Remis na szczycie
Beskid Skoczów zremisował u siebie z Metalem WG Skałką 1:1. Zatem spotkanie nie wyłoniło zespołu, któremu bliżej jest do trzecioligowego awansu.
Już w 5. minucie spotkania przed wyśmienitą szansą na zdobycie pierwszej bramki dla gospodarzy stanął Bogdan Prusek. Wyborowy strzelec Beskidu, po świetnym prostopadłym podaniu bardzo aktywnego od początku, Pawła Stalmacha, nie znalazł jednak sposobu na pokonanie bramkarz gości. Dwie minuty później miała miejsce niemal kopia wspomnianej akcji, a B.Pruska ubiegł w ostatniej chwili Dariusz Nowak. Bramkarz Metalu WG-Skałki miał w początkowych fragmentach gry dużo pracy, a w 11. minucie tylko w sobie wiadomy sposób obronił uderzenie B.Pruska z 6 metrów. Dominacja skoczowian w tym okresie gry nie podlegała żadnej dyskusji. Między 17. a 19. minutą dwukrotnie bliski strzelenia gola był P.Stalmach. Goście sprawiali wrażenie zaskoczonych obrotem boiskowych wydarzeń, ale stopniowo „otrząsali się” po kiepskim początku. W 29. minucie w zamieszaniu podbramkowym strzelał Jan Jetko, lecz Ireneusz Trojanowski był na „posterunku”. Z kolei w 36. minucie z okolic 14 metra uderzał minimalnie niedokładnie Paweł Stasica. To była ostatnia szansa bramkowa w pierwszych czterdziestu pięciu minutach, w których ekipa lidera prezentowała zdecydowanie ciekawszą grę.
Drugą połowę, podobnie jak i pierwszą lepiej zaczęli skoczowianie. Tym razem jednak nie zawiodła skuteczność. W 50. minucie piłkę dośrodkowaną przez Piotra Smolca w pole karne, znakomicie przyjął B.Prusek i precyzyjnym strzałem z 12 metrów wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Podrażnieni straconą bramką podopieczni Stefana Zat’ko ruszyli do ataku i omal nie wyrównali w 55. minucie, gdy po centrze z rzutu wolnego niefortunnie w kierunku własnej bramki główkował Grzegorz Kolisz. Piłkarze Beskidu świadomi, że jednobramkowa przewaga nie gwarantuje spokojnej końcówki chcieli podwyższyć rezultat. Próbowali m.in. P.Stalmach oraz Arkadiusz Ihas, ale strzały mijały cel, bądź bezbłędnie interweniował golkiper z Żabnicy. Przyjezdni też mieli swoje okazje – nad bramką strzelali kolejno J.Jetko i Sebastian Stemplewski, ale trzeba zaznaczyć, że ofensywne akcje Metalu należały do rzadkości.
Na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry padła druga bramka dla Beskidu, ale w kontrowersyjnej sytuacji sędzia dopatrzył się pozycji spalonej B.Pruska. Całe wydarzenie zdekoncentrowało futbolistów skoczowskich, a goście ku całkowitemu zaskoczeniu wyrównali stan meczu. Dośrodkowanie w obręb „16” wykończył Piotr Nikodem, który w 88. minucie „wpakował” piłkę do siatki z bliskiej odległości. Obie drużyny dążyły w samej końcówce do wygranej, a w doliczonym czasie gry uderzenie „z główki” B.Pruska wybronił bramkarz Metalu. W Skoczowie doszło więc do podziału punktów, który bardziej ucieszył gości, a już na pewno piłkarzy nowego lidera - Energetyka ROW-u Rybnik. Skoczowianie dominowali praktycznie przez całe spotkanie, a jedna, krótka chwila nieuwagi kosztowała miejscowych utratę cennych "oczek".
Źródło: www.sportowebeskidy.pl
Już w 5. minucie spotkania przed wyśmienitą szansą na zdobycie pierwszej bramki dla gospodarzy stanął Bogdan Prusek. Wyborowy strzelec Beskidu, po świetnym prostopadłym podaniu bardzo aktywnego od początku, Pawła Stalmacha, nie znalazł jednak sposobu na pokonanie bramkarz gości. Dwie minuty później miała miejsce niemal kopia wspomnianej akcji, a B.Pruska ubiegł w ostatniej chwili Dariusz Nowak. Bramkarz Metalu WG-Skałki miał w początkowych fragmentach gry dużo pracy, a w 11. minucie tylko w sobie wiadomy sposób obronił uderzenie B.Pruska z 6 metrów. Dominacja skoczowian w tym okresie gry nie podlegała żadnej dyskusji. Między 17. a 19. minutą dwukrotnie bliski strzelenia gola był P.Stalmach. Goście sprawiali wrażenie zaskoczonych obrotem boiskowych wydarzeń, ale stopniowo „otrząsali się” po kiepskim początku. W 29. minucie w zamieszaniu podbramkowym strzelał Jan Jetko, lecz Ireneusz Trojanowski był na „posterunku”. Z kolei w 36. minucie z okolic 14 metra uderzał minimalnie niedokładnie Paweł Stasica. To była ostatnia szansa bramkowa w pierwszych czterdziestu pięciu minutach, w których ekipa lidera prezentowała zdecydowanie ciekawszą grę.
Drugą połowę, podobnie jak i pierwszą lepiej zaczęli skoczowianie. Tym razem jednak nie zawiodła skuteczność. W 50. minucie piłkę dośrodkowaną przez Piotra Smolca w pole karne, znakomicie przyjął B.Prusek i precyzyjnym strzałem z 12 metrów wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Podrażnieni straconą bramką podopieczni Stefana Zat’ko ruszyli do ataku i omal nie wyrównali w 55. minucie, gdy po centrze z rzutu wolnego niefortunnie w kierunku własnej bramki główkował Grzegorz Kolisz. Piłkarze Beskidu świadomi, że jednobramkowa przewaga nie gwarantuje spokojnej końcówki chcieli podwyższyć rezultat. Próbowali m.in. P.Stalmach oraz Arkadiusz Ihas, ale strzały mijały cel, bądź bezbłędnie interweniował golkiper z Żabnicy. Przyjezdni też mieli swoje okazje – nad bramką strzelali kolejno J.Jetko i Sebastian Stemplewski, ale trzeba zaznaczyć, że ofensywne akcje Metalu należały do rzadkości.
Na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry padła druga bramka dla Beskidu, ale w kontrowersyjnej sytuacji sędzia dopatrzył się pozycji spalonej B.Pruska. Całe wydarzenie zdekoncentrowało futbolistów skoczowskich, a goście ku całkowitemu zaskoczeniu wyrównali stan meczu. Dośrodkowanie w obręb „16” wykończył Piotr Nikodem, który w 88. minucie „wpakował” piłkę do siatki z bliskiej odległości. Obie drużyny dążyły w samej końcówce do wygranej, a w doliczonym czasie gry uderzenie „z główki” B.Pruska wybronił bramkarz Metalu. W Skoczowie doszło więc do podziału punktów, który bardziej ucieszył gości, a już na pewno piłkarzy nowego lidera - Energetyka ROW-u Rybnik. Skoczowianie dominowali praktycznie przez całe spotkanie, a jedna, krótka chwila nieuwagi kosztowała miejscowych utratę cennych "oczek".
Źródło: www.sportowebeskidy.pl
Artykuł wyświetlono 945 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również

Klauzula informacyjna ›