Do tragedii doszło ok. g. 11. W chwili gdy pod Mięguszowiecki Szczyt podchodziła piątka taterników, zeszła lawina i porwała jednego z nich. Jego towarzysze wezwali pomoc, na miejsce natychmiast poleciał śmigłowiec TOPR z ratownikami i lekarzem na pokładzie. Mężczyznę udało się odnaleźć i wydobyć spod śniegu, jednak zmarł mimo prowadzonej przez godzinę reanimacji. Spadł z dużej wysokości, miał urazy klatki piersiowej. Nieżyjący taternik miał ok. 30 lat, był z Bielska-Białej.

Źr. Gazeta Wyborcza