Piłkarze Podbeskidzia przystępowali do kolejnej batalii o ligowe punkty z nadzieją przełamania niekorzystnej serii trzech spotkań bez wygranej.

Wiadomym było jednak, że z miejscową Stalą o punkty łatwo nie będzie. Dobitne potwierdzenie powyższej tezy nastąpiło w początkowym fragmencie meczu. To gospodarze stwarzali dogodniejsze sytuacje, ale na całe szczęście dla bielszczan wpierw żaden z piłkarzy Stali nie zamknął dośrodkowania, a kilka minut później w polu karnym pogubił się Kamil Karcz. Kolejne minuty przyniosły strzały z obu stron, m.in. próbował Sebastian Ziajka, ale zawodnikom obu ekip albo brakowało precyzji lub też świetnie interweniowali defensorzy.  Po dłuższym okresie gry toczonej głównie w środkowej strefie boiska odważniej do przodu ruszyli przyjezdni. Dążenie do zdobycia gola zaowocowało powodzeniem, gdy na strzał w kierunku bramki strzeżonej przez Tomasza Wietechę zdecydował się Mariusz Sacha. To uderzenie golkiper „Stalówki” jeszcze wybronił, ale ze skuteczną dobitką pospieszył słowacki napastnik Podbeskidzia Martin Matuš i goście objęli prowadzenie dokładnie po pół godzinie gry. Dwie minuty później sytuacja powtórzyła się, jednak tym razem snajper zespołu z Bielska-Białej był na pozycji spalonej. Nie zmieniało to jednak faktu, że to goście przejęli w końcowych minutach pierwszej odsłony kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami i niewiele brakowało, aby jeszcze do przerwy przewaga wzrosła.

W tzw. międzyczasie aktywny tego dnia M.Matuš musiał opuścić murawę wskutek kontuzji, a w jego miejsce do walki desygnowany został Krzysztof Zaremba. Wbrew oczekiwaniom miejscowi nie rzucili się do frontalnych ataków po gwizdku arbitra wznawiającym grę, a że z rzadka do ataków kwapili się bielszczanie, to kibice nie mogli popaść w zachwyt. Dopiero w 63. minucie przed szansą podwyższenia wyniku stanął M.Sacha, ale minął się z futbolówką. Zmarnowana szansa zemściła się w oka mgnieniu. Dogrania Jaromira Wieprzęcia nie zaprzepaścił były piłkarz bielskiego klubu Abel Salami i mecz zaczął się „od początku”. Stracony gol nie podłamał przyjezdnych i w 68. minucie piłka po strzale Macieja Szmatiuka wylądowała na słupku bramki gospodarzy. W odpowiedzi na bramkę Podbeskidzia uderzał Tadeusz Krawiec, ale Łukasz Merda spisał się bez zarzutu. Wiele wskazywało na to, że mecz zakończy się podziałem punktów, ale bielszczanie jeszcze raz zerwali się do ataku. Na strzał z okolicy 20 metra zdecydował się Łukasz Matusiak i piłka drugi raz tego dnia zatrzepotała w bramce miejscowych.

W samej końcówce bliski podwyższenia rezultatu był jeszcze Grzegorz Pater, ale T.Wietecha nie dał się już zaskoczyć. Nie zmienia to jednak faktu, że Podbeskidzie wreszcie zdobyło komplet punktów, a wygrana na trudnym terenie w Stalowej Woli napawa optymizmem w kontekście kolejnych meczów.

Stal Stalowa Wola – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:2 (0:1)
0:1 Matuš (30 min.)
1:1 Salami (64 min.)
1:2 Matusiak (82 min.)

Podbeskidzie:
Merda – Cienciała, Szmatiuk, Konieczny, Osiński – Sacha, Matusiak, Dančik, Świerblewski (76. Brzezina) – Ziajka (62. Pater), Matuš (45. Zaremba)
Trener: Brosz

Źródło: www.sportowebeskidy.pl