Starsi bielszczanie pamiętają dzień, gdy wysadzano w powietrze podzamcze, zamieniając w gruzy zabytkowe bazary. Ówczesne władze uznały, że wandalizm architektoniczny jest jedyną metodą przyśpieszenia rewolucyjnych zmian w układzie komunikacyjnym miasta. Bez obrazy, ale patrząc na to, co dziś dzieje się na ul. Partyzantów trudno oprzeć się refleksji, że czas w Bielsku – Białej stanął w miejscu.

W roku 1974 władze miasta stwierdziły, że aby udrożnić trasę z Katowic do Szczyrku, trzeba wyburzyć całe podzamcze. W mgnieniu oka runęły wtedy stylowe bazary sklepowe oraz naruszono zamkowe wzgórze. Widok przypominał zniszczenia wojenne. Po ulicy walał się gruz, ceglany pył gryzł w oczy.

To, co dzieje się od paru lat wokół Szkoły Podstawowej nr 5 musi przypominać tamten styl. Bez specjalnego namysłu budynek został skazany na zagładę w imię zmian w układzie komunikacyjnym miasta, tj. poszerzenia trasy w kierunku na Szczyrk. Przy okazji zburzono sąsiednią kamieniczkę i wycięto wiekowy drzewostan, który ma zostać zastąpiony ekranami dźwiękochłonnymi. Podzamcza z końca XIX w. nikt nam już nie przewróci do życia. Wszystko wskazuje na to, że podobny los spotka też niszczejącą szkołę, której nikt nie chce odkupić od miasta.

Wydaje się, że reformując układ dróg miejskich popełniamy ważki błąd – prowizoryczności. Chowając w zanadrzu dumę lokalną, powinniśmy się przyzwyczaić do myśli, że dla ogromnej części rodaków Bielsko – Biała jest miastem położonym koło Szczyrku. Przez które trzeba przejechać, aby dotrzeć do wczasowiska. Musimy wyciągać z tej okoliczności odpowiednie wnioski i...korzyści materialne.

Obecna próba zwiększenia przepustowości i płynności jazdy drogą wojewódzką nr 942 służy właśnie temu celowi. Dzięki przebudowie ul. Partyzantów w rejonie SP 5 do przekroju 4-pasmowego oraz modernizacji nawierzchni w ciągu od 3 Maja po Bystrzańską, turyści szybciej dojadą na narty. Będzie ich jednak znacznie więcej niż dotąd, co musi się odbić na standardzie życia w mieście, w tym na stanie zanieczyszczenia środowiska.

Dlatego decydując o obecnych inwestycjach, powinniśmy jednocześnie rozpocząć prace studyjne nad rozwiązaniami komunikacyjnymi na dalszą przyszłość. Nawet zmodernizowana DW 942 zostanie przecież znów zakorkowana na skutek rozwoju motoryzacji. Czy jest w tedy możliwe trwałe usunięcie beskidzkiego korka? W prasie czy internecie spotkać można mnóstwo mniej lub bardziej futurystycznych opracowań tego zagadnienia. Wiele z nich zakłada wyłączenie tranzytu na newralgicznym odcinku i pozostawienie deptaka. Turyści zostawialiby auta na parkingach w mieście lub na rogatkach, po czym podróżowaliby do Szczyrku komunikacją masową.

Najbardziej zachowawcza jest koncepcja przykrycia Białki w ten sam sposób, w jaki potraktowano Niwkę oraz wybudowania w tym miejscu ulicy. Kolejna wskazuje na potrzebę reaktywacji tramwajów. Bielsko było przecież kolebką tego rodzaju komunikacji na ziemiach polskich. Pierwsza linia tramwajowa w naszym mieście ruszyła w 1895 roku. Na tamten czas o podobnej nie śniły Warszawa i Kraków. Sieć zlikwidowano na początku lat 70.,kiedy ekipa Gierka postawiła na rozwój motoryzacji. To na fali tej filozofii parę lat później wiercono dziury pod dynamit w zamkowych murach.

Inni fantaści natomiast chcieliby poprowadzić linię trolejbusową z Wapienicy do Szczyrku. Wzorem do naśladowania w tym zakresie mogą być władze Tychów, które są jednym z trzech miast w kraju, gdzie publiczność jeździ trolejbusami (obok Gdyni i Lublina). Wszystkie inne (m.in. Warszawa, Słupsk, Jelenia Góra, Olsztyn, Dębica, Legnica) z trajtków zrezygnowały na rzecz autobusów.

Przed laty tyski magistrat również zamierzał zlikwidować sieć, ale sprzeciwili się temu mieszkańcy i społecznie opracowali koncepcje jej odnowy. Obecnie w Tychach jeździ najnowocześniejszy tabor w kraju (Jelcze, Solarisy), wyposażony w nowoczesne układy napędowe. Zaletą tych najnowszych jest możliwość zwracania energii elektrycznej do sieci podczas hamowania. Natomiast sieć gdyńska jest przykładem zastosowania trolejbusów w komunikacji międzymiastowej. Dwie linie prowadzą do Sopotu. Jedna ma ponad 40 km długości!

Także w Lublinie inwestuje się w trajtka. W mieście istnieją nawet plany zastosowania tzw. duobusów. Są to pojazdy z napędem hybrydowym. Na odcinkach wyposażonych w sieć korzystają z prądu elektrycznego, na pozostałych zaś – z silnika spalinowego. Pojazdy hybrydowe produkowane są w Polsce przez Solaris. Jeżdżą m.in. po czeskiej Opawie.

Najbardziej futurystyczna na dzisiaj koncepcja zakłada powołanie miejskiego indywidualnego systemu transportu elektrycznego. Podobnego do narciarskich wyciągów gondolowych. Rozwiązania tego typu stosowane już są m.in. w USA, W. Brytanii, Skandynawii, Korei. System na jednej trasie przewozi do 10 tys. pasażerów na godzinę z prędkością ok. 40 km/godz. Przystanki usytuowane są obok muzeów, hoteli, szpitali, kin. Koszt jednorazowego przejazdu – tyle co tradycyjnym autobusem.

Podobno do uruchomienia tego rodzaju transportu przymierzają się władze Opola. Trudno orzec ile kosztują takie projekty. Jeśli są droższe od corocznego łatania dziur na 3 Maja i dalej, to ja przepraszam.

Autor: Robert Kowal