Ojczyzna Bolka i Lolka, Reksia i Koziołka Matołka nie potrafi wykorzystać swoich najbardziej znanych obywateli do promocji na międzynarodowych rynkach turystycznych. Dzieje się tak, chociaż postaci te są wciąż żywe na ekranach całego świata i teoretycznie mogą być dla stolicy Podbeskidzia tym samym, czym dla Paryża jest wieża Eiffla, a dla Krakowa – Smocza Jama oraz jej ognisty lokator.

Mimo paręsetletnich tradycji miejskich, wielu zabytków i znaczącego dorobku kulturalnego nasze miasto pozbawione jest uniwersalnego symbolu, dzięki któremu bylibyśmy kojarzeni w Europie i który przyciągałaby turystów. Tymczasem nawet powiatowe miasteczka Podbeskidzia dbają o swoją legendę i znak tożsamości. Wszędzie tam lokalne społeczności postawiły na jeden uniwersalny symbol, który bywa magnesem dla turystów krajowych i zagranicznych.

Tak więc po latach umiejętnie podsycanej małyszomanii, popularność Wisły jest niezależna od aktualnej formy naszego skoczka. Piwo ma tysiąc smaków, ale Żywiec jest tylko jeden i do tego : bezcenny. Podobnie – pozbawiony zabytków Szczyrk. Korzysta z opinii drugiej po Zakopanem zimowej stolicy Polski, choć na imprezę rangi międzynarodowej nie potrafi sprawnie wybudować przeciętnej skoczni narciarskiej.

W Bielsku jest inaczej. Mamy efektowny zamek Sułkowskich, katedrę z dzwonnicą przypominającą kampanillę z placu św. Marka w Wenecji, jedyny w kraju pomnik Lutra, tradycję bielskiej wełny, piękny dworzec kolejowy, ratusz i filmowe uliczki zabudowane secesyjnymi kamienicami, znakomite szybowce, fabrykę Fiata, kolejkę gondolową na Szyndzielnię... Bogactwem tym można byłoby obdzielić wiele innych miejscowości albo pozbawionych zabytków na skutek wojen, albo powstałych stosunkowo niedawno, na dorobku. Jednego wszak nam brak. Czegoś, co zdobiłoby okładki bedekerów, breloczki, szklanki do piwa czy hotelowe ręczniki. Symbolu!

Sprawa jest tajemnicza. Odkąd rządzi nami gospodarka rynkowa nikomu nie przyszło do głowy, aby przeprowadzić badania, których celem byłoby ustalenie obiektu najbardziej charakterystycznego dla Bielska w oczach opinii publicznej. W oparciu o taką wiedzę można przymierzyć się do kampanii promującej miasto w krajowych i zagranicznych mediach. Dziś przeciętny turysta, oprowadzany nawet przez profesjonalnego przewodnika, szybko zapomina większość z tego, co widział podczas pobytu w stolicy Podbeskidzia. W głowie pozostaje mętny obraz prowincjonalnego miasta. Nic konkretnego, od czego można byłoby zacząć zapuszczać korzenie w pamięci turystów.

Nie ulega kwestii, że jednym z obiektów najczęściej kojarzonych z Bielskiem jest Studio Filmów Rysunkowych. Najbardziej zaś znanymi Bielszczanami – bohaterowie kreskówek. Problem w tym, że osoby spoza Podbeskidzia stosunkowo rzadko wiedzą o tym, iż oprócz Bolka i Lolka w wytwórni tej  przyszli na świat także m.in. Koziołek Matołek, Reksio, Gąska Balbinka, Baltazar Gąbka z przyjaciółmi, Marceli Szpak i Błękitny Rycerzyk. Łącznie w SFR od końca lat czterdziestych ub. wieku do dzisiaj nakręcono ponad tysiąc filmów. Statystycznie co czwarty z nich zdobył jakąś nagrodę na festiwalu krajowym lub zagranicznym.

Z wytwórnią współpracowali tacy mistrzowie kreski, jak Eryk Lipiński, Zbigniew Lengren, Jerzy Flisak i Janusz Stanny. Muzykę natomiast komponowali mistrzowie – Grażyna Bacewicz, Krzysztof Komeda – Trzciński, Jerzy Wasowski, Waldemar Kazanecki, Andrzej Korzyński i Krzysztof Penderecki. To są nazwiska, które przydają bielskiej kulturze blasku. Powinniśmy się tym szczycić na szerokim świecie.

W sumie nakręcono ponad 200 filmów z przygodami Bolka i Lolka. Ale z powodu sporu sądowego w rodzinie, studio od ponad dwudziestu lat nie produkuje już kreskówek z dwoma urwisami w roli głównej. Mimo to są oni jednymi z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej kinematografii. Dlatego ich legenda może być najlepszym towarem eksportowym Bielska – Białej. Władze samorządowe powinny traktować studio jak najcenniejszy klejnot w skarbcu grodzkim i nie oszczędzać na dotacjach dla filmowców.

Aby symbol mocniej utkwił w  świadomości publicznej, w budżecie gminy powinny znaleźć się środki na budowę pomnika Bolka i Lolka oraz ich przyjaciół z wytwórni. Budynek SFR natomiast nie może przypominać leżącej na uboczu hali fabrycznej, którą trudno odszukać pośród sklepów z tanią odzieżą na wagę i straganów z pietruszką na pobliskim targowisku. Dojazd do studia muszą ułatwiać drogowskazy rozmieszczone w różnych rejonach miasta.

Do szerszej widowni należy też dotrzeć z informacją o tym, że bielskie SFR nadal nieźle prosperuje i produkuje nowe filmy. Niedawno np. nakręcono tutaj serie 25 – minutowych filmów dla dzieci pt.: ”Między nami bocianami”. Że zorganizowane grupy szkolne lub kolonijne w czasie wakacji mogą zwiedzać wytwórnię, a następnie wykupić projekcję filmów rysunkowych w miejscowym kinie. Wystarczy wcześniejsze zamówienie telefoniczne. Koszt – 5,35 zł od dziecka. Że w każdą niedzielę można wybrać się do tego kina na poranek za jedyne 7 zł.

Zabiegając o turystów, pokazujmy im Zamek Sułkowskich, katedrę św. Mikołaja i ratusz. Ale nie wstydźmy się też tego dorobku, który w smaku przypomina bardziej popularną coca – colę niż wino z dobrego rocznika. Na promocji symbolu bowiem skorzysta cała baza kulturalna miasta.

Autor: Robert Kowal