POSĄDZENI


Duży samoobsługowy sklep. Właśnie skończyliśmy zakupy. Płacimy w kasie i zadowoleni kierujemy się do wyjścia. A tu nagle: piiiii, piiiii, piiii - przejmujący wysoki głos brzęczka rozlegający się po całym sklepie. To bramka magnetyczna zainstalowana w drzwiach uznała nas za... złodzieja.


Momentalnie wokół pojawiają się pracownicy ochrony, łypiąc spode łba groźnym wzrokiem. - Pójdzie pan (pani) z nami musimy dokonać przeszukania - słyszymy. - Jak to, jakie przeszukanie?  - przez głowę przelatują nam najróżniejsze myśli. - Przecież nic nie ukradłem, niczego nie wynoszę, jestem uczciwym człowiekiem. A tu taki wstyd. Złodziej, złodziej! - czytamy z twarzy klientów obserwujących całe zajście. Wszystko kończy się zazwyczaj „dobrze”, gdyż okazuje się, że faktycznie niczego ze sklepu nie ukradliśmy, a bramka zadziałała bo... ekspedientka zapomniała i nie zdjęła w porę z kupionego przez nas towaru zabezpieczeń chroniących go przed kradzieżą, bądź też zdjęła je tak nieudolnie, że bramki nadal na nie reagują.

Zdarza się także, że system uzna za skradzioną rzecz, którą kupiliśmy już dawno temu i to nawet w całkiem innym sklepie i nieświadomi tego, że nadal zabezpiecza go „jakiś” czip poszliśmy z tym przedmiotem (może to być część garderoby, buty, portfel itp.) na zakupy do supermarketu. Zdarza się nawet, że bramka wyje przenikliwie bez powodu.

WSTYD I PONIŻENIE

Efekt uruchomienia się alarmu jest dla oskarżonego o kradzież klienta zawsze taki sam - wstyd, poniżenie. Dla uczciwego człowieka uznanie go za złodzieja, to przecież jedna z najcięższych obelg.

Jak można więc tak bez przyczyny kogoś poniżać i posądzać przy świadkach o kradzież i to tylko dlatego, że system zabezpieczający zamontowany przez właściciela sklepu jest do bani albo też personel nieudolnie z niego korzysta? Wychodzi na to, że można i w sumie klienci nic na to poradzić nie mogą. A takie sytuacje jak opisana zdarzają się coraz częściej. Tak przynajmniej wynika z docierających do redakcji informacji.

Jak więc można ustrzec się przed takimi zdarzeniami, a przynajmniej jak można bronić naszej godności i dochodzić swoich konsumenckich i obywatelskich praw, gdy już staniemy oko w oko z pracownikami ochrony.

Irena Krzanowska, powiatowy rzecznik konsumentów w Bielsku- Białej przyznaje, że również do niej coraz częściej trafiają skargi Bogu ducha winnych konsumentów oburzonych na to, jak zostali potraktowani w sklepie przez ochroniarzy w chwili, gdy uruchomił się alarm. Między innymi Irena Krzanowska przytoczyła jako przykład pewne zajście, które miało miejsce przed rokiem w jednym z bielskich supermarketów. Chodziło o to, że wielka przykrość ze strony ochrony sklepu spotkała tam niewinną kobietę w bardzo zaawansowanej ciąży. Tam również bez przyczyny włączył się alarm na bramce przy wyjściu ze sklepu i ochroniarze od razu chcieli przeszukać ciężarną. Doszło do bardzo nieprzyjemnej sytuacji, po której nagabywana kobieta szukała pomocy u rzecznika konsumentów. Ostatecznie sprawa rozeszła się po kościach. Poniżona przez ochronę kobieta w chwili, gdy urodziła dziecko zaprzestała bowiem dochodzić swoich praw.

TRUDNO O POMOC

Irena Krzanowska przyznaje jednak, iż nie bardzo jest w stanie pomóc klientom w takich sytuacjach, gdyż bardziej chodzi o naruszenie praw obywatelskich czy godności osobistej osoby bezpodstawnie posądzonej przez ochronę o kradzież, niż o naruszenie praw konsumenckich. Jej zdaniem do tej kategorii można by spróbować zakwalifikować sytuacje, kiedy to klient kupił gdzieś towar, z którego nie zdjęto zabezpieczeń. Towar taki nie odpowiada bowiem w pewnym sensie parametrom, na podstawie których dany produkt wybraliśmy. Ktoś, kto przykładowo kupuje kurtkę, kupuje ją po to, aby chroniła go od deszczu czy wiatru, a nie po to, aby - przy okazji - włączała alarmy w innych sklepach, o czym nabywca nie był przez sprzedawcę kurtki poinformowany.  Dlatego też taką sytuację można by podciągnąć pod paragraf prawa konsumenckiego, dotyczący niezgodności towaru z umową sprzedaży. Na razie jednak - przyznała Irena Krzanowska - nikt nie złożył na jej ręce takiej skargi. Zauważyła jednocześnie, że właściciele sklepów mają prawo zabezpieczać się przed złodziejami między innymi poprzez znakowanie produktów czy instalowanie bramek wyłapujących wynoszone ze sklepu w sposób nielegalny towary. Dlatego też nie można mówić o tym, że sama obecność bramek - jeśli działają w sposób prawidłowy - godzi w dobra klientów. A jedyne co tak naprawdę mogą zrobić osoby, które nie chcą się narażać na to, że znajdą się w nieprzyjemnym dla siebie położeniu, to omijać sklepy, w których stosowane są tego typu zabezpieczenia.

DWIE RADY

Dla tych, którzy znaleźli się już w takiej sytuacji, rzeczniczka ma dwie  rady. - Ochrona w sklepach nie ma prawa nikogo rewidować czy obszukiwać, może jedynie grzecznie poprosić abyśmy otworzyli torbę czy pokazali zawartość  kieszeni, na co możemy, lecz nie musimy się zgodzić - tłumaczy Irena Krzanowska. - Obszukać nas może wyłącznie policja i warto w sytuacji, gdy ochroniarze zapominają o tym, co im wolno, a czego nie, zażądać, aby wezwali na miejsce policjantów. Irena Krzanowska nie kryje jednak, iż dochodzą do niej informacje od klientów, z których wynika, iż w sytuacjach takich policjanci biorą zazwyczaj stronę ochrony, z góry traktując osobę podejrzaną o kradzież jak złodzieja.

Również rzeczniczka bielskiej policji Elwira Jurasz radzi, aby w takich konfliktowych sytuacjach wezwać na miejsce policjantów, tylko bowiem oni mają prawo dokonać przeszukania i tym samym rozwiać wszelkie wątpliwości co do winy lub jej braku osoby „wskazanej” przez bramkę. Przeszukanie takie nie może odbywać się na oczach innych klientów, lecz w oddzielnym pomieszczeniu - zaznacza Elwira Jurasz.

Zrewidowana osoba może zażądać od policjantów sporządzenia protokołu z takiego przeszukania (w grę wchodzi tylko obszukanie polegające na nakazaniu opróżnienia kieszeni czy otwarcia torebki, a nie dokładna rewizja osobista), który może się przydać, gdy zechce wystąpić na drogę sądową przeciwko naruszającemu naszą godność ochroniarzowi. Tylko bowiem w sądzie można szukać w takiej sytuacji sprawiedliwości i zadośćuczynienia. I można to zrobić bądź to na drodze cywilnej, oskarżając ochronę o naruszenie naszych dóbr osobistych, bądź karnej składając doniesienie o popełnieniu przez ochroniarzy przestępstwa lub wykroczenia z tak zwanego oskarżenia prywatnego.

JAK WYCENIĆ STRATY ?

Prawnicy przyznają jednak, iż trudno będzie przed sądem precyzyjnie określić straty, poniesione w wyniku tego typu zajścia, ponieważ chodzi głównie o trudne do ocenienia straty natury moralnej. A konia z rzędem temu, kto jest w stanie jednoznacznie powiedzieć, jakie zadośćuczynienie należy się temu, kto w obecności ochrony i policji, na oczach tłumu gapiów, był prowadzony na przeszukanie, czy chociażby znalazł się w sytuacji, kiedy to posądzono go publicznie o kradzież?

Dlatego też - przyznała Irena Krzanowska - tak naprawdę wszystko zależy od tego, jak zachowa się w takiej sytuacji ochrona i personel sklepu. A zwłaszcza czy pracownicy potrafią przyznać się do błędu i z klasą załagodzić nieprzyjemną dla klienta sytuację. Zdarza się, iż personel sam proponuje od razu posądzonemu niesprawiedliwie o kradzież klientowi jakąś formę rekompensaty. Bywa jednak i tak, że zabraknie w takiej sytuacji ze strony personelu nawet prostego słowa... przepraszam.

Auror: Marcin Płużek - KRONIKA BESKIDZKA