PILNUJ PSA SWEGO

To, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, wiadomo już od kilku tysięcy lat. Jednak mimo tego, że upłynął już taki szmat czasu od chwili, gdy psy zostały udomowione, nadal wielu właścicieli zapomina o tym, iż posiadanie zwierzaka nakłada na niego sporo obowiązków. Jednym z nich jest sprawowanie nad czworonogiem odpowiedniego nadzoru. Obowiązek taki nakładają na posiadaczy psów przepisy prawa, za złamanie których grożą surowe konsekwencje. Wielu właścicieli o tym zapomina narażając siebie oraz  posiadanego przez siebie zwierzaka na niepotrzebne problemy. Z tym tylko, że dla właściciela brak właściwego nadzoru nad psem kończy się najczęściej grzywną lub mandatem. Zwierzak natomiast może za beztroskie zachowanie swojego pana zapłacić nawet... głową!

PUSZCZANIE SAMOPAS

Na czym polega właściwy nadzór nad psem? Na pewno psów nie wolno puszczać samopas. Tymczasem wielu właścicieli o tym zapomina, zwłaszcza na wsiach, gdzie wałęsające się bez opieki psy są codziennością. Szczególnie katastrofalnie wygląda pod tym względem sytuacja na Żywiecczyźnie, gdzie nie sposób już wędrować po górach, aby nie być narażonym na zaczepki i ataki „bezpańskich” psów. Skarżą się na to głównie turyści odwiedzający ten region oraz leśnicy, dla których puszczane samopas psy stanowią poważny problem. Zagrażają bowiem leśnej zwierzynie.

O rozszarpanych przez psy sarnach i zającach pisaliśmy już wielokrotnie. Ostatnio zaczęły docierać do redakcji informacje mówiące o przypadkach pogryzienia turystów przez biegające luzem po górskich ścieżkach i szlakach psy. I chociaż właściciel takiego wałęsającego się zwierzaka może zostać ukarany mandatem, to jednak wygląda na to, że mało kto się tym przejmuje. Wśród górali pokutuje najprawdopodobniej nadal przekonanie, że pies musi się wyhasać, a po „swoim polu” może biegać luzem. Dochodzi nawet do tego, że psy są specjalnie wypuszczane na noc z zagród, aby sobie coś wokół domu „upolowały”.

Nic bardziej  mylnego jak takie rozumowanie. Każdy pies musi być trzymany w zamknięciu, tak aby nie zagrażał ani innym zwierzętom, ani ludziom. Stąd powinien przebywać na co dzień albo w domu, albo w przydomowym - otoczonym solidnym płotem - ogrodzie lub w kojcu.

SZKODY PODCZAS STARCIA

Również podczas spaceru właściciel czworonoga cały czas musi posiadać pełną kontrolę nad swoim pupilem. Że bywa inaczej, widać szczególnie w miejskich parkach i skwerach, gdzie spotykają się podczas spacerów właściciele psów. Wypuszczane na ten czas samopas zwierzęta nie zawsze słuchają swoich panów i dochodzi do niepotrzebnych zgrzytów.

Wiele na ten temat mogą powiedzieć  miejscy strażnicy. Sporo osób zgłasza im, że podczas spaceru ich pies został zaatakowany i pogryziony przez innego czworonoga. Problem w tym - przyznaje Andrzej Grzegorzek, komendant bielskiej SM - iż przeważnie w takich sytuacjach właściciel pogryzionego (zazwyczaj mniejszego) psa uważa się za pokrzywdzonego. Tymczasem prawda jest taka, że najczęściej to obaj niefrasobliwi posiadacze psów są winni zaistniałej sytuacji i obaj zostają wtedy ukarani mandatami za to, że nie dopilnowali swoich pupili w wymagany przez prawo sposób. Nie ma bowiem znaczenia, który pies odniósł większe szkody podczas starcia. Wszystkie psy, bez względu na ich wielkość czy charakter, trzeba w należyty sposób nadzorować.

DOZÓR NIESPRECYZOWANY

Co ciekawe, prawo nie precyzuje w jednoznaczny sposób, jak dozór taki ma wyglądać. Nie ma więc obowiązku zakładania psom podczas spaceru kagańca czy trzymania ich na smyczy. O tym decyduje wyłącznie właściciel. Z orzecznictwa sądów w tego typu sprawach wynika, iż za równie skuteczną i równorzędną metodę jak na przykład smycz jest uznawany nadzór wynikający z tresury i posłuchu, jaki pan ma u swego psa. Można więc śmiało wyprowadzać na spacer swojego pupila bez smyczy prowadząc go „przy nodze”, jeśli mamy pewność, że będzie w pełni posłuszny i nie będzie nikogo zaczepiał oraz nie da się sprowokować przez inne spacerujące w pobliżu psy (lub koty).

Inaczej sprawa wygląda w przypadku psów tak zwanych ras uznawanych za niebezpieczne. Lista takich ras wyszczególniona jest w specjalnym rozporządzeniu. Aby posiadać i hodować tego typu psa trzeba mieć na to zezwolenie. Psy takich ras, bez względu na to jak są wytresowane i jak słuchają swego pana, zawsze wśród ludzi muszą być prowadzone na smyczy i w kagańcu.

PATOLOGIA WŚRÓD ARYSTOKRACJI

Andrzej Grzegorzek przyznaje, że z takimi psami wbrew pozorom strażnicy mają najmniej problemów. Są to bowiem zwierzęta rasowe - przeważnie bardzo drogie - których hodowcami są osoby zrzeszone w związku kynologicznym, co sprawia, że znają się na rzeczy i co najważniejsze zazwyczaj są to osoby bardzo odpowiedzialne. Jednak i wśród takiej psiej arystokracji dochodzi czasami do patologii. Bielscy strażnicy wspominają pewnego, zaliczanego do niebezpiecznych ras, doga kanaryjskiego. Pies ten biegał samopas w okolicach placu Chrobrego terroryzując okolicę. Doszło do tego, że zagryzł innego psa. Początkowo - tłumaczą strażnicy - takie zachowanie rasowego psa wydawało się wręcz niewyobrażalne. Któż bowiem w taki sposób hoduje i postępuje z wartym kilka tysięcy złotych rodowodowym i bardzo ze swej natury agresywnym dogiem? Szybko okazało się - wynika z wyjaśnień SM - iż jego właścicielem była pewna rodzina, której członkowie nie dość, że nie potrafili właściwie prowadzić takiego psa, to jeszcze nie zdawali sobie sprawy jak niebezpieczne jest wypuszczanie go „na miasto” samopas. Skończyło się na tym, że pies trafił na obserwację, w efekcie której specjaliści uznali, iż zwierzę jest zbyt agresywne i niebezpieczne dla otoczenia i trzeba je... uśpić!

AGRESYWNE, CZYLI JAKIE ?

Warto nadmienić, że bielscy radni - widząc zagrożenie, jakim dla otoczenia mogą być agresywne psy - podjęli uchwałę, iż na terenie miasta na smyczy mają być prowadzone nie tylko psy ras uznawanych przez prawo za niebezpieczne, lecz i takie, które - bez względu na rasę czy wielkość - wykazują cechy agresywne.

Kto ma jednak stwierdzić, który pies jest agresywny i może chodzić bez smyczy, a który nie? - Najlepiej, gdy zrobi to sam właściciel czworonoga, on wie bowiem najlepiej, jaki charakter posiada jego pies - przyznaje Andrzej Grzegorzek. Co jednak, gdy nie dostrzega on u swojego pupila oznak agresji, a tymczasem widzą ją inni? Można wtedy powiadomić o tym fakcie Straż Miejską i jeśli okaże się to prawdą, strażnicy mogą  nakazać właścicielowi, aby swego psa wyprowadzał wyłącznie na smyczy. Za niedostosowanie się do takiego nakazu można zostać ukaranym mandatem. W większe kłopoty właściciela agresywnego psa może wpędzić jego pupil, gdy pogryzie inną osobę. Wtedy sprawa może nie skończyć się mandatem, lecz trafić do sądu i to zarówno z powództwa karnego, jak i cywilnego. Skutki takich procesów może potem boleśnie odczuć na swojej skórze nieodpowiedzialny właściciel psa. A także pies...

Tekst i foto: Marcin Płużek - KRONIKA BESKIDZKA