W ostatnim czasie w Bielsku-Białej doszło do kilku ulicznych kradzieży, których sprawcy zostali ujęci przez przechodniów. Zamiast przytrzymać złapanych rabusiów do czasu przyjazdu policji, przechodnie po odzyskaniu skradzionych rzeczy puścili ich wolno. - Dowiadujemy się o tym po fakcie, gdy po złodziejach nie ma śladu - rozkładają ręce bielscy policjanci.

Do jednego z takich zdarzeń doszło kilka dni temu na ulicy Babiogórskiej. Wieczorem w pobliżu pętli autobusowej nieznany mężczyzna napadł na starszą kobietę. Przewrócił ją na ziemię i wyrwał jej torebkę. W pogoń za nim rzucił się kilku przechodniów. Dogonili go, wyszarpali mu torebkę i oddali właścicielce. - Świadkowie zamiast przytrzymać złodzieja do czasu przyjazdu policji, pozwolili mu odejść - mówi Elwira Jurasz, oficer prasowy bielskiej policji. - W efekcie może okraść kolejną osobę - dodaje.

Podobnych zdarzeń było w ostatnim czasie kilka. Policjanci dowiadują się o nich od pokrzywdzonych po fakcie, gdy po złodziejach nie ma już śladu. - Bohaterska postawa świadków zasługuje na uwagę, jednak dokonywanie "samosądów" na własną rękę znacznie komplikuje nam pracę. Nie zapominajmy, że sprawca ostatecznie powinien trafić przed oblicze sądu - tłumaczy Jurasz.

Dlatego bielscy policjanci apelują do świadków kradzieży, by w podobnych sytuacjach - jeśli jest to możliwe - starali się nie tylko "odbić" skradzioną torebkę czy portfel, ale także przytrzymać złapanego na gorącym uczynku rabusia do czasu przyjazdu patrolu.

Źródło: Gazeta Wyborcza