CZWORONOŻNY PREZENT

Zdarza się, że gwiazdkowy podarek okazuje się nietrafiony. Wówczas obdarowany dyskretnie się go pozbywa. A co jeśli owym „nietrafionym prezentem” okazało się być zwierzę?



DANKA  ZA  PRALKĄ


Kiedy Paweł przyniósł w Wigilię rok temu maleńką kotkę Dankę ze schroniska, ta schowała się za pralkę. Nie chciała jeść, była przerażona. Zanim trafiła do azylu dla zwierząt zdążyła już sporo przejść w swoim krótkim kocim życiu. - Przez pewien czas hodowaliśmy Dankę za pralką, bo wychodziła stamtąd tylko w nocy. Zanim się oswoiła nasze mieszkanie przeszło „Sajgon”. Na wpół dzika Danka nie chciała korzystać z kuwety, niszczyła meble, darła firanki i nie pozwalała się dotknąć - wspomina Paweł, mieszkaniec Bielska.

Aż trudno w to uwierzyć, patrząc na łagodną szarą kotkę, mruczącą z zadowoleniem na kolanach swego opiekuna. - Kotka nie była „prezentem”. Po prostu chcieliśmy z siostrą zrobić przed świętami coś dobrego. Stąd pomysł przygarnięcia zwierzaka „po przejściach”. Pewnie gdyby Danka trafiła do kogoś, kto by liczył na rozkosznego, nie sprawiającego problemów kociaka, szybko wróciłaby na ulicę. Biorąc zwierzę ze schroniska trzeba być świadomym tego, że oswajanie może trochę potrwać. Dlatego tego typu „prezent” nie jest dobrym pomysłem - uważa Paweł.

ŚWIĄTECZNE  PORZĄDKI

Faktem jest, że co roku przed świętami Bożego Narodzenia sporo czworonogów zamieszkujących schroniska znajduje nowy dom. - Przed samą Wigilią adoptowano bardzo dużo szczeniaczków, kilka dorosłych psów, a i sporo kotów - informuje Maria Juraszek, zastępująca kierowniczkę schroniska dla zwierząt w Żywcu. - Jeszcze 2, 3 lata temu często zdarzało się, że zwierzaki, które miały być „prezentami świątecznymi” po kilku miesiącach do nas wracały. Rzadko kiedy jednak ktoś miał odwagę z powrotem je przyprowadzić. Najczęściej wyrzucano je na ulicę. Błąkającego się młodego psa, który przestał już być rozkosznym szczeniaczkiem wrzucano też nieraz za płot schroniska albo sąsiadującej z azylem posesji.

Kierownik bielskiego schroniska dla zwierząt, Zdzisław Szwabowicz zauważa z kolei, że choć chętnie adoptowane końcem grudnia „szczekające prezenty” rzadko kiedy wracają, to w ostatnich latach obserwuje inny, przykry dla zwierzaków proceder. - Zdarza się, że ludzie robiąc „przedświąteczne porządki” przywożą do nas zwierzaka, który jest już stary i przeszkadza w domu. Los „zbędnych” staruszków, które często chorują, nie chcą się już bawić lub brzydną, jest bardzo smutny. - Dla zwierząt wychowanych w domu to tragedia. Są przerażone, bardzo tęsknią - mówi Zdzisław Szwabowicz.

CZIP  PRAWDĘ  POWIE

 - Dawniej, kiedy pies czy kot ponownie do nas trafiał, nie mogliśmy udowodnić jego właścicielowi, że pozbył się zwierzaka. Teraz wszystkie czworonogi w schronisku są czipowane (wszczepia się im pod skórę niewielki implant, który zawiera numer identyfikacyjny). Sporządzając akt adopcji spisujemy też dane i numer dowodu osobistego przyszłych właścicieli. Na wstępie informujemy, że jeśli pupil zostanie wyrzucony, to od razu będzie wiadomo do kogo należał - tłumaczy Maria Juraszek.

Kierownicy schronisk dla zwierząt podkreślają, że czipy okazały się być bardzo pomocne i skłaniają do rozważniejszych adopcji. Dzięki czipowaniu wiele zwierząt, które zaginęły (w żywieckim schronisku zgłoszono już 5 zaginięć psów, które uciekły właścicielom przerażone wybuchami sylwestrowych fajerwerków) szybko wraca do swoich domów, bo umożliwia to identyfikacja za pomocą czipa.

ZWIERZĘ  NA  DOBRE  I  NA  ZŁE

Kierownicy podbeskidzkich przytulisk dla zwierząt obserwują, że ludzie zaczęli bardziej rozsądnie podchodzić do adopcji. Częściej też niż w ubiegłych latach zaglądają do schronisk w poszukiwaniu szczekającego lub miauczącego przyjaciela. - Stali się bardziej „oświeceni” jeśli chodzi o te sprawy. Decydując się na psa lub kota wiedzą, że to na dobre i na złe - cieszy się Maria Juraszek. - Adopcje są coraz bardziej rozważne. I jest ich sporo. Nie traktuje się zwierzaków jak prezenty, które mogą się znudzić - stwierdza kierownik Zdzisław Szwabowicz.
 
- Sytuacja zwierzaków zabieranych ze schronisk jest nieporównywalnie lepsza niż kilkanaście lat temu. Na Podbeskidziu jest pod tym względem zdecydowanie lepiej niż w innych miejscach Polski. Z kolei w Polsce też nie jest najgorzej, jeśli porównamy z innymi krajami. Na przykład we Francji setki tysięcy psów wyrzuca się co roku po świętach. Świadomość, czym jest zwierzę, zmieniła się w Polsce  diametralnie. Rodzice nie spełniają już bezmyślnie zachcianek dzieci, które bardzo chcą psa, a potem nie ma się nim kto zająć. A jeśli dochodzi do sytuacji, że ktoś się „nietrafionego prezentu” pozbył, ludzie często interweniują. Nasza organizacja dostaje takich sygnałów mnóstwo - komentuje sprawę Jacek Bożek, prezes organizacji ekologicznej Klub Gaja z Wilkowic.

Krótko mówiąc - jest lepiej, a perspektywy dla zwierząt ze schronisk, które trafiły pod nowy dach, nawet jako świąteczny podarek, jawią się coraz bardziej optymistycznie.

Tekst i foto: Monika Biba - KRONIKA BESKIDZKA