Tzw. sprawą Handzlika powinna zainteresować się komisja posłów Palikota i Poncyliusza, badająca w sejmie absurdy prawne. Sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem są też przepisy, które zapewniają głowom miast praktyczną nieusuwalność z urzędu. To prawda, że władza prezydenta wynika z demokratycznego mandatu. Ale – jak podkreśla opozycyjny radny, Adam Michalski – nikt nie powinien być bezkarny.
   
Jeszcze do niedawna każdy wójt, burmistrz i prezydent miasta mieli klawe życie. Gdy ich niekonwencjonalnymi wyczynami zainteresowały się organa ścigania, mogli rządzić nawet zza krat. Jako urzędnicy pochodzący z demokratycznych wyborów, pobierali pensję i podpisywali zarządzenia mimo osadzenia w areszcie tymczasowym. Dopiero niedawno ustawodawca poszedł po rozum do głowy. W miejsce „zapuszkowanych” prezydentów rządzą teraz ich zastępcy.
   
W naszym prawie funkcjonują setki podobnych absurdów. W obecnej kadencji powołano nawet nadzwyczajną komisję parlamentarną, która zajmuje się wyszukiwaniem takich smaczków, by w następnej kolejności sejm mógł usunąć je z przepisów. Komisja pod kierownictwem posłów Janusza Palikota oraz Pawła Poncyliusza pracuje w pocie czoła. Według bielskiego radnego z PiS Adama Michalskiego, w pierwszej kolejności powinna się zająć skutkami wprowadzenia do naszego ustawodawstwa instytucji bezpośrednich wyborów prezydentów miast. Decyzją sprzed kilku lat, parlament dowartościował jednego urzędnika kosztem całej rady miasta. Dodajmy, rady pochodzącej także z demokratycznych wyborów.
   
Michalski - który jest w obecnej kadencji przewodniczącym Komisji Rewizyjnej, a w latach 1998-2002 był jej członkiem - podkreśla, że kompetencje kontrolne radnych są w znacznej mierze iluzoryczne. Statut miasta, którego częścią jest regulamin komisji, podpisał jeszcze w 2003 roku ówczesny (i dzisiejszy) wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, Stanisław Ryszka z PiS. Stanowi on m.in., że Komisja Rewizyjna jest uprawniona do kontrolowania zgodności podejmowanych przez prezydenta decyzji i działań z przepisami prawa. Ponadto ma prawo kontroli gospodarki finansowej i rzeczowej miasta, przetargów ogłaszanych przez Ratusz oraz wyjazdów zagranicznych urzędników miejskich.
   
- W czasach, gdy z powszechnych wyborów pochodziła wyłącznie rada - wspomina Adam Michalski – radni mogli dyscyplinować prezydenta groźbą usunięcia z urzędu. Instrument był niezwykle skuteczny, o czym przekonał się Zbigniew Traczyk, który pod naciskiem rajców musiał wymienić naczelnika  jednego z wydziałów UM. Dziś posiedzenia komisji trwają długo, a koledzy są zmęczeni jałową dyskusją.
   
Obecnie obowiązujące ustawy samorządowe oraz regulamin zapewniają prezydentowi praktyczną nieusuwalność. Zastosowane rozwiązania prawne przypominają skecz z legendarnego kabaretu „Dudek”, w którym klient zgłasza hydraulikowi uszkodzenie kranu. Zgodnie z przepisami, fachowiec powinien dokonać naprawy gwarancyjnej, a reklamację wpisać do księgi życzeń i zażaleń. Ale to tylko teoria, bo w życiu czeladnik Jasiu nie ma wątpliwości, co może klient zrobić panu majstrowi. „Pan może panu majstrowi skoczyć...”
   
Komisja Rewizyjna może więc kolekcjonować żale do prezydenta, lecz odwołanie pierwszego urzędnika w mieście możliwe jest wyłącznie w drodze referendum  lub przez premiera na wniosek właściwego wojewody. Referendum jest kosztowne i ryzykowne dla rządzącej w radzie większości. Rada musi bowiem ustąpić, jeśli w ważnym głosowaniu przeciwko odwołaniu prezydenta z innych przyczyn niż brak absolutorium było więcej niż 50 proc. wyborców. W drugim przypadku natomiast konieczna jest recydywa prezydenta w naruszaniu ustaw oraz lekceważenie wcześniejszych wezwań wojewody do przestrzegania prawa.
   
- Prezydent Krywult – podkreśla radny Michalski – skrupulatnie dotrzymuje terminów odpowiedzi na pytania komisji. Inna sprawa, że można mieć zastrzeżenia do zawartości merytorycznej odpowiedzi. Tej kwestii zaś na ogół nie reguluje żadna ustawa.
   
Komisja Palikota i Poncyliusza powinna też zainteresować się tzw. sprawą Wiesława Handzlika, który pobierając przez długi czas wysokie wynagrodzenie od szkoły rzemieślniczej, korzystał z niedoskonałych norm prawnych. Nadzorowana przez niego do niedawna placówka otrzymuje ustawowe dotacje oświatowe, lecz nie podlega miastu. W tej sytuacji kompetencje prezydenta  wobec szkoły polegają wyłącznie na wykonywaniu zadań listonosza. Doręczając miesięczną subwencję państwową w wysokości ok. 450 zł na każdego ucznia zawodówki, Jacek Krywult nie może zapytać : a dlaczego tak dużo albo tak mało?
   
Komisja Rewizyjna zbierała się już kilkakrotnie, aby zbadać sytuację w bielskiej oświacie. W ostatnim przed świętami posiedzeniu uczestniczył sam zainteresowany. Wiesław Handzlik z własnej woli stawił się na zebranie, gdyż komisja nie ma prawa wezwać go przed swoje oblicze. Były przewodniczący rady nie przyniósł jednak ze sobą umowy ze szkołą, na mocy której otrzymywał tak wysokie wynagrodzenie. Komisja nie mogła i tego zażądać. Nieznany jest również zakres obowiązków na stanowisku nadzorcy.
   
Pan Adam ironizuje, że dzięki temu oświatowemu absurdowi prowadzenie szkoły może się okazać w pewnym warunkach najlepszym biznesem w kraju. „Obyś cudze dzieci uczył” – mawiali przed wiekami Chińczycy i to ich przekleństwo otrzymuje dziś nieznane dotąd znaczenie. Dzięki Bielsku.

Robert Kowal