyegzekwuje od uczniów, by nie palili. Przegonieni z toalet idą przed szkołę. Jeśli nie mogą zapalić w okolicy szkoły, wybierają się dalej, poza jej teren. A że na pięciominutowej przerwie brakuje im czasu na wyjście, zapalenie i powrót do klasy, spóźniają się na następne lekcje. - I co mam zrobić w tej sytuacji? Niektóre dzieci naprawdę robią łaskę rodzicom, że chodzą do szkoły - mówi nauczyciel uczący w jednej z bielskich szkół ponadgimnazjalnych.

- Chyba nie ma szkoły, w której nie byłoby problemu z paleniem papierosów przez uczniów. Rozmawiam z dyrektorami innych szkół i wszyscy mają ten problem - mówi Halina Majdak-Maj, dyrektor Zespołu Szkół Technicznych i Handlowych im. Franciszka Kępki w Bielsku-Białej. - Teoretycznie w szkołach nie powinno być papierosów. Jak jest w praktyce, wszyscy wiemy. To sytuacja niezwykle trudna. Przychodzą do nas dzieci, które paliły już w gimnazjum. Niektóre twierdzą, że rodzice pozwalają im palić w domu. Nieraz sami rodzice proszą, by przymykać oko na palenie przez uczniów, bo boją się, że dziecko przestanie chodzić do szkoły, zostanie bez zawodu i bez przyszłości. Uważam, że tylko bardzo wczesna edukacja i ciągłe promowanie niepalenia od najmłodszych klas może przynieść efekty. Wyrzucanie uczniów ze szkoły za palenie nie jest rozwiązaniem problemu...

- Każdy widzi, że uczniowie naszej szkoły wychodzą na przerwach poza teren szkoły i palą na pobliskim parkingu lub naprzeciw, w okolicy budynku Książnicy Beskidzkiej. Odbieramy skargi od mieszkańców, zwiększamy dyżury nauczycieli i... borykamy się z problemem - mówi Jan Dzida, dyrektor Zespołu Szkół Elektronicznych, Elektrycznych i Mechanicznych w Bielsku-Białej.

Tadeusz Puczka, dyrektor Zespołu Szkół Budowlanych im. gen. Stanisława Maczka w Bielsku-Białej mówi, że na terenie całej szkoły, zgodnie ze statutem, obowiązuje zakaz palenia. Uczniom naruszającym zakaz grozi upomnienie, a jeśli sytuacja by się powtarzała - mogą nawet pożegnać się ze szkołą. - Oczywiście zdarzają się przypadki, że uczniowie „podpalają”. Znajdujemy niedopałki, czasem na paleniu przyłapują uczniów nauczyciele dyżurni - mówi Tadeusz Puczka. Dodaje, że zakaz obowiązuje wszystkich uczniów, także pełnoletnich.

Stanowisko Kuratorium Oświaty jest jednoznaczne: szkoła powinna być przestrzenią całkowicie wolną od palenia. - Nie do pogodzenia z pracą wychowawczą szkoły jest nie tylko przyzwolenie na palarnię, ale tolerowanie palenia uczniów w otoczeniu szkoły - mówi Piotr Zaczkowski, rzecznik prasowy Kuratorium Oświaty w Katowicach.

Palenia w szkołach, poza pomieszczeniami wyodrębnionymi i odpowiednio przystosowanymi, zabrania również ustawa o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Legalny dymek musiałby więc odbywać się w odpowiednich warunkach, w palarni spełniającej wymogi przepisów z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy. Zakazów jest więcej: w szkołach nie wolno sprzedawać papierosów, nie można ich kupić w automatach, po zakaz sprzedaży tytoniu niepełnoletnim. Zakazy jednak swoje, a życie swoje.

DUŻY  PROBLEM

Jacek Szczotka, dyrektor bielskiej delegatury Kuratorium Oświaty w Katowicach przyznaje, że problem palenia wśród młodzieży jest dziś duży. - Pedagodzy edukują młodzież, ale gdy sami rodzice przyzwalają palić dzieciom w domach, skuteczność profilaktyki nie może być zadowalająca. W szkołach obowiązują zakazy palenia, a uczniowie i tak palą poza ich terenem. To problem społeczny, tym większy, gdy na palenie pozwalają dzieciom rodzice - mówi Szczotka.

Bez trudu znaleźliśmy szkoły, które zorganizowały uczniom miejsca do palenia. Oficjalnie chodzi o uczniów dorosłych, ale wszyscy wiedzą, że niepełnoletni też niejednokrotnie korzystają z okazji.
- Mieliśmy bardzo dużo skarg od mieszkańców okolicznych budynków, że uczniowie naszej szkoły palą na klatkach schodowych, na okupujących ulice skarżyli się także kierowcy. Przychodzili nawet rodzice, prosząc o pozwolenie uczniom na palenie na przerwach, bo inaczej dziecko rzuci szkołę - mówi dyrektor jednej z bielskich szkół, w której na zewnątrz budynku wydzielono miejsce do palenia. Skończyły się skargi mieszkańców i spóźnienia na lekcje z powodu „dymka” na krótkich przerwach. Skończyło się też okupowanie szkolnych toalet. Natomiast w innej bielskiej szkole, palarnia, również na zewnątrz budynku, wśród uczniów się nie sprawdziła. - Wydzieliliśmy miejsce do palenia dla uczniów, niewidoczne dla postronnych. Nie przyjęło się, wolą wystawać na ulicy. Jedyne co zyskaliśmy, to że udało się nam wyprowadzić palaczy z toalet - mówi dyrektor szkoły.

Celowo nie podajemy nazw szkół, bo wiemy, że oficjalnych palarni jest w różnych szkołach więcej, tylko nie wszystkie się do nich oficjalnie przyznają. Przyznanie się bowiem do zorganizowania uczniom miejsca na dymka może być bowiem odbierane jako przegrana szkoły, wychowawców, pedagogów. - Zlikwidowanie miejsc do palenia nie rozwiąże problemu, bo uczniowie i tak nie przestaną palić - mówi jeden z dyrektorów, który przyzwolił palić w okolicy szkoły.

EWA FABER