POCZTA BEZ LISTONOSZY

O tym, że poczta przespała okres Bożego Narodzenia - nie pierwszy raz zresztą - pisaliśmy w „Kronice” na początku stycznia. Właśnie wtedy bowiem do wielu naszych czytelników spływały mocno spóźnione - nie z winy nadawców - życzenia świąteczno-noworoczne.

Z docierających do naszej redakcji sygnałów wynikało, że wysłane przed 20 grudnia ubiegłego roku kartki z życzeniami przychodziły do adresatów jeszcze w połowie stycznia, czyli po ponad miesiącu! Podobne doniesienia - dotyczące „sumienności i rzetelności” oferowanych przez Pocztę Polską usług - dochodziły zresztą z całego kraju. Opóźnienia - a jakże - poczta tłumaczyła „nawałą” świątecznych życzeń. Jednak chyba nie za wszystkie pocztowe opóźnienia odpowiada ów „życzeniowy kataklizm”. Nasi czytelnicy twierdzą, że problemy z terminowością poczta ma nadal. „Strach się bać” - wszak następne święta już za pasem...

- Przyjmuję do wiadomości - bo nie powiem, że rozumiem - to tłumaczenie się pocztowców świętami. Choć dziwi mnie, że zamiast czerpać zyski z tego, że ludzie ślą sobie życzenia, narzekają na nadmiar roboty! Ale nie o święta mi chodzi - mówi czytelniczka „Kroniki” z Czechowic-Dziedzic. - 10 stycznia, czyli grubo po Bożym Narodzeniu, koleżanka z Opola posłała mi przesyłkę. Priorytetem. Przesyłka nie nadchodziła, ale ponieważ nie chodziło o nic pilnego, nie wydeptywałam drogi na pocztę. Słysząc w telewizji, że poczta ma problemy kadrowe, cierpliwie czekałam. No i doczekałam się. 22 stycznia, czyli po dwunastu dniach, listonosz przyniósł „priorytet”, który przez blisko dwa tygodnie pokonywał trasę liczącą nieco ponad 120 kilometrów!

Co ciekawe, ze stempli  - na które nasza czytelniczka zwróciła uwagę - wynikało, że trasę z Opola do Czechowic-Dziedzic przesyłka pokonała w dwa dni. To - choć o dzień za długo - i tak nieźle! Dziewięć dni przesyłka „szła” natomiast z czechowickiego urzędu pocztowego do domu adresatki. Nie trzeba być zbyt bystrym, by połapać się, że prawdziwym problemem poczty jest brak listonoszy. Ale - tu niespodzianka - poczta upiera się, że problemu listonoszy, przynajmniej na dużą skalę, nie ma!

- Centrum Sieci Pocztowej w Bielsku-Białej podlega kilkadziesiąt urzędów pocztowych z powiatów bielskiego, żywieckiego i cieszyńskiego, czyli ze śląskiej części Podbeskidzia. Pracuje tam kilkuset listonoszy - na całym Śląsku jest ich 3400 - a wakatów mamy raptem kilkanaście. To raczej logiczne, że przy takiej skali zatrudnienia, brak kilkunastu osób nie może się odbić na nieterminowości w doręczaniu przesyłek. Naszym zdaniem takie przypadki są incydentalne. Pracujemy normalnie i terminowo. Poczta jest jednak w fazie reorganizacji i opóźnienia w pojedynczych wypadkach mogą się zdarzać - twierdzi Piotr Pietrasz, rzecznik prasowy Poczty Polskiej w Katowicach. -  W święta oczywiście problem listów i kartek staje się najbardziej widoczny. Ale życzenia na kartce pocztowej, czyli tradycyjnie, przesyła sobie coraz mniej osób. Rośnie natomiast ilość korespondencji urzędowej i firmowej. Jest to wzrost wprost proporcjonalny do wzrostu gospodarczego. A z tym, że z takim wzrostem mieliśmy do czynienia w ubiegłym roku i mamy nadal, nikt chyba polemizować nie zamierza.

Dlatego - zapewnia Piotr Pietrasz - poczta zmienia swoją organizację pracy, tak aby tę lawinę korespondencji jednak sprawnie obsłużyć. Sprawa jest poważna. Tym bardziej, że listonoszy ubywa - to poczta przyznaje - a chętnych do takiej pracy nie ma...

- Jeśli dzisiaj brak listonoszy nie jest naszym największym problemem, to już niebawem może się nim stać. Ludzie odchodzą z pracy, czy to na emeryturę, czy z innych powodów. Chętnych, by zająć ich miejsce nie ma. Młodzi ludzie wolą wyjechać za granicę lub nawet podjąć inną pracę w kraju, niż zatrudnić się jako listonosz na poczcie. Nie ukrywamy, że problemem są oczywiście pieniądze. Pierwsza pensja listonosza to około 1200 złotych na rękę. Nawet to, że niebawem może zarabiać 1400 - 1500 złotych to zbyt mała zachęta - mówi Piotr Pietrasz. - Jedyną szansą na zmianę pogarszającej się sytuacji kadrowej daje podwyżka pensji naszych pracowników. Negocjacje reprezentujących załogę związków zawodowych z zarządem firmy, cały czas są w tej sprawie prowadzone. Pocztowi związkowcy domagają się podwyżki rzędu 800 złotych brutto. Na to zarząd Poczty Polskiej pewnie się nie zgodzi. Zdaniem Pietrasza podwyżki  - nie wiadomo jakie dokładnie, ale na pewno kilkusetzłotowe - prędzej, czy później jednak będą...

Ponieważ z graniczącym z pewnością przypuszczeniem można przyjąć, że w najbliższym czasie pocztowcy ani nie zaczną lepiej zarabiać, ani też nie zakończy się usprawniająca pracę poczty reorganizacja, „Kronika” radzi zawczasu pomyśleć o kartkach z życzeniami wielkanocnymi. Ponieważ Wielkanoc już za miesiąc z małym okładem, co bardziej zapobiegliwi już mogą wysyłać kartki świąteczne. Wtedy jest szansa - bo o pewności nie ma mowy - że w „okolicach” Wielkanocy dojdą...
 
Łukasz Piątek - KONIKA BESKIDZKA