Z końcem ubiegłego roku zlikwidowany został - lub jak kto woli, zrestrukturyzowany - Miejski Ośrodek Sportu. Nasz portal chciał poznać powody takiej decyzji i dowiedzieć się dlaczego w jej następstwie odwołano popularne zawody narciarskie na Klimczoku. Niestety, nikt z wysoko postawionych urzędników nie umiał nam pomóc. W bielskim Ratuszu jest jak u Kafki lub w czeskim filmie. Nikt nic nie wie!

                                                     Co się stało z MOS?

W pierwszej kolejności zabraliśmy się za ustalenie przyczyn likwidacji Miejskiego Ośrodka Sportu, mającego dotąd swoją siedzibę przy ulicy Piastowskiej. Nie było lekko!
- MOS nie został zlikwidowany, lecz przeniesiony - mówi Jacek Broda, pracownik Wydziału Kultury Fizycznej i Turystyki Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej.

Urzędnik nie udzielił nam jednak odpowiedzi na pytanie dlaczego zdecydowano się na te zmiany. Usłyszeliśmy tylko, że "tak to po prostu funkcjonuje na dzień dzisiejszy". Jako że nie poczuliśmy się tym odkryciem usatysfakcjonowani, drążyliśmy temat dalej.

W Ratuszu błądziliśmy niczym bohaterowie Kafki. Chcąc przyśpieszyć poszukiwania, skontaktowaliśmy się z obsługą kancelaryjną Urzędu Miejskiego. Niestety, trop okazał się fałszywy. Pani sekretarka nie potrafiła wskazać osoby, która może odpowiedzieć na postawione pytanie odnośnie likwidacji MOS-u. Było sporo przekierowań, a pod innymi numerami dowiadywaliśmy się, że sprawą tą dany wydział się nie zajmuje. Po którymś kolejnym telefonie do Ratusza powiedziano nam, abyśmy zadzwonili do Miejskiego Zarządu Oświaty. Jednak i tam nie mieli wiele do powiedzenia. Tymczasem sprawdziliśmy, co na ten temat wie jeden z trenerów Międzyszkolnego Klubu Narciarskiego "Zryw", Piotr Kozaczka.

 - My na pewno nie byliśmy odpowiedzialni za zlikwidowanie Miejskiego Ośrodka Sportu - zastrzega na samym początku trener Kozaczka. Jest to decyzja Rady Miejskiej i z tego co mi wiadomo, obowiązki przejął BBOSiR.

Skonsultowaliśmy się więc z przedstawicielem Bielsko-Bialskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Informacji udzielił nam Marek Gracz.
- Pierwszego kwietnia przejmujemy część zadań MOS-u. Mianowicie, będziemy się zajmować sekcjami młodzieżowymi. Natomiast Szkolny Związek Sportowy ma wziąć odpowiedzialność za organizowanie zawodów dla młodzieży.

 W tej sytuacji jeszcze raz zadzwoniliśmy do Ratusza, aby porozmawiać z kimś ze SZS, który działa właśnie w Urzędzie Miejskim. Niestety, mimo usilnych naszych starań o uzyskanie połączenia, telefon w sekretariacie Szkolnego Związku Sportowego przez cały dzień milczał. O zdanie poprosiliśmy więc rzecznika prasowego UM Tomasza Ficonia, lecz i on był bezradny wobec pytania o przyczyny likwidacji ośrodka przy Piastowskiej.

                                                      No i gdzie te zawody?

 Korzystając z możliwości rozmowy z kompetentnymi urzędnikami miejskimi, postanowiliśmy rozwikłać też drugi nurtujący nas problem. Dlaczego odwołano zawody młodzieżowe na Klimczoku, zostawiając na szarym końcu sportowe wychowanie najmłodszych uczestników tej corocznej i popularnej imprezy?

Przedstawiciel BBOSiR-u, Marek Gracz mówi, iż na temat odwołania zawodów trzeba skonsultować się ze Szkolnym Związkiem Sportowym. Tylko, że tam nie odbierają telefonów... Istny Meksyk!  Postanowiliśmy skontaktować się z SZS, tyle że działającym w Starostwie Powiatowym.

 - Nie jesteśmy organizatorami zawodów. Proszę dzwonić do Ratusza - usłyszeliśmy. Ale Ratusz przecież nie wie...Z ostatniej sesji Rady Miejskiej wynika, że odwołanie ma związek z brakiem pieniędzy. W końcu radni Platformy Obywatelskiej postanowili, że zbiorą tysiąc złotych, aby zawody za rok doszły do skutku. Tymczasem...

 - To nie jest prawda - mówi zdecydowanie Tomasz Ficoń. - Zawody nie odbyły się z powodu braku śniegu, a nie problemów finansowych - wyjaśnia.

                                                   Próba podsumowania

Panowie urzędnicy!  Reorganizacje można, a nawet czasem trzeba przeprowadzać. Wszystkie nowinki techniczne i sportowe są jak najbardziej mile widziane. Ale czy na zmianach powinni cierpieć młodzi zawodnicy, którzy mogą się okazać przyszłością naszego narciarstwa? Czy osoby kierujące miejskim sportem potrafią dostrzec - oprócz potrzeby zmian - również dobro sportowców? Przecież równie dobrze można było zreformować bielski sport po zakończeniu sezonu zimowego.
 
W sprawie MOS i zawodów na Klimczoku jest wiele pytań i zagadek. Brak lub częściowe odpowiedzi na nie są świadectwem dużego chaosu w miejskim systemie wspierania sportu i kultury fizycznej. Jak w czeskim filmie. Panowie, uwaga! Kamera, kręcimy...

Grzegorz Wieczorek