Niedawno prezydent miasta chwalił się w tym miejscu, że stopa inwestycji w Bielsku-Białej urosła do niebotycznych rozmiarów. To prawda, należymy w tym względzie do krajowych rekordzistów, czego wyrazem są czołowe miejsca w miarodajnych rankingach. Problem jednak w tym, że gierkowskiemu tempu budowania towarzyszy iście gierkowska ilość usterek. Czy dziury w nowych drogach i zapadająca się nawierzchnia Rynku będą trwałą pamiątką po rządach Jacka Krywulta?

    Czy ktoś tego chce lub nie, prez. Krywult jest symbolem ożywienia w gospodarce miejskiej ostatnich lat. Tendencja wzrostowa ma wymiar trwały, co pokazują liczne nowelizacje wieloletniego planu inwestycyjnego. Dodajmy, ów plan po raz pierwszy przyjęto „za pierwszego Krywulta”, tj. w roku 2005. Na budowę i modernizację różnego typu obiektów miasto przeznaczy w br. około 170 mln zł, czyli dwukrotnie więcej niż w roku 2006!

Za te pieniądze remontuje się drogi i place, modernizuje most, szpital, boiska sportowe, teatry, kąpielisko, dom dziecka, itd. Niestety, im więcej wydajemy pieniędzy, tym częściej odkrywamy braki i fuszerkę. Mniejsze bądź większe wady stwierdzono na wielu inwestycjach, którymi szczyci się prezydent. Na bielskim odcinku trasy Katowice – Szczyrk źle ułożono asfalt, do wymiany nadaje się część kostki brukowej na moście przez Białą, remontować trzeba nawierzchnię ulicy 11 Listopada oraz placu Ratuszowego i Rynku.

Marnym pocieszeniem jest fakt, że za usunięcie ogromnej większości niedoróbek zapłacą sami wykonawcy. W zasadzie nie ma problemu w przypadku, gdy usterki wykryto jeszcze podczas budowy. Usuwa się je na bieżąco z kieszeni przedsiębiorcy. Gorzej, kiedy firma zeszła - lub zbiegła - już z placu. Wtedy  koszty robót poprawkowych pokrywane są z funduszu powstałego z kaucji gwarancyjnych lub nie zapłaconych przez miasto faktur.

Ogłaszając przetargi na kolejne inwestycje, władze miasta muszą przestrzegać ustawy o zamówieniach publicznych. Urzędnicy narzekają, że przepisy preferują oferty tańsze kosztem solidnych. Np. kontrakty na modernizację nawierzchni Rynku i ulicy 11 Listopada oraz remont schodów między 3 Maja i Barlickiego otrzymał Rogbud z Dąbrowy Górniczej. Porzucając roboty na schodach, kierownictwo przedsiębiorstwa utrzymywało, że firma ogłosiła upadłość. W ten sposób chciano przekonać opinię publiczną, iż jednostronne zerwanie umowy z miastem jest efektem jakiejś siły wyższej, np. skokowych podwyżek kosztów robocizny i materiałów budowlanych. Ale nic z tych rzeczy! Okazuje się, że do właściwego w podobnych sprawach sądu w Katowicach nie wpłynął dotąd wniosek o upadłość Rogbudu, a szefowie przedsiębiorstwa są ścigani za niedoróbki przez kilka innych samorządów w kraju.

W takich przypadkach jak przy schodach bądź na placu Ratuszowym niepowodzenie można  przypisać pechowi, fatalnym przepisom lub nierzetelnym wykonawcom. Naprawdę trudno jednak odnaleźć rzeczowy argument na uzasadnienie decyzji urzędnika, który długo po oddaniu Rynku do użytku przyznaje, że w obecnej formie plac ów jest „zagracony” i „trzeba to zmienić”. Nie życzę sobie, aby w tak bezceremonialny sposób szastano pieniędzmi pochodzącymi m.in. z  moich podatków. Dlatego myślę, że  tańsza dla nas będzie dymisja tego urzędnika. Jest nadzieja, że następny policzy zanim coś opowie.

Na stronie internetowej Ratusza czytam właśnie, że dopiero co wyremontowany Teatr Polski wygląda „jak nowy”. Znając prawdziwy stan innych ostatnich miejskich inwestycji aż trudno uwierzyć, że właśnie w tym miejscu wszystkie drzwi pasują do framugi, a okna trzymają pion. Ale premiera dopiero przed nami. Gdyby dyrekcja zastanawiała się nad doborem repertuaru na tę okazję, proponuję wybrać sztukę z tzw. poprzedniej epoki. Jeśli nagle odpadnie kawał tynku, to publiczność przyjmie efekt za wyreżyserowany. Za Gierka teatr miał się ponoć znakomicie.

                                                                                                                                             Robert Kowal