Brak pomocy dla głodnych dzieci
Ze szkolnych stołówek korzysta w ciągu roku około 5200 bielskich uczniów (wszystkich jest 29 tys.), w tym ponad blisko 1100 z obiadów finansowanych przez bielski Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.
- Często słyszę, jak nasi podopieczni narzekają, że podczas wakacji mają problem ze zjedzeniem obiadu i zazwyczaj chodzą głodni - mówi Kazimierz Bieniecki, prezes Fundacji Dziecięce Marzenia, prowadzącej świetlicę środowiskową.
Maria Kwiatkowska, dyrektorka bielskiego Gimnazjum nr 3, potwierdza, że problem istnieje. Jej szkoła, a więc również stołówka, są nieczynne przez całe wakacje. Dzieci nie jedzą, również te, które normalnie korzystają z dożywiania.- Możliwe jest ono tylko tam, gdzie organizowane są półkolonie. Ale też nie sądzę, by odbywało się tam jakieś dożywianie. Uczniowie są więc skazani sami na siebie, bo nie ma stołówki dyżurnej. Nie słyszałam też o żadnym wakacyjnym zorganizowanym dożywianiu - dodaje Kwiatkowska.
O tym, że sprawa dożywiania dzieci w szkołach rozwiązana jest w mieście bardzo dobrze stara się przekonać Dariusz Mrzygłód, naczelnik Wydziału Polityki Społecznej Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej.
- W minionym roku szkolnym na dożywianie poszło 2,6 mln zł, z czego 40 procent pochodziło z budżetu gminy. Za te pieniądze sfinansowane zostało dożywianie w szkołach, a także posiłki dla całych rodzin. W wakacje, gdy nie ma dożywiania, rodzice dostają automatycznie pomoc w formie zasiłków - twierdzi naczelnik. Jednak zamiana posiłku na wsparcie finansowe nie jest wcale taka automatyczna.
Sylwia Klajmon, kierowniczka działu pomocy społecznej MOPS, informuje, że gdy dzieci jedzą w szkole, ich rodzice nie dostają na nie zasiłku celowego na żywność. Jeżeli podczas kanikuły zwrócą się do MOPS, zasiłek na dożywianie dziecka otrzymają. Twierdzi, że rodzice z tego korzystają.
Korzystają tak, że na razie listę chętnych otrzymali tylko z jednej szkoły - SP nr 27. - Jeśli rodzic nie radzi sobie z przygotowaniem posiłków, dziecko może korzystać z naszej stołówki przy ul. Milusińskich. To jednak przypadki jednostkowe, rodzice wolą zasiłki - mówi Klajmon.
Wpisanie na listę (wnioski przyjmują w szkołach pracownicy socjalni ) pomocy społecznej wiąże się z wywiadem środowiskowym. Nie wszyscy się na to decydują. Dlatego śmiało można przyjąć, że głodnych dzieci będzie w mieście przynajmniej kilka setek.
Źródło: www.bielskobiala.naszemiasto.pl

Klauzula informacyjna ›