„Forbes” jest prestiżowym magazynem ekonomicznym o zasięgu światowym. Dlatego, gdyby Detroit albo Turyn zostały umieszczone przez to pismo na czele jakiegoś rankingu, to w wyróżnionych ośrodkach szampan lałby się strumieniami. Bielsko – Biała odniosło taki sukces w marcu, lecz po publikacji zapadła wstydliwa cisza, jakby ktoś o fatalnych manierach zepsuł nagle powietrze.

Miasto Gdynia uchodzi od wielu lat za symbol sukcesu gospodarczego. Sklepy światowych producentów błyszczą neonami w okolicach Skweru Kościuszki i wzdłuż ulicy Świętojańskiej. Jadąc w górę miasta z centrum na Oksywie, widać jak na dłoni gorączkę pracy przy nabrzeżach portowych. Nic dziwnego, że w rankingu opublikowanym w ostatnim polskim wydaniu „Forbesa”, Gdynia została umieszczona na czele listy polskich miast o wielkości od 100-300 tys. mieszkańców, w których przedsiębiorstwa prywatne – w tym zagraniczne – znalazły najlepsze warunki rozwoju.
   
Drugie miejsce na tej liście zajmuje stolica Podbeskidzia. Ten spektakularny sukces naszego miasta nie został w zasadzie dostrzeżony przez lokalne media. Część skwitowała go krótkimi wzmiankami, inne wręcz zbyły go milczeniem. Tymczasem trzeba być naprawdę ślepym, aby nie dostrzec dowodów boomu gospodarczego, które wyrosły na terenach Fiat Auto Poland przy trasie katowickiej. Na kilkudziesięciu hektarach dzierżawionego gruntu funkcjonują tutaj dziesiątki firm wielu branż. Od obsługi księgowej turyńskiego koncernu motoryzacyjnego po biura projektujące napędy i moduły do silników turboodrzutowych. Przemysł lotniczy i morski!
   
Nie mniej imponujące są nowe inwestycje w Wapienicy i Komorowicach, zlokalizowane w specjalnie do tego wyznaczonych miejscach. W parku przemysłowym i strefie ekonomicznej. Kto wie, że spółka Fiat-GM produkuje silniki wysokoprężne niewielkiej mocy m.in. dla Lancii, Opla i Suzuki? Że centrum logistyczne Panaton obsługuje znanego wytwórcę perfum, firmę Coty? Że w naszym mieście zapuścili korzenie tacy potentaci przemysłowi, jak Eaton, Hutchinson i TI? Amerykanie, Francuzi, Włosi i kto ich tam jeszcze wie..?
   
Dane do rankingów „Forbes” pozyskuje z własnych, niezależnych źródeł. Interesującą nas listę sporządzono w oparciu o dwa podstawowe kryteria, tj. ilość nowych spółek założonych oraz zlikwidowanych w latach 2003-2007, w tym z kapitałem zagranicznym. Wyszło, że w Bielsku-Białej powstało wtedy prawie tysiąc podmiotów,  z czego co piąty pochodził spoza naszego kraju. Nieco ponad 20 proc. krajowych spółek upadło. Tym samym zajmując drugie miejsce w rankingu, wyprzedziliśmy takie – wydawałoby się, że atrakcyjniejsze dla biznesmenów – miasta, jak Częstochowa, Toruń, Olsztyn, Opole czy Zielona Góra.
   
Większość przedsiębiorców, z którymi rozmawialiśmy podkreślała, że źródłem powodzenia gospodarczego jest silny duch przedsiębiorczości w naszym regionie, zapoczątkowany u schyłku PRL. Poluzowanie śrub, którymi komuna krępowała inicjatywę prywatną zaowocowało wtedy rozwojem tzw. firm polonijnych. To nie był przypadek, że znaczna ich część zlokalizowana była w okolicach Bielska-Białej. Wiarygodność ekonomiczna Podbeskidzia rosła wraz z uruchamianiem kolejnych spółek kooperujących z Fiatem.

Ale...nie jest tak różowo, jak chcieliby tani propagandyści. Od niedawna poziom wzrostu spada, co najdobitniej wskazuje, że wyczerpują się możliwości rozwojowe w oparciu o dotychczasowe bodźce. Obecnie dynamika zakładania nowych firm w Bielsku-Białej jest kilkakrotnie mniejsza niż w Kielcach lub Bytomiu. Czy to źle? Bynajmniej.

Naczelnik Wydziału Strategii i Rozwoju Gospodarczego UM, Aleksandra Podsiadlik tłumaczy ten zastój coraz mniejszą ilością terenów pod inwestycje produkcyjne. W tym sensie nasza gmina wyprzedziła w rozwoju wiele nawet zamożniejszych miejscowości, które nadal dysponują dużym zapasem gruntów pod budownictwo. Nasz potencjał natomiast jest na finiszu.

- Ten chwilowy spadek w rankingach - podkreśla pani Podsiadlik – trzeba wiązać ze zmianą preferencji rozwojowych. Chcemy, aby o potencjale i zasobności naszego miasta decydował w większym stopniu rozwój rynku usług.

Problem nie polega jednak na opracowaniu skuteczniejszych zachęt dla krawców i szewców. Ale na przyciągnięciu firm oferujących usługi głęboko przetworzone, np. księgowe, finansowe czy konsultingowe. Podobne do tych, w których specjalizuje się otwarte pod koniec ub.r. Centrum Księgowo – Finansowe Grupy Żywiec. Jest to drugi po Holandii projekt tego rodzaju w grupie Heineken.

Wybór Bielska-Białej na siedzibę nowej spółki nie był przypadkowy. Poprzedziła go precyzyjna analiza blisko 20 konkurencyjnych miejscowości. To prawda, że atutem miasta jest niewielka odległość do głównej siedziby grupy oraz dogodne połączenia drogowe i kolejowe z resztą kraju. Kierownictwo centrum podkreśla jednak, że o lokalizacji zdecydował głównie potencjał ludzki.
 
Badania przeprowadzone przez konsorcjum wykazały bowiem, że w okolicach Bielska mieszka wyjątkowo duża liczba absolwentów wyższych uczelni. Dla tych świetnie wykształconych finansistów – jak wyrażają się o nich łowcy talentów z Grupy Żywiec – w centrum powstało kilkadziesiąt nowych miejsc pracy. Tym samym o ułamek zmniejszył się odsetek młodych inteligentów, którzy nadal pozostają w naszym mieście bez pracy zgodnej z ich kwalifikacjami i aspiracjami zawodowymi.

Autor: Robert Kowal