Wszystko zaczęło się dla bielszczanek znakomicie. W pierwszym meczu przed własną publicznością poradziły sobie gładko z pilankami, ogrywając je w stosunku 3:0. Drugi mecz na własnym terenie, miał tylko potwierdzić dominację podopiecznych Wiktora Kreboka. Niestety, tak się nie stało. Zawodniczki Jerzego Matlaka wzniosły się na wyżyny swoich umiejętności i zwyciężyły na trudnym bielskim terenie 3:1. Wówczas na naszych łamach Paulina Maj zapowiedziała, że teraz bielszczanki muszą pojechać do Piły po dwa zwycięstwa. Niestety sobotni mecz nie wyszedł siatkarkom BKS. Pomimo, że włożyły w spotkanie wiele serca, musiały uznać wyższość miejscowych. Do niedzielnego meczu przystąpiły więc z przysłowiowym nożem na gardle. I cudne to było widowisko. O tym, jak bardzo obydwu drużynom zależało na zwycięstwie świadczy wynik pierwszego seta. 37-35 dla BKS Aluprof to rezultat niezwykle rzadko spotykany na polskich parkietach. Bielszczanki w niedzielę zagrały koncertowo. Wybaczyć im można nawet chwilę dekoncentracji w III secie. Dzięki tej grze, dostały „dodatkowe życie” w postaci szansy na wejście do finału po piątym meczu. 

 

W środę żadna drużyna nie będzie mogła liczyć na podobny dar od losu. Zwycięstwo oznacza glorię i awans do grona dwóch najlepszych zespołów w kraju, porażka z kolei konieczność walki o trzecie miejsce. W przypadku bielskiego zespołu cel jest jasny. Liczy się tylko mistrzostwo!

Spotkanie o godzinie 20.30 - trzeba być na takim meczu !

Dodał: P.S.