Elki do wymiany
W ośrodkach egzaminowania kierowców w całej Polsce trwa wymiana samochodów - starsze zastępowane są nowymi, jedne marki innymi. Już teraz powoduje to napięcia między ośrodkami nauki jazdy, a skończy się zapewne wzrostem cen kursów dla przyszłych kierowców.
W Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Bielsku-Białej ople corsy i fiaty punto zastępowane są przez toyoty yaris. Właściciele ośrodków przygotowujących przyszłych kierowców zgrzytają zębami. Po raz kolejny będą musieli kupić nowe samochody do nauki jazdy, bo tego oczekują od nich kursanci.
- Faktycznie, sypią się skargi z ośrodków nauki jazdy - przyznaje Edward Płonka, szef bielskiego WORD. W przetargu na dostawę samochodów do WORD w Bielsku-Białej wzięli udział dealerzy oferujący opla corsę, fiata, skodę fabię i toyotę yaris. Wygrała ta ostatnia marka. Niebawem 18 toyot zastąpi nieco wysłużone fiaty punto i ople corsy.
Niektórzy właściciele ośrodków nauki jazdy już wymienili samochody. W bielskim ośrodku Professional Ewa kupiono już toyotę: "Oddajemy do dyspozycji naszych kursantów nowy samochód szkoleniowy. Jest to najnowsza toyota yaris, rocznik 2008, posiadająca klimatyzację oraz wszystkie elementy identyczne z nowymi samochodami egzaminacyjnymi WORD. Przestrzegamy jednocześnie kursantów przed ośrodkami, które ze względu na "oszczędności" prowadzą kursy na starszych modelach toyoty".
Inni właściciele ośrodków nauki jazdy klną w żywy kamień. Drapią się po głowach, skąd wziąć pieniądze na nowe auta. Często bowiem jest tak, że właściciel szkoły jeszcze nie zdążył spłacić poprzednich samochodów, a już musi kupować nowe. Na dodatek ciężko sprzedać kilka samochodów za jednym zamachem, komisy nie chcą ich brać.
Niektórzy właściciele ośrodków nauki jazdy już wymienili samochody. W bielskim ośrodku Professional Ewa kupiono już toyotę: "Oddajemy do dyspozycji naszych kursantów nowy samochód szkoleniowy. Jest to najnowsza toyota yaris, rocznik 2008, posiadająca klimatyzację oraz wszystkie elementy identyczne z nowymi samochodami egzaminacyjnymi WORD. Przestrzegamy jednocześnie kursantów przed ośrodkami, które ze względu na "oszczędności" prowadzą kursy na starszych modelach toyoty".
Inni właściciele ośrodków nauki jazdy klną w żywy kamień. Drapią się po głowach, skąd wziąć pieniądze na nowe auta. Często bowiem jest tak, że właściciel szkoły jeszcze nie zdążył spłacić poprzednich samochodów, a już musi kupować nowe. Na dodatek ciężko sprzedać kilka samochodów za jednym zamachem, komisy nie chcą ich brać.
Źr. Dziennik Zachodni
Artykuł wyświetlono 1055 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 3
driver
Bo taka jest prawda, że trzeba umieć jeździć każdym samochodem, a nie tylko Yarisem, Punciakiem albo Corsą. Ale jeżeli patrząc na to z perspektywy kursanta to nie jest zbyt ciekawie, jeżeli jeździsz Punto i nagle przesiądziesz się na Yarisa. Wiadomo, oni dopiero się uczą i nie mają wyrobionych pewnych nawyków, myślą nad każdym ruchem, które w przyszłości stają się normalną rzeczą podczas jazdy i wykonują je automatycznie. 30 godzin to bardzo mało i nie da się nauczyć jeździć kogoś w tak krótkim czasie.
mnm
istny debilizm, kursant ma zdać egzamin na każdym pojeździe kat B a to co wyprawiają szkółki (niedzielne) nauki kierowców zakrawa o zemstę do nieba, mają po prostu przygotować przyszłego kierowcę do jazdy, pokazać jak działa pojazd, nauczyć logicznego myślenia i obycia z samochodami

Klauzula informacyjna ›