Strzeż się rodziny !
Metoda niżej opisanego oszustwa jest nazywana przez policjantów „na wnuczka”. Warto też przestrzec Czytelników przed przestępcami działającymi według metody „na śpiocha” . Oszuści działają na dużych osiedlach. Chodząc po blokach, sprawdzają czy drzwi wejściowe do mieszkania są zamknięte. Gdy trafią na niezabezpieczone mieszkanie, porywają z przedpokoju to, co pod ręką i uciekają. Domownicy często nie mają pojęcia, że coś im skradziono, bo po prostu śpią.
- Cześć ciociu, poznajesz kto dzwoni?
- No..., nie, nie poznaję.
- No wiesz co, naprawdę?
- A to Ty Alinko, teraz poznaję... Co u Ciebie?
- Wiesz co, kupuję samochód, zabrakło mi 10 tys. zł. Pożyczysz?
- Oczywiście, przyjeżdżaj.
Mniej więcej w ten sposób wygląda typowy dialog oszustów pracujących według metody „na wnuczka”. Ostatnio bielska policja zatrzymała członków takiej grupy. Dzięki temu pewna mieszkanka Żywca odzyskała prawie całą sumę wydaną „rodzinie”. Ze stratą zdążyła się już pogodzić. Oszustwa nawet nie zgłosiła na policji, nie poinformowała też swojej prawdziwej rodziny. Jak powiedziała funkcjonariuszom, przez dwa tygodnie nie mogła spać. Bała się i po prostu było jej wstyd, że dała się nabrać tak prymitywnym naciągaczom.
- To się w głowie nie mieści, ale podobnych przypadków jest sporo - mówi oficer operacyjny KMP z Bielska-Białej, zajmujący się tą właśnie sprawą. Nieprawdopodobne, ale po telefonie od cudem odnalezionych „krewnych” większość ludzi pożycza pieniądze nieznajomym ludziom, wysłanym przez rzekomą rodzinę.
Jak wygląda mechanizm oszustwa? Przestępcy biorą po prostu książkę telefoniczną do ręki i szukają osób - przeważnie kobiet - o imionach, które sugerują, że jest to starszy człowiek. Np. Zofia, Kazimiera. Następnie dzwonią do niej, przedstawiając się jako członek rodziny. Na pytanie - „Nie poznajesz mnie?”, prawie każdy zaczyna szukać w pamięci: „A któż to może być? Pewnie to Maria...”. Później przez telefon powtarza to imię i dzięki temu oszustka już wie, że powinna podawać się za Marię. Dla uwiarygodnienia siebie stwierdza, że jest przeziębiona (i dlatego ma zmieniony głos), po czym wyznaje, że potrzebuje pieniędzy na jakiś okazyjny zakup i pyta czy może po ustaloną kwotę wysłać znajomego. Wspólnik przyjeżdża, inkasuje pieniądze i znika.
- Odnalezienie takich oszustów jest bardzo trudne - mówi bielski policjant. – Ich ofiarami padają przeważnie starsi ludzie, głównie kobiety w wieku 70 - 80 lat, mieszkające samotnie. Rzadko potrafią podać precyzyjny rysopis oszusta. Oczywiście, docieramy do billingów telefonicznych, lecz przeważnie nic to nie wnosi do śledztwa. Sprawcy posługują się bowiem telefonami na kartę, co kilka dni zmieniają numery. Stać ich na to. Z prostych wyliczeń wynika, że mogą w ten sposób „zarabiać” nawet około 50 tys. zł miesięcznie.
- W ostatnim przypadku – kontynuuje funkcjonariusz - sprawcom nie udało się oszukać pewnej mieszkanki Kóz na 17 tys. zł. Po prostu jej synowie wrócili z pracy i spłoszyli przestępców. Opracowaliśmy precyzyjny portret pamięciowy, skojarzyliśmy inne tego typu przypadki na naszym terenie i wytypowaliśmy sprawców. Dwa dni po incydencie w Kozach zostali zatrzymani. Okazało się, że oszustką była 40 - letnia Polka. Do ofiar wysyłała swojego konkubenta, mężczyznę narodowości romskiej. Od lipca do września 2007 roku oszuści „pracowali” w Kozach, Wiśle, Skoczowie i Czańcu. Są powiązani z innymi tego typu grupami w Polsce. W przyszłym miesiącu skierujemy tę sprawę do sądu.
Zdaniem naszego rozmówcy, większość oszustów dokonujących takich wyłudzeń na Podbeskidziu to Romowie, mieszkańcy Bielska-Białej i Łodzi. Kilka lat temu oszukiwali Austriaków i Niemców, a teraz przyjechali do naszego kraju.
Jeszcze inaczej działają przestępcy wyłudzający pieniądze „na pracownika administracji”. Jak sama nazwa wskazuje, podają się za pracowników gazowni, spółdzielni mieszkaniowej czy innych instytucji i wyłudzają pieniądze na rzekomy remont lub na pokrycie nieistniejących zaległości w płatnościach. Obiecujemy, że do tego tematu będziemy wracać w naszych publikacjach.
- Cześć ciociu, poznajesz kto dzwoni?
- No..., nie, nie poznaję.
- No wiesz co, naprawdę?
- A to Ty Alinko, teraz poznaję... Co u Ciebie?
- Wiesz co, kupuję samochód, zabrakło mi 10 tys. zł. Pożyczysz?
- Oczywiście, przyjeżdżaj.
Mniej więcej w ten sposób wygląda typowy dialog oszustów pracujących według metody „na wnuczka”. Ostatnio bielska policja zatrzymała członków takiej grupy. Dzięki temu pewna mieszkanka Żywca odzyskała prawie całą sumę wydaną „rodzinie”. Ze stratą zdążyła się już pogodzić. Oszustwa nawet nie zgłosiła na policji, nie poinformowała też swojej prawdziwej rodziny. Jak powiedziała funkcjonariuszom, przez dwa tygodnie nie mogła spać. Bała się i po prostu było jej wstyd, że dała się nabrać tak prymitywnym naciągaczom.
- To się w głowie nie mieści, ale podobnych przypadków jest sporo - mówi oficer operacyjny KMP z Bielska-Białej, zajmujący się tą właśnie sprawą. Nieprawdopodobne, ale po telefonie od cudem odnalezionych „krewnych” większość ludzi pożycza pieniądze nieznajomym ludziom, wysłanym przez rzekomą rodzinę.
Jak wygląda mechanizm oszustwa? Przestępcy biorą po prostu książkę telefoniczną do ręki i szukają osób - przeważnie kobiet - o imionach, które sugerują, że jest to starszy człowiek. Np. Zofia, Kazimiera. Następnie dzwonią do niej, przedstawiając się jako członek rodziny. Na pytanie - „Nie poznajesz mnie?”, prawie każdy zaczyna szukać w pamięci: „A któż to może być? Pewnie to Maria...”. Później przez telefon powtarza to imię i dzięki temu oszustka już wie, że powinna podawać się za Marię. Dla uwiarygodnienia siebie stwierdza, że jest przeziębiona (i dlatego ma zmieniony głos), po czym wyznaje, że potrzebuje pieniędzy na jakiś okazyjny zakup i pyta czy może po ustaloną kwotę wysłać znajomego. Wspólnik przyjeżdża, inkasuje pieniądze i znika.
- Odnalezienie takich oszustów jest bardzo trudne - mówi bielski policjant. – Ich ofiarami padają przeważnie starsi ludzie, głównie kobiety w wieku 70 - 80 lat, mieszkające samotnie. Rzadko potrafią podać precyzyjny rysopis oszusta. Oczywiście, docieramy do billingów telefonicznych, lecz przeważnie nic to nie wnosi do śledztwa. Sprawcy posługują się bowiem telefonami na kartę, co kilka dni zmieniają numery. Stać ich na to. Z prostych wyliczeń wynika, że mogą w ten sposób „zarabiać” nawet około 50 tys. zł miesięcznie.
- W ostatnim przypadku – kontynuuje funkcjonariusz - sprawcom nie udało się oszukać pewnej mieszkanki Kóz na 17 tys. zł. Po prostu jej synowie wrócili z pracy i spłoszyli przestępców. Opracowaliśmy precyzyjny portret pamięciowy, skojarzyliśmy inne tego typu przypadki na naszym terenie i wytypowaliśmy sprawców. Dwa dni po incydencie w Kozach zostali zatrzymani. Okazało się, że oszustką była 40 - letnia Polka. Do ofiar wysyłała swojego konkubenta, mężczyznę narodowości romskiej. Od lipca do września 2007 roku oszuści „pracowali” w Kozach, Wiśle, Skoczowie i Czańcu. Są powiązani z innymi tego typu grupami w Polsce. W przyszłym miesiącu skierujemy tę sprawę do sądu.
Zdaniem naszego rozmówcy, większość oszustów dokonujących takich wyłudzeń na Podbeskidziu to Romowie, mieszkańcy Bielska-Białej i Łodzi. Kilka lat temu oszukiwali Austriaków i Niemców, a teraz przyjechali do naszego kraju.
Jeszcze inaczej działają przestępcy wyłudzający pieniądze „na pracownika administracji”. Jak sama nazwa wskazuje, podają się za pracowników gazowni, spółdzielni mieszkaniowej czy innych instytucji i wyłudzają pieniądze na rzekomy remont lub na pokrycie nieistniejących zaległości w płatnościach. Obiecujemy, że do tego tematu będziemy wracać w naszych publikacjach.
Autor: Witold Barłóg
Artykuł wyświetlono 1710 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 2
mal
o.n.e. - to nie tylko naiwność. Spróbuj spojrzeć na to oczami tych osób które są celami tych naciągaczy - wszystko pisze w tekście: to samotne osoby do których nagle odzywa się ktoś z rodziny. One się cieszą - nawet jeśli tylko podświadomie - że ktoś chciał ich odwiedzić, że coś się dzieje w ich życiu, że ktoś o nich pamięta. Że na chwilę nie są samotne. To nie tylko naiwność. Normalna ludzka słabość. Najgorsze jest to że skutkuje to jeszcze większym "zamknięciem" i osamotnieniem.
o.n.e.
Nie chce się uwierzyć że ktoś się dał nabrać, ale naiwnosc ludzka nie ma granic

Klauzula informacyjna ›