Szyndzielnia (1026 m n.p.m.) jest jednym z czterech szczytów w granicach administracyjnych miasta. Jakimś cudem nie wiedzieli o niej przedstawiciele Centrum Dziedzictwa Przyrody Górnego Śląska, którzy opracowywali propozycje granic sieci Natura 2000 w Beskidzie Śląskim. Nie wiedzieli również o wytyczonych na Szyndzielni i niższym Dębowcu trasach narciarskich - niektórych już nieczynnych i nie spełniających oczekiwań narciarzy, ale wciąż istniejących. W taki oto sposób, przez przypadek, zdaniem urzędników, Szyndzielnia i Dębowiec znalazły się na liście obszarów chronionych przez europejskie prawo. Reakcja miasta była błyskawiczna. Po wizji w terenie reprezentanci Centrum Dziedzictwa Przyrody Górnego Śląska wprowadzili poprawki.

Minister środowiska zgodził się na wykreślenie Szyndzielni i Dębowca z Natury 2000. Jego decyzję władze miasta otrzymały w 2006 roku. Dla Ratusza była to dobra wiadomość, bo z sąsiednimi gminami chce stworzyć centrum sportów zimowych, konkurujące z tymi na Słowacji.

Ekolodzy z Klubu Gaja w Wilkowicach twierdzą jednak, że miasto niepotrzebnie wydaje pieniądze na plany, które zablokuje Unia Europejska.Według Unii Szyndzielnia należy do Natury 2000. - Trasy narciarskie i wyciągi zniszczą cenny przyrodniczo krajobraz Beskidu Śląskiego. Nie możemy się na to zgodzić - mówi Jacek Bożek, prezes Gai. Według niego obszar Szyndzielni można zagospodarować inaczej, stawiając na rekreacyjną turystykę rodzinną. Czerpiąc chociażby z pomysłu Austriaków, którzy w Alpach zrobili ścieżki spacerowe i tarasy widokowe. - Jeśli Szyndzielnia zostanie wyłączona z Natury, to i tak będzie w bliskim jej sąsiedztwie. A wszystko, co jest wokół, podlega ścisłym obostrzeniom prawnym - dodaje lider Gai.

Źr. Dziennik Zachodni