Gmina Bielsko-Biała nieźle radzi sobie z psami w schronisku. Zdecydowanie gorzej idzie nam ze zwierzętami na wolności. Te zarejestrowane powinny być dla Ratusza obfitym źródłem dochodów, które można byłoby przeznaczyć na poprawę stanu sanitarnego miasta. Tymczasem kasa jest pusta, a na chodnikach i skwerach rośnie kupa cuchnących odchodów po naszych pupilach.   
   
Gdy spojrzeć na bielskie ulice trudno oprzeć się wrażeniu, że na tle Europy jesteśmy bogaci w...pieski. Dama z pierwszego piętra w blokowisku wyprowadza rankiem na spacer swego rudego pudla, a synek sąsiadów dostał właśnie w prezencie na piąte urodziny dwa urocze szczeniaki. Miłość do braci mniejszych aż tryska po oczach. Jest sielana! Mało kto pomyśli, że tysiące psów, które mają właścicieli oraz watahy wałęsających się zwierząt pozostawiają w miejscach publicznych tony odchodów. Miasto sobie z tym nie radzi.
   
Tymczasem o tym, że musi być czysto zdecydowała ponad dziesięć lat temu Rada Miejska. W specjalnej uchwale zobowiązała właścicieli piesków do „zachowania czystości terenów i obiektów przeznaczonych do wspólnego użytku  poprzez natychmiastowe usuwanie nieczystości pozostawionych przez zwierzęta”. Uchwała potwierdzała obowiązek rejestracji psów oraz ich odpowiedniego oznakowania. Egzekwowanie przepisów powierzono Straży Miejskiej, która miała karać mandatami osoby naruszające prawo.
   
Od tamtego czasu zmieniło się w mieście wiele. Są inni ludzie na stanowiskach w Ratuszu i przybyło psów. Niestety, nie wiadomo dokładnie jaki jest ów przyrost, gdyż odpowiedzialny wcześniej za tę buchalterię Wydział Gospodarki Miejskiej UM nie prowadzi dziś nadzoru nad rejestracją psów. Urzędnicy spisują wyłącznie pieski ras agresywnych. Naczelnik wydziału, Adam Grzywacz szacuje jednak, że psia populacja liczy w Bielsku-Białej łącznie około 12 tys. stworzeń – tych z dachem nad głową i bezdomnych. Istna armia czworonogów!

Ta armia właśnie mogłaby być dla Ratusza źródłem dużych dochodów budżetowych. Przypomnijmy, że każdy właściciel psa jest zobowiązany zapłacić gminie podatek w wysokości 50 zł rocznie. Ale płaci kto chce, gdyż brak sprawnego systemu rejestracji radykalnie obniża ściągalność opłaty. Dlatego do kasy gminy wpływa z tego tytułu kilkakrotnie mniej pieniędzy niż mogłoby, gdyby magistrat dysponował pełną listą mieszkańców posiadających w domu zwierzę. 

W egzekwowaniu obowiązku podatkowego nie pomaga Ratuszowi Straż Miejska. Jak powiedział nam zastępca komendanta straży Edward Orliński, jego podwładni nakładają ledwie kilka mandatów miesięcznie za brak potwierdzenia wpłaty psiego podatku. W tej sytuacji w uchwale budżetowej na br. przyjęto skromnie, że z tytułu posiadania czworonożnego przyjaciela do kasy miasta wpłynie nieco ponad 100 tys. zł. Ile w tych prognozach realizmu, a ile pobożnych życzeń przekonamy się wkrótce, gdyż obowiązek uiszczenia opłaty upłynął z końcem marca.

Dla porównania, roczny koszt utrzymania schroniska wynosi prawie 500 tys. zł. Różnica pomiędzy wielkością dochodów z podatków i wydatków na bezdomne zwierzęta obrazuje skalę zjawiska nieporadności władz miasta w psich sprawach. Na utrzymanie piesków, proszę panów urzędników oraz panie urzędniczki, nie trzeba wcale dokładać!

Działalnością uboczną Straży Miejskiej jest także egzekwowanie przepisów o usuwaniu nieczystości pozostawionych w miejscach publicznych przez zwierzęta. Komendant Orliński tłumaczy, że aby nałożyć mandat, funkcjonariusz musi zatrzymać sprawcę na... gorącym uczynku. Jednak nawet jeśli już dojdzie do tego, nie bardzo wiadomo co zrobić z „zakwestionowanymi’ odchodami. Do ogólnodostępnego kosza na śmiecie wyrzucić ich przecież nie można, a przenoszenie takiego cuchnącego ładunku w torebce lub w reklamówce może być kłopotliwe.

Polskie miasta różnie radzą sobie z tym problemem. Np. parę lat temu w Łodzi usiłowano upowszechnić toalety publiczne dla czworonogów. Akcja skończyła się niepowodzeniem. Ostatnio ciekawy pomysł zastosowały władze Słupska, ośrodka nieco mniejszego od Bielska-Białej. Za pieniądze uzyskane z opłat za zarejestrowane psy magistrat zakupił żółte pojemniki, które zamontowano na specjalnych stojakach umieszczonych w popularnych rejonach spacerowych. Obowiązkiem właścicieli zwierząt jest niezwłoczne wyrzucenie odchodów do skrzynek.

Strażnicy miejscy zostali pouczeni, aby stanowczo egzekwować przepisy sanitarne. Obowiązki z tego tytułu nie są wcale mniej ważne od zakładania blokad na koła nieprawidłowo zaparkowanych samochodów. W ten sposób Słupsk dba o swoją opinię jako atrakcyjnego ośrodka turystycznego. Przez miasto przejeżdżają wszyscy wczasowicze wybierający się do pobliskiej Ustki. Innej drogi dojazdowej po prostu nie ma.


Każdy właściciel, który zapomni o posprzątaniu po pupilu bądź wyrzuci nieczystości do zwykłego kosza na śmiecie może zostać ukarany mandatem w wysokości 200 zł. Strażnicy interpretują taki czyn jako sprawowanie nieprawidłowej opieki nad zwierzęciem. Okazuje się więc, że nie trzeba tworzyć nowego prawa, aby dbać o czystość w mieście. Należy tylko ożywić martwe przepisy.


                                                                          Robert Kowal