Po remoncie popularna wiślanka jest równa jak stół - uważają władze Żor, które zdecydowały się zlikwidować część znaków ograniczających prędkość do 70 km/h. Cieszą się kierowcy, policjanci narzekają.

Józef Dziendziel, pełnomocnik prezydenta Żor ds. infrastruktury komunalnej podpisał zarządzenie o zmianach w organizacji ruchu na DK 81, czyli popularnej wiślance. To oznacza, że za kilka dni z żorskiego odcinka drogi zniknie część znaków ograniczających prędkość do 70 km/h. Domagali się tego kierowcy: wiślanka to jedna z najważniejszych dróg w regionie, jeździ się nią do Ustronia lub Wisły.

Waldemar Socha, prezydent Żor przyznał kierowcom rację. Stwierdził, że po remoncie wiślanka jest równa jak stół i całkowicie bezpieczna. Ale uwaga. Ograniczenia prędkości znikną tylko od granicy z Woszczycami do ulicy Leśnej, tuż przed wiaduktem. To trzy kilometry niezabudowanej trasy, głównie w lesie. — Nie ma tam chodników, po których chodziliby piesi, więc uznaliśmy, że samochody mogą jeździć szybciej — mówi Józef Dziendziel. Przypomina, że znaki ograniczające prędkość zostaną na pozostałym żorskim odcinku wiślanki, m.in. przy zjazdach do hipermarketów Auchan i Leroy Merlin oraz na skrzyżowaniach z ulicami Zamkową i Pukowca.

Z decyzji żorskich władz nie cieszą się policjanci. Odcinek od Woszczyc do wiaduktu w Żorach, to ulubione miejsce drogówki. Policjanci twierdzą, że nie mają innego wyjścia, bo kierowcy zbyt często przekraczają w tym miejscu prędkość.

Źródło: www.gazetacodzienna.pl