Na wschodniej ścianie Muzeum w Bielsku-Białej od pewnego czasu wisi reklama. Nie byłoby w tym nic kontrowersyjnego, gdyby nie widniał na niej wizerunek zgrabnej dziewczyny w efektownym stroju kąpielowym...

Przed rokiem dyskusje wzbudziła wielka butla oleju na billboardzie zasłaniającym rusztowania, obecnie jest jeszcze goręcej. Pomysł budzi kontrowersje tym większe, że billboard rozpięty jest nie tylko na murach zamku, ale także na przylegającej do niego kaplicy. Podczas gdy jednym pomysł i sama dziewczyna nie przeszkadzają, inni są tym zbulwersowani.

- To brak szacunku dla obiektu sakralnego - mówi emerytka z Bielska, Janina Kobiela.

Muzealnicy bronią swojego pomysłu. - Reklama wisi nie na kaplicy, a na rusztowaniu - mówi Iwona Purzycka, dyrektorka bielskiego muzeum.- To, że znalazła się akurat w tym miejscu, wynika z faktu, że tylko ono nam zostało. Reszty już nie możemy zasłaniać, bo pracujący na murach konserwatorzy potrzebują światła o odpowiednim nasileniu. Gdy elewacja będzie wyremontowana, o żadnych zasłaniających ją reklamach nie będzie mowy.

Za zawieszenie na miesiąc billboardu muzeum dostało 10 tys. zł. To kwota nie do pogardzenia, bo utrzymywana przez samorząd wojewódzki placówka nie narzeka na nadmiar gotówki. Brakuje jej na wiele ważnych prac. Choćby na remont wnętrza kaplicy, który pochłonie przynajmniej milion zł. Warto dodać, że szokująca wielu reklama, zawieszona została za zgodą wojewódzkiego konserwatora zabytków.

Źródło: www.bielskobiala.naszemiasto.pl