Beskidzkie lasy atakowane przez korniki są w tragicznym stanie. Trzeba zastępować chore świerki wielogatunkowym lasem. W Beskidach całe połacie lasów należą do prywatnych właścicieli. Jeśli nie zadbają oni o swoje lasy, nie uda się powstrzymać katastrofy. Ogólnopolska kampania "Ratujmy beskidzkie lasy" ma uświadomić ludziom, jak duży jest to problem.

Kilkaset lat temu Beskidy porastała puszcza z jodłami i bukami, jednak ze względów ekonomicznych w XIX wieku zaczęto sadzić świerki. Teraz widać, że to był ogromny błąd. Sztucznie posadzone świerki sobie nie radzą. Osłabione są masowo atakowane przez korniki i pasożytniczy grzyb - opieńkę miodową, w efekcie czego usychają. Jedynym ratunkiem dla beskidzkich lasów jest wycięcie świerków i posadzenie na ich miejsce rodzimych gatunków, takich jak buk czy jodła.

W lasach państwowych leśnicy już to robią, ale dużo gorzej jest w lasach prywatnych. Żeby zachęcić właścicieli do działania, Bielska Fundacja Ekologiczna "Arka" prowadzi wspólnie z leśnikami ogólnopolską akcję "Ratujmy beskidzkie lasy". W ramach tego przedsięwzięcia jesienią bieżącego roku na terenie nadleśnictwa bielskiego zostanie zasadzony wzorcowy las z różnymi gatunkami drzew. Natomiast w środę na ścianach garaży niedaleko bielskiego Szpitala Wojewódzkiego zostało namalowane graffiti o lasach. - Zależy nam na tym, żeby trafić z informacją do jak największej rzeszy ludzi. Graffiti to sposób na dotarcie do młodzieży - tłumaczy Dariusz Paczkowski z Arki.

Malunek koło szpitala to dzieło kilku twórców zajmujących się na co dzień sztuką ulicy (przyjechali m.in. z Warszawy) oraz całkowitego nowicjusza w tej dziedzinie - grafika Wiesława Łysakowskiego, który graffiti malował po raz pierwszy.

W bielskim Kinopleksie zobaczyć można wystawę Łysakowskiego i Paczkowskiego z fotomontażami pokazującymi apokalipsę w beskidzkich lasach.

Źródło: Gazeta Wyborcza