16-letni chłopiec z Bierunia zginął w nocy porażony prądem przy próbie kradzieży przewodów kolejowych. Jego o rok starszy kolega w szoku zaniósł ciało zmarłego do namiotu, w którym mieli spać, i przeczekał do rana. Dopiero wtedy powiadomił o tragedii matkę kolegi. 17-latek tłumaczył, że nie umiał poradzić sobie z tą sytuacją. Zaniósł ciało Mateusza do namiotu i przez kilka godzin przebywał ze zwłokami. Chłopcy, korzystając z wakacji, mieli wspólnie spędzić noc w namiocie, rozbitym na posesji należącej do rodziny 16-latka. Chłopcy nigdy wcześniej nie wchodzili w konflikty z prawem.