Turpizm w fotografii


Fotografia jest dużo młodszym i jednocześnie bardziej uniwersalnym medium aniżeli malarstwo, muzyka, czy literatura. Wielu ludzi „posiada na swym koncie” jakieś własne realizacje fotograficzne. Jej szczególną cechą jest masowość. Nie tylko rozumiana globalnie, ale i pod względem ilości obrazów, jakie fotografik zdolny jest wykonać w skali roku, więc nie będę przedstawiał wszystkich działań fotoreporterskich o turpistycznym zabarwieniu, czy poczynań w tym zakresie wielomilionowej rzeszy tak zwanych „cyklopów” i ograniczę się jedynie do czterech nazwisk. Pierwszą barwną postacią, której prace nasycone są turpizmem, jest fotografik czeskiego pochodzenia Jan Saudek. Jego fotografie są niczym literacki opis gnijącego ogrodu. Właściwa jest mu ostrość oceny istnienia ciągle poddanego rozkładowi. W jego twórczości pojawia się programowy konflikt turpistów pomiędzy prawdą, a pięknem. W wyreżyserowanej scenerii przedstawia bez ogródek ludzkie ciało, a nawet podkreśla i eksponuje  niedoskonałości poprzez przejaskrawienie. Nie znajdziemy u niego top-modelek. Wszystkie postacie są jak najbardziej rzeczywiste w swej formie. Bezwstydnie, a zarazem tak swobodnie obnaża ludzką fizyczność. Saudek podejmuje ów motyw przemijania w różnoraki sposób. Demonstruje śmierć dosłownie w postaci wisielców jak na zdjęciu Social-eyes with Dark Eyes Vodka, czy w Lesie



miłości i śmierci, gdzie w pobliżu powieszonego dziecka, pod drzewem, w trawie widoczna jest kopulująca para. Prezentuje również śmierć jako powolny, nieubłagany proces starzenia, odpowiednio uwidoczniony w dyptykach przedstawiających te same osoby, w tych samych pozach po upływie kilku, kilkunastu lat.

Drugim fotografikiem poruszającym wątek turpistyczny, którego chciałbym zaprezentować jest Chris Niedenthal. Wykonał on serie portretów dzieci z zespołem Downa, można je nazwać portretami nieportretowanych.


C. Niedenthal
Siłacz

Niedenthal chciał dzięki temu uprzystępnić „zdrowemu” społeczeństwu tych ludzi pokrzywdzonych przez los. Bowiem takie osoby wywierają wśród społeczności odruch odpychający, oczywiście zdarzają się jednostki, które podchodzą serdecznie i z pomocą do osób upośledzonych, lecz i tak ta inność psychiczna, a zwłaszcza fizyczna wywołuje nieuzasadniony lęk wśród wielu ludzi. Nawet samo słowo -down- (czyt. dałn) ma szczególny i negatywny wydźwięk w środowisku i używa się go do obelg, a przecież każdemu z nas mogło się to przydarzyć. Owe portrety nie są przypadkowe, autor dłuższy czas obserwował możliwości studyjne modeli, aby przyzwyczaić ich do swej osoby i odzwierciedlić naturalność zachowań przed obiektywem.(1)

Z kolei Artur Żmijewski prowadził działania z ludźmi kalekimi. Oko za oko to cykl prac, na których ludzie po różnych amputacjach występują nago, w płaskiej przestrzeni, na beznamiętnym tle, by odsłonić przed widzem swoje kalectwo, ale odbiorca i tak na pierwszy rzut oka nie zauważa ich ubytków. Wraz z nimi występują jakoby w tle ludzie kompletni w kończyny i uzupełniają ich ułomność swymi. Fortel jest tak sprytnie zmontowany i skomponowany, iż w niektórych zdjęciach nawet przez dłuższy czas wydaje się widzowi, że ma do czynienia z całkiem normalnymi osobnikami. Te efemeryczne hybrydy przedstawione chłodnym okiem są być może dla niektórych szokujące, lecz z pewnością intrygują i prowadzą nas do interesujących konkluzji.

Twórczość Katarzyny Kozyry dotyka problemów indywidualnej egzystencji. W swych fotografiach pod tytułem Olimpia rozwija wątek choroby i śmierci. Zdjęcia te są swoista adaptacją słynnego obrazu pędzla Edouarda Maneta pod tym samym tytułem, lecz zamiast pięknej kurtyzany zaprezentowana jest toczona przez chorobę sylwetka autorki oraz w drugiej realizacji stara kobieta o obwisłym ciele. „Katarzyna Kozyra choruje na nieuleczalną ziarnicę złośliwą (choroba Hodgkina), wywołująca nowotworowe zmiany w węzłach chłonnych. Jedynym środkiem na utrzymanie chorych przy życiu są regularne chemioterapie…”(2) Prace te są kontynuacją, Olimpii Maneta, widziane jednak oczami choroby i starości. Znamionują nam one jedynie śmierć, która cierpliwie oczekuje po swymi rozmaitymi postaciami.

Autor: Patryk Janczukowski www.janczukowski.com

W kolejnych częściach z cyklu "Turpizm w sztuce": 

część 6. Początki komiksu
część 7. Komiks w Polsce do roku 1939
część 8. Rozwój komiksu i jego kulturowy awans
część 9. Komiks w Polsce po wojnie

część 10. Lobo
część 12. Melting Pot, Szninkiel, Maus
część 13. La Survivante 
część 14. Ranxerox, Pajacyk 
część 15. Osiedle Swoboda i inni



Źródło:

(1)
fototapeta.art.pl
(2) P. Leszkowicz: Sztuka a płeć. Szkice o współczesnej sztuce polskiej. „Magazyn sztuki”