KWK Morcinek w Kaczycach jest jedną z najmłodszych kopalń w Polsce. Jej budowę rozpoczęto w 1978 roku, wydobycie ruszyło w 1986, a w 1993 trafiła pod skrzydła Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Nowiuteńki zakład posiadał zelektryfikowaną bocznicę kolejową, towarową stację kolejową, lokomotywownię, zakład ciepłowniczy oraz rozbudowaną infrastrukturę naziemną. W czasach swej świetności dawał zatrudnienie prawie czterem tysiącom ludzi. Tymczasem po zaledwie czterech latach działalności zadecydowano o likwidacji kopalni.

Choć Morcinka formalnie zlikwidowano w 2001 roku, węgiel przestano wydobywać już pod koniec października 1998. Oficjalnym powodem zamknięcia była nierentowność kopalni. Ale teraz Jastrzębska Spółka Węglowa oraz działająca w Czechach holenderska firma New World Resources zamierzają powołać spółkę, która miałaby eksploatować polski węgiel ze złóż nieczynnego dzisiaj  Morcinka. Wydobycie miałoby ruszyć nawet już w 2010 roku.

Sprawa wywołuje sporo kontrowersji zarówno wśród samorządowców gmin Zebrzydowice i Hażlach, jak i lokalnej społeczności. Okazało się, że władze tych gmin, narażonych na szkody górnicze w razie ewentualnej reaktywacji kopalni, zostały pominięte w negocjacjach spółek. Wójtowie Hażlacha i Zebrzydowic są zdecydowanie przeciwni wznowieniu wydobycia węgla z kaczyckich złóż.

Szum wokół sprawy przywołał wspomnienia o Morcinku wśród jego byłych pracowników. Czasy działalności kopalni stanowią przecież osobny rozdział w historii Kaczyc. Jak go oceniają z dzisiejszej perspektywy? Czy chcieliby, aby doszło do ponownego otwarcia zakładu?

KOPALNIA  ŻYWICIELKA

Jan Demski, geolog, był związany z kopalnią od samego początku. - Pochodzę z Pomorza. Gdy zdobyłem wykształcenie i zawód geologa, przyjechałem tutaj za pracą. Byłem obecny już przy drążeniu szybów kopalni. Zanim powstała, rosły w tamtym miejscu potężne dęby. Dębowy las wycięto, a w jego miejscu wyrósł las masztów - wieże szybowe i wiertnicze - wspomina Demski.

Dla mieszkańców Kaczyc budowa nowoczesnej kopalni oznaczała sporo zmian. Wielu twierdzi, że to był moment, gdy nadeszły wreszcie lepsze czasy. - Kopalnia płaciła ogromne pieniądze za podnajem gruntów pod dzierżawę. Rozpoczęto budowę sieci dróg, wodociągów, gdyż przy eksploatacji węgla mogły wystąpić ubytki wody w studniach. Rozbudowano sieć kanalizacji, kopalnia posiadała też oczyszczalnię ścieków. Powstawały nowe sklepy, ludzie przyjeżdżali tutaj za pracą, a mieszkańcy Kaczyc i okolic nie martwili się o zatrudnienie. Znaleźli je w przeróżnych sektorach - opowiada geolog.

- Tradycja pracy w górnictwie zawsze tutaj była - zaznacza Stanisław Macura, rdzenny mieszkaniec Kaczyc. - Autobusy jeździły, zabierały ludzi do pracy w kopalni Zofiówka. Wielu ludzi utrzymywało się z pracy w zakładach w Cieszynie. Kiedy otwarto Morcinka to całe rodziny, ba, całe ulice poszły tam do pracy.

- Były dobre zarobki, dofinansowania, pomoc socjalna. Ludzie poprawiali swój byt. Powstawały nowe domy, dla górników zbudowano osiedla mieszkaniowe w Kaczycach, Pogwizdowie i Cieszynie. Można powiedzieć, że Kaczyce stały się wtedy wioską górniczą. Zjeżdżali tutaj młodzi do roboty, pożenili się. Był nawet okres, że i młodzi żołnierze mogli tutaj odpracować wojsko - dodaje Jan Demski. Ludności w Kaczycach wraz z rozbudową Morcinka zaczęło przybywać. Za tereny, które zostały wzięte pod zakład hojnie ludziom zapłacono, a za szkody związane z wydobyciem też wypłacono godziwe odszkodowania. Kaczyce przekształcały się w ośrodek przemysłowy.

JAK W RODZINIE

- Fajne to były czasy i fajna praca. Miła atmosfera, młoda załoga, było bardzo rodzinnie. Kaczyce stały się bogatsze, coś się tutaj działo - uśmiecha się Halina Kędzierska, była inspektor ds. gospodarki materiałowej w Morcinku, dziś pracująca w jastrzębskiej kopalni. - Zakład był nowiusieńki, bardzo nowoczesny w porównaniu z innymi polskimi kopalniami. Pracowało się w o niebo lepszych warunkach niż gdzie indziej i przy pomocy nowoczesnych urządzeń - opowiada Roman Wenglorz z Kaczyc. Pracował w Morcinku w zakładzie przetwórczym, dziś jest w kopalni Pniówek.

- Ale na Morcinku najlepsza była atmosfera - podkreśla Stanisław Macura. Na samo wspomnienie wspólnej pracy w byłej kopalni na twarzach górników pojawia się uśmiech. - Ludzie, którzy zaczęli pracę w Kaczycach nie mieli  złych nawyków z innych kopalń, nie byli zepsuci żadnymi starymi układami. To była zgrana ekipa młodych ludzi - wesołych, solidarnych, ale też dobrze zorganizowanych w pracy - mówi Roman Wenglorz. - Kiedy po likwidacji przeszliśmy do innych kopalń, to wszyscy mówili, że ludzie z Morcinka najlepiej potrafią się ze sobą dogadać. Teraz była kadra z Kaczyc zajmuje wysokie stanowiska w innych zakładach, bo wśród nich było wielu dobrze wykształconych. Choćby w zakładzie przetwórczym sporą część kadry stanowili młodzi inżynierowie - dodaje Macura. - Kopalnia trzymała się razem. Ludzie w Kaczycach żyli wspólnymi problemami, mieli o czym rozmawiać, co konsultować - podsumowuje Demski. Jak zapewniają byli pracownicy, życie „na Morcinku” było wesołe, tłumnie spotykano się po pracy na wspólnym piwku, a górnicy jako ewenement podają, że na wspólny relaks przy złocistym trunku równie ochoczo maszerowały panie. - Pełne równouprawnienie! Na Zofiówce byłoby to nie do pomyślenia! - twierdzą.

BARBÓRKA JAK STYPA

- Kopalnia była niedoinwestowana od początku. Jedna ściana nie mogła zapracować na cały zakład. Morcinek podzielił los innych kopalń. Oficjalny powód: nierentowna - mówi Jan Demski, i podobnie jak pozostali byli pracownicy uważa, że zamykanie nowoczesnej dopiero rozwijającej się kopalni było kiepskim pomysłem. - Kopalnia musiała spłacać długi za wybudowanie. Trzeba było w nią inwestować, potem zakład mógłby już sam się utrzymać. Wydobywano węgiel koksowy - ceniony surowiec, dobry był więc rynek zbytu. Możliwe, że dziś byłaby to kopalnia świetnie prosperująca. Popełniono olbrzymi błąd, że ją zamknięto. Poniesiono poza tym olbrzymie koszty likwidacji - mówi Stanisław Macura.

Roman Wenglorz podkreśla, że decyzja o likwidacji kopalni była dla wszystkich wielkim zaskoczeniem: - Długo nikt w to nie wierzył! Przygotowywano przecież nowe złoża, nowy szyb, myśleliśmy „A, straszą!” Nie mogliśmy pojąć, dlaczego chcą zlikwidować nowiuteńką kopalnię w stadium rozwoju.

- Jak zamykali, to było spokojnie. Ja w to nie wierzyłam do końca, cały czas myślałam, że likwidacja jednak nie dojdzie do skutku - wzdycha Kędzierska.
- Jako ludzie stąd, popełniliśmy błąd. Nie przejęliśmy związków zawodowych, zostawiliśmy je osobom z zewnątrz, które nie były w ogóle zainteresowane obroną tej kopalni. Gdybym przeczuwał co się stanie, to może nawet sam bym stanął na czele związku - zastanawia się Wenglorz.
- Nie byliśmy niestety w strukturach związkowych, myśmy tu po prostu „tylko” pracowali. Może gdyby przeciągnąć to wszystko jeszcze o rok, to byłoby trudniej zamknąć zakład, bo nastąpił wzrost popytu na węgiel koksowy - uważa Stanisław Macura.
Górnicy wspominają, że ostatni dzień pracy w Morcinku był bardzo smutny. A tradycyjna barbórkowa uroczystość przypominała stypę.
 
NIE ZOSTALI NA LODZIE

- Choć pracownicy czuli się zaskoczeni i pokrzywdzeni, zarządzający podeszli do sprawy dość mądrze. Większość ludzi przeniesiono do innych kopalń Jastrzębskiej Spółki. Wiele osób przeszło na bardzo korzystne urlopy górnicze, część wzięła odprawy, część poszukała zatrudnienia gdzie indziej. Ci co wzięli odprawy potem bardzo żałowali - wspomina Wenglorz.

- Cieszyli się, że to duża kwota (50 tysięcy złotych), a tu trzeba zapłacić podatek, no i pieniądze szybko się rozchodzą. Byli i tacy, co wzięli odprawę, deklarowali koniec pracy w górnictwie, a potem zatrudnili się w czeskich kopalniach. To nie było w porządku - uważa Demski.

Zdaniem Stanisława Macury ludzie nie lubią zmieniać zakładów pracy, bo przeraża ich widmo zmian, nowych zasad panujących w danym zakładzie. Na dodatek tych z Morcinka przeniesiono do kopalń o niższym standardzie. - Niejeden górnik mówił, że czuje się jak kustosz w muzeum! - mówi Roman Wenglorz, zaznacza jednak, że nie było sytuacji, żeby po likwidacji kopalni Morcinek mieszkańcom Kaczyc bieda zajrzała w oczy. Ale udziały Kaczyc w budżecie gminnym niewątpliwie spadły. - Zarząd kopalni na szczęście zadbał o to, żeby ludzie na bruku nie wylądowali - podkreśla Halina Kędzierska.

LUDZIE NIE CHCĄ SZKÓD

Na pomysł reaktywacji Morcinka górnicy patrzą z rezerwą. Obawiają się, że na ostateczną decyzję spółki nie będą mieli wpływu. A stanowisko w tej sprawie mają jednoznaczne. - Budowa szybów tutaj nie wchodzi już teraz w grę - stwierdza Jan Demski. - Nastąpią odkształcenia terenu, a ludzie nie chcą szkód. Pobudowali nowe domy, potem nie będzie wiadomo, gdzie ubiegać się o odszkodowanie, czy będą domy naprawiać, czy ludzi przesiedlać? Wiele osób przepełnia gorycz: jak to, wtedy my wydobywać nie mogliśmy, a teraz inni mogą?

Również Stanisław Macura i Roman Wenglorz są pomysłowi przeciwni: - Mieszkańcy ani zarządy gmin nigdy się na to nie zgodzą. Z naszego punktu widzenia jest to bez sensu. Skutki szkód górniczych kopalnia finansowała i naprawiała na bieżąco, a Czesi tego nie robią. Wolą wysiedlać. Dla nas szkody, a pieniądze do Czech? Skoro węgiel jest nasz, to my powinniśmy go wydobywać. Rzecz w tym, że nie jest to już teraz możliwe. Na terenach gmin Hażlach i Zebrzydowice powstało dużo inwestycji bez zabezpieczeń przed górniczymi szkodami - szkoła w Pogwizdowie, nowe domy.

Mimo że tęsknią za czasami Morcinka, mieszkańcy Kaczyc nie widzą sensu reaktywacji kopalni. Uważają jednak, iż zainteresowanie się kopalnią obcego inwestora jest dowodem na to, że 7 lat temu niepotrzebnie ją zlikwidowano. - Kopalnia mogłaby dziś funkcjonować - podsumowują zgodnie górnicy.

Autor: Monika Biba - KRONIKA BESKIDZKA