Z racji pierwszej pozycji w tabeli zajmowanej przez Podbeskidzie i dziewiątego miejsca Floty Świnoujście mogłoby się wydawać, że dzisiejszy mecz nie powinien przysporzyć problemów piłkarzom Podbeskidzia.

Było jednak zupełnie inaczej i sobotnie spotkanie było dla bielszczan wyjątkowo trudne. Pierwsza połowa rozpoczęła się od świetnej sytuacji dla Podbeskidzia. Niezdecydowanie bramkarza Floty – Sergiusza Prusaka próbował wykorzystać Mariusz Sacha, jednak piłka po jego strzale z bliskiej odległości trafiła w bramkarza przyjezdnych.
Następne minuty upłynęły głównie na dość chaotycznej grze obu zespołów w środku boiska.
Dopiero w 23 minucie Flocie Świnoujście udało się stworzyć zagrożenie pod bramką gospodarzy. Pomocnik gości – Grzegorz Skwara dostał piłkę na dziesiątym metrze, mimo asysty obrońców zdołał się obrócić i oddać strzał, który minimalnie minął bramkę Łukasza Merdy.
W 37 minucie meczu Podbeskidzie miało świetną okazję na otwarcie wyniku – za zagranie nakładką, w polu karnym, Ireneusza Chrzanowskiego sędzia podyktował rzut wolny pośredni dla Górali, jednak strzał Martina Matusa został zablokowany przez wspomnianego Grzegorza Skwarę.
Pięć minut później gola zdobył zespół Floty Świnoujście. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, piłka minęła wszystkich graczy, zdołał ją trącić tylko Sławomir Cienciała. Uczynił to jednak tak nieszczęśliwie, że piłka wpadła do bramki obok zdezorientowanego Łukasza Merdy.

Na drugą połowę trener Marcin Brosz desygnował Krzysztofa Chrapka, który zmienił Krzysztofa Zarembę. Jak się później okazało była to zmiana kluczowa dla losów spotkania.
Podbeskidzie od początku ruszyło do ataku, było widać ożywienie w szeregach gospodarzy, jednak po dziesięciu minutach wszystko wróciło do dzisiejszej normy – „Górale” próbowali atakować, jednak ich akcje były rozbijane przez „Wyspiarzy”.
Przyjezdni mieli też okazje do podwyższenia rezultatu. W 64 minucie w sytuacji „sam na sam” z Łukaszem Merdą znalazł się zawodnik gości Artur Bańka, jednak jego uderzenie świetnie sparował bramkarz Podbeskidzia.
W 69 minucie mieliśmy pierwszą zapowiedź lepszej gry gospodarzy. Po ładnej akcji Mariusza Sachy próbował strzelać Krzysztof Chrapek, ale Sergiusz Prusak świetnie uprzedził naszego napastnika.

W 77 minucie nastał moment na który wszyscy na stadionie czekali. Akcję rozpoczynał Grzegorz Pater, podał piłkę w kierunku Martina Matusa, ten wykazał się wielką trzeźwością i wiedząc, że jest na pozycji spalonej, zatrzymał się, a z za jego pleców wybiegał już niczym błyskawica Krzysztof Chrapek, który popędził na bramkę szybko, jak potrafi tylko on i bardzo spokojnie puścił piłkę obok interweniującego Prusaka.
W 85 minucie miało miejsce wydarzenie, które pokazuje, jak ważni są kibice. Bramkarz Floty wykopując piłkę wyszedł poza pole karne, zauważył to sędzia liniowy, podniósł chorągiewkę, jednak główny nie zorientował się. Po szaleńczych, głośnych nawoływaniach kibiców, sędzia Leszek Gawron zobaczył co się dzieje i po rozmowie z asystentem podyktował rzut wolny dla Podbeskidzia, z linii pola karnego. Po strzale Grzegorza Patera piłka trafiła w rękę jednego z graczy Floty i arbiter orzekł, że Podbeskidziu należy się rzut karny.
Miało to miejsce w 87 minucie. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Martin Matus. Na strzelającym ciążyła ogromna presja. Popularny „Colina” podbiegł, strzelił i....zdobył bramkę dla Podbeskidzia. Słowak pokazał, że ma nerwy ze stali.

Po drugiej bramce gospodarzom grało się swobodniej i dzięki temu mogliśmy obejrzeć akcję z serii „stadiony świata”. Krzysztof Chrapek zatańczył z obrońcami Floty, minął ich wszystkich, doszedł do sytuacji „oko w oko” z Sergiuszem Prusakiem i podał piłkę do Mariusza Sachy, który umieścił ją w siatce. Tyle tylko, że sędzia liniowy zasygnalizował wcześniej pozycję spaloną i Podbeskidzie nie mogło się cieszyć z trzeciej bramki.

Co się odwlecze to nie uciecze. W 92 minucie spotkania nieporadność obrońcy gości w polu karnym wykorzystał bohater tego spotkania – Krzysztof Chrapek, który odebrał piłkę defensorowi i uderzył pewnie, lewą nogą, w samo okienko bramki Floty.
Chwilę później sędzia zagwizdał po raz ostatni i wszyscy mogli się cieszyć z jedenastego już zwycięstwa z rzędu na własnym stadionie i z utrzymania pozycji lidera. Dziś w Bielsku – Białej miał miejsce prawdziwy „cud nad Białą”. Podczas gdy przez 77 minut nie wychodziło naszym piłkarzom nic, potrafili się się zerwać podczas ostatniego kwadransa, zdobyć trzy gole i zwyciężyć po raz kolejny. Klasową drużynę poznaje się po tym, że potrafi wygrać nawet wtedy kiedy jej nie idzie. Dziś okazało się, że my w Bielsku-Białej taką drużynę już mamy!


Chrapek 77' Matus 87', Chrapek 90' - Cienciała (s) 41'

Podbeskidzie: Łukasz Merda - Sławomir Cienciała, Maciej Szmatiuk, Juraj Dančík, Michał Osiński - Mariusz Sacha, Rafał Jarosz, Łukasz Matusiak (61 Grzegorz Pater), Damian Świerblewski - Martin Matúš (90 Marcin Hirsz), Krzysztof Zaremba (46 Krzysztof Chrapek).

TS Podbeskidzie