Ratownicy Grupy Beskidzkiej GOPR szukali w nocy z niedzieli na poniedziałek troje turystów z Nakła Śląskiego, którzy nie mogli opuścić Groty Klimczok w Trzech Kopcach nieopodal Brennej. Grota jest najdłuższą jaskinią w Beskidach, liczy około kilometra. Można do niej wejść bez problemów, wśród grotołazów cieszy się dużą popularnością.

W niedzielę postanowiło ją zdobyć troje znajomych. Bliscy mieli z nimi ostatni kontakt po południu. Około godz. 22.00. zawiadomili ratowników GOPR. Na poszukiwanie turystów udało się dwóch goprowców. Po niecałej godzinie byli w grocie i szczęśliwie znaleźli przestraszonych turystów. Około 2.00 cali i zdrowi wyszli na powierzchnię.

Ratownicy GOPR przestrzegają, że choć do zdobycia Groty Klimczoka nie jest potrzebny alpinistyczny sprzęt, jej zwiedzanie może być niebezpieczne. Nie ma tam szlaków, drogowskazów, łatwo w niej zabłądzić. Trzeba mieć latarki, odpowiedni ubiór i mapę jaskini.

- Takich interwencji na razie nie mamy zbyt wiele. Jednak zdobywanie jaskiń cieszy się coraz większą popularnością, więc pewnie będzie ich przybywać - mówi Jerzy Siodłak, naczelnik Grupy Beskidzkiej GOPR. - Nasi ratownicy są przeszkoleni do ratowania ludzi, którzy mają problemy w jaskiniach. Tym różnimy się od podobnych służb w innych krajach. Nie brakuje nam sprzętu, bo na bieżąco staramy się go uzupełniać. Regularnie odbywają się specjalne szkolenia - mówi Siodłak.

Jedno z nich rozpoczęło się właśnie wczoraj w Szczyrku. Biorą w nim udział ratownicy z wszystkich siedmiu polskich grup GOPR. Podczas zajęć zapoznają się z najnowocześniejszymi, francuskimi technikami ratowniczymi. - Francuzi są największymi autorytetami jeśli chodzi o ratownictwo jaskiniowe. Mają najlepszy sprzęt i opracowali doskonałe techniki - wyjaśnia naczelnik Grupy Beskidzkiej.

Na terenie Karpat Niszowych, w skład których wchodzi Beskid Śląski i Żywiecki, czyli od Goleszowa po ukraińską granicę (prócz Tatr, Pienin i Jury Krakowsko-Częstochowskiej) zlokalizowanych jest 970 jaskiń. Większość z nich jest krótka, nie przekracza kilkunastu metrów. Ale są i groty bardzo duże i trudne. Jak Jaskinia Miecharska, której długość wynosi 1744 metry (zamknięta dla turystów) czy Jaskinia Trzy Kopce, gdzie zabłądziła trójka grotołazów.

- Ta jaskinia na trzech poziomach tworzy labirynt, przez który wielu ludzi ma kłopoty orientacyjne - przyznaje ks. Piotr Beczała, proboszcz parafii w Zamarskach, który od 29 lat działa w bielskim klubie speleologicznym. Zajmuje się eksploracją i pomiarami jaskiń, nawigacją GPS i wykonuje dokumentację jaskiń.

- Wszystkie jaskinie niszowe są trudne ze względu na budowę geologiczną. Są to zawaliska, a więc są niebezpieczne, bo niestabilne - podkreśla ksiądz-grotołaz.

Kapłan zajmujący się taternictwem jaskiniowym zwraca uwagę, że o bezpieczeństwie na wypadek utraty orientacji w jaskini trzeba pomyśleć jeszcze przed zejściem. Najlepiej zostawić wiadomość zaufanej osobie, powiedzieć jej, gdzie się udajemy i podać planowaną godzinę wejścia do jaskini oraz planowaną porę wyjścia.

- Najlepiej wykonać telefon lub wysłać SMS do odpowiedzialnej osoby tuż przed wejściem do jaskini i podać planowany czas powrotu. Na taką jaskinię więcej niż dwie godziny nie są potrzebne. Ustalamy czas alarmowy na trzy, cztery godziny. Jeśli po jego upływie nie zgłosi się żaden z uczestników, należy powiadomić ratowników GOPR. Taka powinna być procedura - dodaje.

Osoby, które zabłądzą w takiej jaskini powinny zachować spokój. Wszelkie nerwowe szarpanie się, szukanie drogi do wyjścia jest niewskazane zwłaszcza dla ludzi, którzy nie mają pojęcia o jaskiniach.

- Jeśli powiadomiliśmy wcześniej kogoś o naszej jaskiniowej wyprawie i ktoś czeka na nas sygnał po wyjściu, nie ma się co szarpać. Bo za chwilę wyczerpią się baterię, skończy się światełko, siły opuszczą i będzie problem. Pod ziemią temperatura wynosi około 5-6 stopni, a wilgotność powietrza przekracza 90 procent. Jeśli taka osoba nie ma specjalnego kombinezonu, to wychłodzenie organizmu może nastąpić szybko. Najlepiej siąść w miejscu i spokojnie czekać. Jeśli zostawiliśmy wiadomość zaufanej osobie, to ona zaalarmuje GOPR, a ratownicy nas znajdą - twierdzi ksiądz. Przestrzega, że zagubieni nie mogą sobie utrudniać sytuacji - za każdą chwilą wyobraźnia może działać coraz mocniej, a wtedy łatwo o dekoncentrację i wypadek.

Osoby, które chcą chodzić po jaskiniach powinny zapisać się do klubu speleologicznego w Bielsku-Białej, odbyć kurs taternictwa jaskiniowego albo po prostu zadzwonić do klubu, poprosić kogoś z instruktorów o oprowadzenie po jaskini. Wykwalifikowani grotołazi chętnie dzielą się swoją wiedzą, mogą pokazać różne ciekawe zjawiska w jaskini, których laik nie dostrzeże.

Źródło: www.bielskobiala.naszemiasto.pl