Wersal w klasie PKP
Poniższa historia nie wydarzyła się na upalnym dworcu w Kansas City ani nawet zimą stulecia w Koluszkach podczas głośnej balangi sylwestrowej. Za to zadaje ona kłam dość powszechnej opinii na temat pracowitości funkcjonariuszy SOK, która krzywdzi tych dzielnych stróżów porządku na kolei. Miło nam tym bardziej, że owa dziura w przekonaniach społecznych mogła powstać na naszym rodzimym dworcu, Kaiser Ferdinand Bahnhof w Bielsku – Białej.
Każdy, kto choć raz w życiu spędził samotnie sobotnią noc wie, na czym polega problem. Człowiek o średnio rozwiniętych potrzebach społecznych chciałby wtedy przycupnąć w ciepłym kącie, pogawędzić z miłym towarzystwem i poczuć wokół siebie oddane serca przyjaciół. A jeśli jeszcze trafi się szansa zwilżenia ust jakimś wybornym trunkiem - można poczuć się wybrańcem fortuny.
Za takiego szczęśliwca właśnie miał się w minioną sobotę bez mała 60 – letni Jakub Z. Przy sobie zgromadził wianuszek wiernych druhów. Było ciepło i przytulnie, była flaszka. Wrażenie niepowtarzalności mijających chwil umacniała w nim świadomość nadchodzącego nieuchronnie świtu. Gdy po przebudzeniu się pod kartonem, ujrzy spieszących się podróżnych, w uszach zaś zabrzmi gwizdek zawiadowcy odprawiającego pierwszy tego dnia pociąg. Sprytni czytelnicy już wiedzą, a mniej przebiegłym wyjaśniam. Pan Kuba jest lokatorem dworca kolejowego i tę noc spędzał tradycyjnie, czyli w domu.
Trunek był niezbyt wyrafinowany, ale żaden z kompanów rozpijających flaszkę nie dawał po sobie poznać, że podczas degustacji cierpi. Panowie wymieniali się najnowszymi dowcipami spod kiosku z kebabem oraz wiadomościami ze świata, zaczerpniętymi z telewizora stojącego w dworcowej poczekalni. Było dość gwarnie, ale kiedy nagle zza rogu wyszedł patrol SOK – Jakub Z. stał już osamotniony, z butelką w dłoni. Filozoficznie można powiedzieć: był to czas tej biedy, gdy poznaje się swoich prawdziwych przyjaciół.
Funkcjonariusze przystąpili do rutynowych czynności profilaktyczno – sprawdzających. Przypomnieli, że konsumpcja alkoholu na dworcu kolejowym jest zakazana. Było w miarę miło do chwili, gdy dżentelmeni w mundurach zażądali okazania dokumentów. Obywatel Z. nie wytrzymał wtedy napięcia i obdzielił sokistów bogatą porcją słów powszechnie uznawanych za obelżywe. Najnowsza historia polityczna naszego kraju zna podobny taki przypadek. Jego wątpliwym bohaterem jest warszawski bezdomny, niejaki pan Hubert, który w stanie nietrzeźwym wypowiadał się źle o urzędującym prezydencie.
Zatrzymany mężczyzna groził sokistom, że pozbawi ich życia. W tej sytuacji kolejarze wezwali na pomoc funkcjonariuszy policji. Radiowóz, dołek, protokół z przesłuchania i tym podobne sprawy znane tylko wybranym. Koniec końców okazało się, iż trunek wysączony z przyjaciółmi pozostawił ślad we krwi pana Kuby w postaci ponad promila alkoholu. Zapadła decyzja o odwiezieniu zawianego mężczyzny do izby wytrzeźwień.
Najbliższą noc spędził w warunkach mało komfortowych, ale po pańsku. Rutynowy rachunek wystawiony przez obsługę tego przybytku wynosi 230 zł. Tyle samo co za nocleg dwóch osób w pokoju klasy de lux w bielskim hotelu „Rekord”. W izbie obeszło się jednak bez śniadania.
Gdy niedzielnego poranka pan Kuba otwierał oczy, nie zobaczył - jak zazwyczaj - kamaszy pasażerów i kolejarzy. Jakaż była niespodzianka, gdy u drzwi numeru czekali nań funkcjonariusze policji, którzy następnie doprowadzili go na przesłuchanie. Ciężar dowodów winy poruszył sumienie zatrzymanego. W ich obliczu Jakub Z. przyznał się do znieważenia funkcjonariuszy na służbie oraz kierowania wobec nich słów definiowanych przez prawo jako groźby karalne.
Lecz pan Kuba nie zamierzał spędzić reszty młodych lat w więzieniu. Skwapliwie skorzystał tedy z przysługujących mu uprawnień procesowych, po czym dobrowolnie poddał karze jednego roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata próby oraz zgodził się zapłacić grzywnę w wysokości 300 złotych. Po uprawomocnieniu się wyroku będzie też musiał przeprosić skrzywdzonych funkcjonariuszy.
Policyjne kroniki milczą o tym, czy bielszczanin uregulował rachunek w izbie wytrzeźwień. Równie wątpliwą sprawą jest wykonanie przez niego obowiązku opłacenia grzywny. Nietrudno przecież o wniosek, że gdyby miał na to wszystko kasę, to nie spędzałby nocy na dworcu, śpiąc na kartonie i pijąc alpagi w niewyszukanym towarzystwie. Jedno jest natomiast pewne. Do kosztów jego pobytu w schronisku przy ul. Karola Miarki dorzucili się wszyscy podatnicy. Zgodnie z uchwałą budżetową, miasto dopłaca bowiem prawie 82,50 zł do noclegu każdego pacjenta.
Wiele wskazuje na to, że wkrótce Jakub Z. zapuka do kolejowego komisariatu z pękiem róż w szorstkich dłoniach, aby niezdarnie prosić stróżów prawa o wybaczenie. Zobaczymy wówczas triumfującą sprawiedliwość, a społeczeństwo będzie mogło poczuć satysfakcję z tego, że aparat państwa działa z nieubłaganą sprawnością.
PS. Dziękuję KMP w Bielsku – Białej za informację o zdarzeniu. Personalia bohatera zostały zmienione.
Każdy, kto choć raz w życiu spędził samotnie sobotnią noc wie, na czym polega problem. Człowiek o średnio rozwiniętych potrzebach społecznych chciałby wtedy przycupnąć w ciepłym kącie, pogawędzić z miłym towarzystwem i poczuć wokół siebie oddane serca przyjaciół. A jeśli jeszcze trafi się szansa zwilżenia ust jakimś wybornym trunkiem - można poczuć się wybrańcem fortuny.
Za takiego szczęśliwca właśnie miał się w minioną sobotę bez mała 60 – letni Jakub Z. Przy sobie zgromadził wianuszek wiernych druhów. Było ciepło i przytulnie, była flaszka. Wrażenie niepowtarzalności mijających chwil umacniała w nim świadomość nadchodzącego nieuchronnie świtu. Gdy po przebudzeniu się pod kartonem, ujrzy spieszących się podróżnych, w uszach zaś zabrzmi gwizdek zawiadowcy odprawiającego pierwszy tego dnia pociąg. Sprytni czytelnicy już wiedzą, a mniej przebiegłym wyjaśniam. Pan Kuba jest lokatorem dworca kolejowego i tę noc spędzał tradycyjnie, czyli w domu.
Trunek był niezbyt wyrafinowany, ale żaden z kompanów rozpijających flaszkę nie dawał po sobie poznać, że podczas degustacji cierpi. Panowie wymieniali się najnowszymi dowcipami spod kiosku z kebabem oraz wiadomościami ze świata, zaczerpniętymi z telewizora stojącego w dworcowej poczekalni. Było dość gwarnie, ale kiedy nagle zza rogu wyszedł patrol SOK – Jakub Z. stał już osamotniony, z butelką w dłoni. Filozoficznie można powiedzieć: był to czas tej biedy, gdy poznaje się swoich prawdziwych przyjaciół.
Funkcjonariusze przystąpili do rutynowych czynności profilaktyczno – sprawdzających. Przypomnieli, że konsumpcja alkoholu na dworcu kolejowym jest zakazana. Było w miarę miło do chwili, gdy dżentelmeni w mundurach zażądali okazania dokumentów. Obywatel Z. nie wytrzymał wtedy napięcia i obdzielił sokistów bogatą porcją słów powszechnie uznawanych za obelżywe. Najnowsza historia polityczna naszego kraju zna podobny taki przypadek. Jego wątpliwym bohaterem jest warszawski bezdomny, niejaki pan Hubert, który w stanie nietrzeźwym wypowiadał się źle o urzędującym prezydencie.
Zatrzymany mężczyzna groził sokistom, że pozbawi ich życia. W tej sytuacji kolejarze wezwali na pomoc funkcjonariuszy policji. Radiowóz, dołek, protokół z przesłuchania i tym podobne sprawy znane tylko wybranym. Koniec końców okazało się, iż trunek wysączony z przyjaciółmi pozostawił ślad we krwi pana Kuby w postaci ponad promila alkoholu. Zapadła decyzja o odwiezieniu zawianego mężczyzny do izby wytrzeźwień.
Najbliższą noc spędził w warunkach mało komfortowych, ale po pańsku. Rutynowy rachunek wystawiony przez obsługę tego przybytku wynosi 230 zł. Tyle samo co za nocleg dwóch osób w pokoju klasy de lux w bielskim hotelu „Rekord”. W izbie obeszło się jednak bez śniadania.
Gdy niedzielnego poranka pan Kuba otwierał oczy, nie zobaczył - jak zazwyczaj - kamaszy pasażerów i kolejarzy. Jakaż była niespodzianka, gdy u drzwi numeru czekali nań funkcjonariusze policji, którzy następnie doprowadzili go na przesłuchanie. Ciężar dowodów winy poruszył sumienie zatrzymanego. W ich obliczu Jakub Z. przyznał się do znieważenia funkcjonariuszy na służbie oraz kierowania wobec nich słów definiowanych przez prawo jako groźby karalne.
Lecz pan Kuba nie zamierzał spędzić reszty młodych lat w więzieniu. Skwapliwie skorzystał tedy z przysługujących mu uprawnień procesowych, po czym dobrowolnie poddał karze jednego roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata próby oraz zgodził się zapłacić grzywnę w wysokości 300 złotych. Po uprawomocnieniu się wyroku będzie też musiał przeprosić skrzywdzonych funkcjonariuszy.
Policyjne kroniki milczą o tym, czy bielszczanin uregulował rachunek w izbie wytrzeźwień. Równie wątpliwą sprawą jest wykonanie przez niego obowiązku opłacenia grzywny. Nietrudno przecież o wniosek, że gdyby miał na to wszystko kasę, to nie spędzałby nocy na dworcu, śpiąc na kartonie i pijąc alpagi w niewyszukanym towarzystwie. Jedno jest natomiast pewne. Do kosztów jego pobytu w schronisku przy ul. Karola Miarki dorzucili się wszyscy podatnicy. Zgodnie z uchwałą budżetową, miasto dopłaca bowiem prawie 82,50 zł do noclegu każdego pacjenta.
Wiele wskazuje na to, że wkrótce Jakub Z. zapuka do kolejowego komisariatu z pękiem róż w szorstkich dłoniach, aby niezdarnie prosić stróżów prawa o wybaczenie. Zobaczymy wówczas triumfującą sprawiedliwość, a społeczeństwo będzie mogło poczuć satysfakcję z tego, że aparat państwa działa z nieubłaganą sprawnością.
Autor: Robert Kowal
PS. Dziękuję KMP w Bielsku – Białej za informację o zdarzeniu. Personalia bohatera zostały zmienione.
Artykuł wyświetlono 2200 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 11
buba
ah no ny mous-nie marudź! jak tekst i nie ocieka jadem i krwią to sie nudzisz? czytaj co innego.jest kilka takich płytkich tabloidów w sam raz dla Ciebie
pytanie
A czy przypadkiem dworzec nie jest zamykany na noc ?
brzydsza część
No, no, trzy kobiety do fanclubu po jednym tekście! Panie Kowal, męska część miasta zaczyna się pana obawiać :-)
Sylwia
Super tekst - dowcipny, inteligentny, z usmiechem o codziennych problemach - dopisuję sie do fanclubu R.Kowala obiema rękami
banan.eu
heh...jedno zdanieA to Polska właśnie
i tyle :]
rozbawiona po uszy
Czapki z głów Panie Kowal! Dopisuje się do Pańskiego fanklubu.

Klauzula informacyjna ›