Bielscy strażnicy miejscy mają dość wysłuchiwania uwag w rodzaju - "weźcie się lepiej do uczciwej pracy" oraz niskich pensji. Masowo rezygnują z pracy.

Rok temu głośno było o buncie bielskich strażników miejskich, którzy żądali podwyżek. Twierdzili, że nie chcą pracować za 2,3 tys. zł brutto, bo taka była wtedy średnia płaca w bielskiej komendzie. Protest strażników polegał na tym, że nie wystawiali mandatów za złe parkowanie. Efekt? Wywalczyli średnio po 300 zł brutto podwyżki.

Pieniądze nie na długo uspokoiły sytuację. Strażnicy zaczęli odchodzić z pracy. Niektórzy poszli do policji, gdzie zarabiają więcej, mają możliwości awansu zawodowego i mogą przejść na wcześniejszą emeryturę.

W bielskim garnizonie policji są teraz tylko dwa wolne etaty, na które jest wielu chętnych, a w straży miejskiej wolnych jest prawie 20 proc. etatów. Na dodatek kolejni strażnicy zastanawiają się nad złożeniem wypowiedzenia. Skarżą się, że są przepracowani i zniechęceni do pracy. Ich następców nie widać.

- Dwa ogłoszone przez nas w tym roku konkursy nie dały efektu. Teraz mamy trzeci nabór i wreszcie zgłosili się jacyś kandydaci - mówi Andrzej Grzegorzek, komendant bielskiej straży miejskiej. - To jednak nie rozwiąże problemu. Chciałbym, żeby strażnicy dostali podwyżki, bo te 300 zł już dawno zjadła inflacja - dodaje.

Zdaniem strażników chodzi nie tylko o pieniądze. Najbardziej dokucza im niechęć ze strony mieszkańców. - Nie raz już wysłuchałem obelg pod moim adresem, a moja żona na spotkaniu z koleżankami z podstawówki powiedziała, że jestem ochroniarzem. Wstydziła się powiedzieć, że pracuję w straży miejskiej. To naprawdę parszywa robota - wzdycha jeden z funkcjonariuszy.

Grzegorzek: - Wysłuchujemy od mieszkańców: "weźcie się do uczciwej pracy". Wszyscy chcą, żeby w naszym mieście było porządnie jak w Austrii, ale mało kto z pokorą przyjmuje mandat za złe parkowanie czy wyrzucenie śmieci nie tam, gdzie trzeba - mówi komendant.

Wątek o problemach miejskich strażników pojawił się na bielskim forum "Gazety". Nikt strażników nie broni. Internauci zastanawiają się, czy straż zostanie rozwiązana. Ale o tym nie ma mowy. - Analizuję rynek pracy, coraz więcej osób wraca zza granicy, bo złotówka jest silna i coraz bardziej opłaca się pracować w Polsce. Mam wielką nadzieję, że znajdą się osoby, które będą chciały pracować w straży miejskiej - mówi komendant Grzegorzek.

Źródło: Gazeta Wyborcza