W AUTOBUSACH BEZPIECZNIEJ

Niezbyt daleko zajechała dwójka młodych chuliganów, która w późne popołudnie, 13 marca, wybrała się na przejażdżkę miejskim autobusem linii numer dwa w Bielsku- Białej. Jak wspominają pasażerowie, mocno pijani młodzieńcy zaraz po wejściu do autobusu zaczęli zaczepiać i obrażać  innych podróżnych, wykrzykując przy tym hasła w stylu „autobus jest nasz, my tu rządzimy”.

Rozróbę młodzieńcy zaczęli już na przystanku. Byli agresywni i wulgarni. Ubliżali, a nawet bili przechodniów. Nie umknęło to oku kamery monitorującej  ten fragment miasta. Informacja o karygodnym zachowaniu dwójki rozrabiaków szybko dotarła do patrolu straży miejskiej, której funkcjonariusze przygotowali chuliganom niemiłą niespodziankę. - Na interwencję na przystanku pod hotelem Prezydent, gdzie rozgrywało się to zajście, nie było już czasu, ponieważ młodzieńcy wsiedli do autobusu - tłumaczy Andrzej Grzegorzek, szef straży miejskiej w Bielsku-Białej. - Strażnicy postanowili zaczekać na napastników na następnym przystanku. Gdy tylko autobus tam dotarł, trójka funkcjonariuszy wkroczyła do akcji.

Zaskoczeni rozrabiacze

Chuligani byli kompletnie zaskoczeni tym, że tak szybko skończyła się ich eskapada. Nie chcieli jednak łatwo się poddać i próbowali nawet stawiać strażnikom opór, lecz pałki i kajdanki szybko ostudziły zapał młodzieńców. Zostali - ku radości licznie podróżujących nim pasażerów - wyprowadzeni z autobusu i odtransportowani do izby wytrzeźwień. Ich stan - co potwierdziły późniejsze badania alkomatem - wskazywał bowiem na upojenie alkoholem. Teraz odpowiedzą za swoje czyny.

Wszystko skończyło się więc jak w amerykańskim westernie w starym stylu, gdzie to szeryf zawsze zwycięża, a prawo triumfuje. Warto jednak dodać, że do niedawna podobne chuligańskie ekscesy były w miejskich autobusach chlebem powszednim, a prawo nie zawsze zwyciężało. Bardzo często  - zwłaszcza w nocy i późnym wieczorem - miały w autobusach miejsce akty przemocy i chuligaństwa, których ofiarami byli nie tylko pasażerowie, lecz nawet kierowcy. Wiesław Niehrebecki z Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego mówi, że nierzadko kierowca, który próbował interweniować w takich sytuacjach i chciał uciszyć czy wyprosić z pojazdu agresywnie zachowujące się osoby, sam stawał się przedmiotem ich agresji. Kilku z kierowców zostało nawet pobitych. Także widok osób pijących alkohol w autobusie był nagminnie spotykanym obrazkiem. Teraz - co przyznają sami pasażerowie - sytuacja zmieniła się diametralnie na lepsze. Takie incydenty jak wyżej opisany należą do rzadkości. Mówiąc wprost, podróż bielskimi autobusami jest o wiele bezpieczniejsza niż jeszcze kilka lat temu. Skąd ta zmiana?

Szybka łączność

Z pewnością wielki wpływ na poprawę sytuacji miało, wprowadzone przez MZK, pewne techniczne rozwiązanie. Otóż każdy kierowca autobusu ma teraz przez cały czas do dyspozycji bezpośrednią szybką radiową łączność z dyspozytorem MZK. Może więc w każdej chwili, bez żadnych komplikacji związanych na przykład z używaniem „cywilnych” telefonów komórkowych, powiadomić dyspozytora o tym, co dzieje się w pojeździe. Co więcej, dzięki porozumieniu z bielską policją dyspozytor MZK może za pomocą tak zwanego sztywnego łącza bezpośrednio połączyć się  z oficerem dyżurnym policji. Nie musi więc wykręcać numeru i czekać na połączenie. Wystarczy tylko, że podniesie słuchawkę, a już może rozmawiać z policją. Stąd w ciągu zaledwie kilku sekund informacja o tym, że dzieje się coś niedobrego  w poruszającym się gdzieś po mieście autobusie, dociera do policjantów lub straży miejskiej.

- Początkowo były pewne problemy, lecz teraz, gdy system się dotarł, a nasza współpraca z policją układa  się coraz lepiej, zazwyczaj w ciągu kilku minut w autobusie zjawia się patrol - tłumaczy Wiesław Niehrebecki nie kryjąc, że kierowcy są bardzo zadowoleni z takiego udogodnienia i często korzystają z możliwości szybkiego wezwania na pomoc stróżów prawa. Stąd już bardzo wielu krewkich autobusowych rozrabiaków przekonało się - ku swemu zaskoczeniu - o tym, jak szybka może być policja.

Wystarczy ostrzeżenie

- Teraz, gdy każdy autobus dysponuje łącznością radiową z bazą, czasami wystarcza samo ostrzeżenie, że kierowca zawiadomi policję, a zachowujący się niewłaściwie pasażerowie autobusu natychmiast się uspokajają - przyznaje Wiesław Niehrebecki.

System  ma również inną, równie cenną, zaletę. Pochodzące od kierowców miejskich autobusów informacje o tym, co złego dzieje się na drogach, w mgnieniu oka mogą dotrzeć tam, gdzie dotrzeć szybko powinny. Kierowca w razie potrzeby może więc - za pośrednictwem dyspozytora - wezwać na pomoc zarówno policję, jak i straż pożarną czy pogotowie ratunkowe.

A pomyśleć, że jeszcze całkiem niedawno niektórzy miejscy radni chcieli poprawić stan bezpieczeństwa w miejskich autobusach proponując nierealne rozwiązanie, aby... w każdym z nich jeździł funkcjonariusz straży miejskiej.

MARCIN PŁUŻEK - KRONIKA BESKIDZKA