Niedawny boom mieszkaniowy nie ominął również Bielska. W związku z nim powstało wiele nowych inwestycji w sektorze nieruchomości. Dużo mieszkań jak i domów zmieniło swoich właścicieli.

Jedną z pierwszych rzeczy, jaką robi nowo upieczony posiadacz lokum jest wykonanie remontu. Niezależnie od tego czy jest to nowo wybudowane mieszkanie, dom w stanie surowym, czy też jest to starszy budynek, który trzeba odnowić. Zgodnie z prawdą, że każdy z nas ma różne gusta i w związku z tym różne wymagania, rzadko zdarza się zaniechanie wprowadzania zmian (choćby zmiany koloru ściany). Co do tego jak szeroki będzie zakres prac remontowych, zależy to głównie od zasobności portfela, ale jak się okazuje - nie tylko. Ponieważ nie wszystkie prace remontowe jesteśmy w stanie wykonać sami, znaczącym czynnikiem mającym wpływ na efekt końcowy jest umiejętność i kompetencja wykonawców.

Zdarzyło mi się osobiście wykonywać remont w jednym z Bielskich mieszkań, parę miesięcy wcześniej byłem świadkiem przeprowadzania prac remontowych w domu jednorodzinnym moich znajomych, mieszczącym się na Podbeskidziu. Te dwie nieruchomości były remontowane przez dwie różne grupy „fachowców”.

Z moich doświadczeń wynika, że przed wykonaniem czegokolwiek należy wykupić sobie sesję relaksacyjną u psychologa, bo w innym wypadku będziemy narażeni na rozstrojenie nerwowe. Jesteśmy w Bielsku skazani na łaskę partaczy i ludzi, którym trzeba patrzyć na ręce, podczas tzw. „roboty”. Myślę, że powodem takiego stanu rzeczy jest brak specjalistów, prawdopodobnie wyjechali z naszego regionu szukać lepszego zarobku za granicą kraju.

Zacznę może od tego, że prawdziwy „specjalista” nigdy nie zaczyna pracy na trzeźwo, nawet nie zabiera się za przygotowanie do pracy, bez właściwego „przygotowania”, dopiero po kilku piwkach można mówić o rozpoczęciu kolejnego dnia pracy. Moi monterzy zostawiali po sobie duże ilości złomu aluminiowego, po każdym dniu „ciężkiej pracy”, tak samo było u znajomych (przypominam były to dwie różne grupy wykonawców). Co do jakości samej pracy, trudno by to ocenić w kategoriach kunsztu i rzemiosła. Gdy zdarzało mi się przyjechać i skontrolować „postępy”, często widziałem jak rozgryzali kolejny problem bądź to natury technicznej (Np. jak zamontować baterię prysznicową?), bądź też filozoficznej, stwierdzając, że coś jest nie tak i się nie da.
U znajomych remont trwał prawie cztery tygodnie, choć zaznaczone było w umowie, że ma trwać dwa. Ja, pomimo tego, że zastrzegłem sobie termin wykonania, zapłaciłem za to cieknącym kranem, niedokręconym brodzikiem i krzywo przyklejonymi płytkami. W obu przypadkach wykonawcy nie byli ludźmi z ulicy. Znajomi ustalili termin wykonania prac z półrocznym wyprzedzeniem, ja szukałem i czekałem miesiąc. W obu przypadkach były referencje, i zapewnienia „wszystko będzie dobrze, będzie Pan zadowolony…” Nie jestem, nie będę i pewnie wolę się nauczyć sam zrobić pewne rzeczy z należytą starannością, (do takiego wykonania zobowiązany jest każdy, kto podpisuje umowę o dzieło) niż później patrzyć na zmarnowane materiały, krzywe „kąty proste” i cieknące uszczelki, nie wspominając o zaskakujących rozwiązaniach, których nie powstydziłby się Adam Słodowy (Np. równanie podłoża klejem do płytek, czy też przykręcanie baterii do góry nogami-nie patrząc na załączoną dokumentację). Jest jednak różnica pomiędzy „Podbeskidzkimi monterami okresu boomu” a P. Słodowym taka, że on potrafił zrobić coś z niczego a oni zamieniają wszystko w nic.

Zarówno znajomi jak i ja nie zapłaciliśmy umownej kwoty za wykonane partactwo, pomimo tego nie czuję się dobrze, bo muszę teraz mieszkać w miejscu gdzie widzę niedoróbki, pomimo straconego czasu, wciąż muszę nanosić poprawki, a najgorsze jest to, że ci „Panowie” znów gdzieś unieszczęśliwiają kolejnego inwestora.

Jedno, co mogę poradzić szanownym czytelnikom - patrzcie na ręce ludziom, którzy podają się za fachowców, zadawajcie mnóstwo pytań a co najważniejsze spiszcie dobrą umowę, bo w najgorszym wypadku dojdziecie swego w Bielskim sądzie.

Autor: BC