Za normalny bilet autobusowy w kiosku bielszczanie płacą 2,4 zł. Zakup takiego biletu w autobusie to już 60 gr więcej. Nic zatem dziwnego, że zamknięte kioski doprowadzają ich do furii.

- Przecież to skandal! Na ulicy Piastowskiej, jednej z głównych bielskich ulic, kupienie biletu autobusowego graniczy z cudem. Podobnie jest na bielskich osiedlach. Gdy jedzie się autobusem w kilka osób, bardziej opłaca się zamówić taksówkę, niż kupować droższe bilety w autobusie! - denerwuje się bielszczanka Monika Okrasa.

O buncie bielskich kioskarzy pisaliśmy w "Gazecie" pod koniec czerwca. Przystanki autobusowe od lat dzierżawi Fundacja Rozwoju Miasta Bielska-Białej. Na przystankach stoją kioski, w których kupić można m.in. gazety i papierosy, a przede wszystkim bilety autobusowe. W części kiosków sprzedawano bilety o wartości ponad 20 tys. zł.

Problem w tym, że ponad połowa kiosków jest teraz zamknięta, bo zmienił się zarządca. Od 1 lipca firmę Carmen zastąpiła firma Kartel z Gliwic, która znacznie podniosła czynsze. Np. jeden z kioskarzy, który wcześniej za trzy kioski płacił miesięcznie niecałe 3 tys. zł brutto, zgodnie z nową umową miał płacić aż 7,7 tys. zł. W efekcie kioskarze zagrozili protestem i zamknięciem swoich punktów. Po burzliwych negocjacjach doszło do porozumienia, na mocy którego ustanowiono 3-miesięczny okres przejściowy - z czynszami już wyższymi niż dotychczasowe, ale nie aż tak wysokimi, jak początkowo proponował Kartel.

- Okazało się, że przy takich czynszach już trudno zarobić. Część dzierżawców postanowiła działać tylko przez kilka tygodni do chwili wyprzedania towaru, a potem zwinęli interes - opowiada nam jeden z kioskarzy. - Teraz już nie ma takich problemów z pracą, jak jeszcze parę lat temu. Dlatego chętnych do wydzierżawienia pustych kiosków brakuje - tłumaczy. Dodaje, że praca w budzie, w której zimą jest mróz, a podczas upałów temperatura przekracza 50 st. C, nie należy do przyjemności.

Tymczasem bielszczanie mają coraz większe problemy z kupieniem biletów autobusowych. - Codziennie wysłuchuję narzekań mieszkańców. Gdy po przejściu całej ulicy napotykają same nieczynne kioski, zaczynają tracić cierpliwość - przyznaje Teresa Sporek, która dzierżawi m.in. kiosk przy ul. Piastowskiej.

A problemy mogą być jeszcze większe, bo kioskarze, którzy jeszcze zostali na placu boju, też zastanawiają się nad rezygnacją. Być może jednak uda się jakoś biletowy kryzys rozwiązać. Sprawą zajmą się miejscy urzędnicy. - Musimy to jakoś załatwić. Mieszkańcy muszą mieć przecież możliwość zakupienia biletów autobusowych - mówi Tomasz Ficoń, rzecznik prasowy bielskiego magistratu.

Źródło: Gazeta Wyborcza