Teraz, gdy przycichły emocje towarzyszące 16. finałowi WOŚP warto zadać sobie kilka niewygodnych pytań. Dlaczego bielscy przedstawiciele orkiestry są podzieleni? Kto na tym zyskał, a kto stracił?  Czy jesteśmy mniej wrażliwi, czy po prostu biedniejsi, że - jak co roku - wrzucamy do puszek znacznie mniej niż mieszkańcy innych miast o porównywalnej wielkości?

Od lat na terenie Bielska – Białej działają dwa sztaby Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tego rodzaju podział nie jest niczym dziwnym w wielkiej, charytatywnej rodzinie czerwonego serduszka. Bywa, że dwa centra koordynacyjne funkcjonują w jednej gminie wiejskiej. A pluralizm w dużych ośrodkach miejskich, to już zasada. Podczas tegorocznego finału po dwa sztaby działały w Bytomiu, Kętach i Żywcu, w Częstochowie – 3, Gliwicach – 4, Dąbrowie Górniczej – 5, Krakowie – 12, Poznaniu – 17. Rekordzistą jest Warszawa, gdzie zbiórkę kasy koordynowało ponad ... 60 sztabów.

Sprawa jest jasna, gdy organizatorzy dlatego dzielą się obowiązkami, by skuteczniej docierać do ludzkich serc. Np. w Gorzowie Wlkp. funkcjonowały cztery grupy, które zebrały łącznie prawie 100 tys. zł. Natomiast w pięciu kieleckich centrach koordynacyjnych zgromadzono łącznie grubo ponad 200 tys. zł. Są to miasta porównywalne wielkością do naszego, w których każdego roku puszki wolontariuszy są bogatsze niż bielskie. Przypomnijmy, w minioną niedzielę w Bielsku – Białej zebrano nieco ponad 50 tys. zł. Mniej więcej tyle samo co w znacznie mniejszych Czechowicach – Dziedzicach.

Analizując wyniki finansowe, nie chcę licytować się rozmiarami hojności w poszczególnych częściach naszego kraju. Przecież idea Jerzego Owsiaka jest jasna. Chodzi o poruszenie ludzkich sumień. Każda złotówka jest ważna, gdyż bywa wrzucana do puszki przez osoby znajdujące się w trudnych sytuacjach życiowych i finansowych. Czasem jest to nawet dzielenie się tzw. wdowim groszem. Problem jednak w tym, że orkiestra jest źródłem aktywności społecznej, której nie powinniśmy marnować swoją małostkowością, swarliwością czy indywidualnymi ambicjami. A zdaje się, że marnujemy.

Nie sądzę, aby bielskim sztabom można byłoby zarzucić brak lub niedostatek społecznikowskich pasji. Pracują przecież od rana do wieczora nie tylko w dniach zbiórki, ale przy organizowaniu imprez, pertraktacjach ze sponsorami, naborze wolontariuszy, rozliczaniu się z publicznych pieniędzy, itd. Kwestują na terenie całego miasta, bez podziału na jakieś indywidualne strefy zainteresowania. Ż życzliwością patrzą sobie wzajemnie na ręce, cieszą z dorobku kolegów. Alergicznie reagują jednak na każdą uwagę o celowości podziału. Tak, jakby schizma w bielskiej orkiestrze była sprawą honoru.

Obie grupy zbierają porównywalne kwoty, choć w jednym ze sztabów pracuje ponad trzykrotnie więcej wolontariuszy niż w drugim. Wielkość potencjału ludzkiego jednych najwyraźniej nie dorównuje wyobraźni, umiejętnościom menedżerskim i fantazji twórczej drugich. Gdyby można było połączyć w jednej grupie pracowitość wszystkich i bank najciekawszych pomysłów, rezultaty zbiórki byłyby znacznie lepsze. Tak właśnie postąpiono w Kaliszu, gdzie pracuje tylko jeden sztab, ale wolontariusze przynoszą z ulic w puszkach ponad 100 tys. zł.

Podobnie może być w naszym mieście, jeśli organizatorzy skupią swoje wysiłki w jednym zespole koordynacyjnym. Dysponując dużym zapleczem organizacyjno – twórczym, będą mieli większe szanse pozyskać stałych i poważnych sponsorów, którzy zechcą współfinansować happeningi, koncerty artystów, zakupy przedmiotów przeznaczonych na aukcje. W zamian za wsparcie materialne, firmy będą reklamowane podczas koncertów oraz w lokalnych mediach. Jestem przekonany, że nasz portal nie odmówiłby umieszczenia spotu informującego o hojności jakiegoś mecenasa, gdyby tylko poprosił o to sztab WOŚP.

Opiekę artystyczną nad imprezami ulicznymi (takimi, jak na placu Wojska Polskiego) trzeba jednak powierzyć profesjonalistom. Muszą być one adresowane do masowego odbiorcy, który zjedzie z drugiego krańca Bielska, aby w dogodnym dla siebie czasie znaleźć na scenie coś interesującego. Organizatorzy nie mogą poprzestać na przygotowaniu koncertu flagowego, lecz powinni zadbać o atrakcje w różnych, charakterystycznych miejscach miasta. W ten sposób unikniemy m.in. depczących sobie po piętach grup wolontariuszy, które rywalizują o darczyńców.

Nade wszystko jednak wspólny sztab będzie poważnym partnerem do rozmów z Ratuszem, który jak dotąd nie wyróżnia się przesadną ochotą do wspierania orkiestry. Może wówczas pokażemy Polsce, że wrażliwość społeczna bielszczan jest proporcjonalna do sytuacji gospodarczo – ekonomicznej w naszym mieście. Że w jedności jest siła.

Autor: Robert Kowal