Naciągacze ze Skoczowa
Mieszkańcy Skoczowa skarżą się na natrętnych wyłudzaczy. Radni chcieli zakazać żebrania, ale okazało się, że nie da się tego zrobić.
Pod jednym ze sklepów stoi nastoletni chłopak. Zaczepia przechodniów, prosząc o drobne na jedzenie. Gdy jednak jakiś przechodzień proponuje, że zabierze go na obiad do baru, chłopak odmawia. Podobne obrazki często można zobaczyć na ulicach Skoczowa. - Latem przyjeżdżają do nas młodzi ludzie z innych miast. Wcale nie są głodni. Żebrzą o drobne, bo zbierają na piwo i papierosy. To po prostu oszuści uprzykrzający ludziom życie - denerwuje się Aleksandra Pawlus ze Skoczowa.Na naciągacza natknął się też Władysław Orawski, wiceprzewodniczący skoczowskiej rady miejskiej. W pierwszej chwili zrobiło mu się żal żebrzącego na ulicy chłopaka, i zaproponował, że pomoże mu znaleźć pracę. Ale chłopak odmówił, mówiąc wprost, że pracować mu się nie opłaca, bo na ulicy zarobi dużo więcej. Z podobnymi incydentami zetknęli się też inni radni. W końcu uznali, że trzeba tego procederu zakazać.
Najprawdopodobniej jednak uda się rozwiązać inny "uliczny" problem w Skoczowie z natarczywymi obwoźnymi sprzedawcami. Skarżą się na nich od dawna sklepikarze, bo komiwojażer odbiera klientów. - Jest tańszy, bo pracuje najczęściej na czarno, nie płaci czynszów i podatków - argumentują. W ich sprawie prawnicy poproszeni przez radnych o opinię mieli lepsze wiadomości. - Dlatego zaczynamy prace nad projektem uchwały zakazującym sprzedaży ulicznej na czarno - zapowiada Bacza.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Artykuł wyświetlono 1145 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 0
brak komentarzy

Klauzula informacyjna ›