To zasługa tutejszego proboszcza ks. Piotra Sadkiewicza, który zachęcił swoich parafian do tej idei i był jednym ze współorganizatorów przedsięwzięcia. W ciągu ostatnich kilku lat trzech mieszkańców wioski oddało swój szpik, a 267 znalazło się na liście potencjalnych dawców.

W niedzielę zapisali się kolejni, ponad 40. Wzorem jest dla nich proboszcz, który sam był dawcą szpiku dla siostry. Do dwóch ambulansów, które przyjechały z Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Katowicach, ustawiły się kolejki. - To niesamowite, im więcej chętnych się zgłosi, tym większe szanse na przeszczep mają chorzy na białaczkę - cieszył się Stanisław Dyląg, dyrektor stacji. Zapewnił, że ambulans z Katowic pojedzie wszędzie tam, gdzie będą chętni do oddania krwi i szpiku.

Żeby zostać wpisanym do Rejestru Banku Szpiku Kostnego, trzeba spełniać takie warunki jak do oddania krwi, czyli być zdrowym, pełnoletnim, trzeźwym i odpowiednio dużo ważyć. Dodatkowo od ostatniej operacji, porodu czy pobytu w niektórych egzotycznych krajach musi minąć przynajmniej pół roku.

Źr. Gazeta Wyborcza