Gdyby nie ostrzał artyleryjski, niebezpieczne patrole oraz obawa przed zamachami terrorystycznymi, bielscy żołnierze mieliby w Afganistanie jak na wywczasach w Zopot. Nasz portal dotarł do ekskluzywnych relacji osób, które powróciły z frontu. Rysują one zgodnie obraz wojny, jakiej nie poznamy w oparciu o lekturę komunikatów MON lub patetycznych korespondencji  prasowych i telewizyjnych.

Żołnierze z 18.bdsz z Bielska – Białej stacjonują w trzech bazach. W Sharana oraz w Waza Khwa jest w miarę wygodne. Polacy na nie na ogół nie narzekają, choć daleko im do wojennego komfortu bazy Bagram, która pełni rolę centrum rozrywkowo – usługowego ISAF.

Najgorzej jest w Kushmond, gdzie stacjonuje pluton ochrony z bielskiego batalionu. Ta niewielka baza jest obecnie rozbudowywana. Natychmiast po wyjściu ze śmigłowca pasażerowie zapadają się po kostki w piaskowym pyle. Wystarczy parę dni na miejscowej diecie, aby żołądek przeciętnego Europejczyka odmówił posłuszeństwa. Tak będzie dopóty żołnierze będą zmuszeni gotować posiłki z konserw.

W bazach nie ma atmosfery znanej z polskich koszar. Wojsko mieszka w klimatyzowanych kampach, tj. w blaszanych kontenerach wyposażonych w  niezbędne urządzenia sanitarne. Każdy kilkumetrowy pokój zajmuje zwykle trzech żołnierzy. Spotkać tutaj można także klimatyzowane namioty, ale w zasadzie nikt na stałe w nich nie mieszka. Są wykorzystywane jako tymczasowa kwatera dla oficerów, którzy przebywają w delegacji.

Na pierwszy rzut oka wśród tłumu wojska nie sposób rozpoznać żołnierzy z Bielska. Wyróżniają się wyłącznie naszywkami na mundurze. W bazie lub na patrolu noszą – podobnie jak koledzy z 17.BZ z Międzyrzecza – hełmy kewlarowe. Ale tęsknią za Ojczyzną, stąd nazwę naszego miasta spotkać można na prowizorycznych drogowskazach ustawionych w każdym miejscu ich dyslokacji. W zależności od bazy, bielszczan dzieli od kraju 4300-4700 km. Na patrole jeżdżą zazwyczaj hummerami, podczas gdy zmechanizowani z Międzyrzecza używają Rosomaków.

- Hummery, które otrzymaliśmy od Jankesów - śmieje się Andrzej Walentek, ekspert wojskowy, a obecnie dziennikarz „Super Expressu” - pamiętają jeszcze operację w Panamie. Wyprodukowano je w połowie lat 80. Są pozbawione dodatkowego opancerzenia. Zdarza się, że silniki nie odpalają za pierwszym razem. Na patrolach pojazdy te zajmują miejsce w środku kolumny. Na początku i końcu ubezpieczają je opancerzone Rosomaki.

Swoje czerwone berety bielszczanie zakładają dopiero wtedy, gdy wyjeżdżają na wypoczynek do głównej bazy sił USA w Afganistanie – do Bagram. W tym zbudowanym przez Amerykanów od zera miasteczku pustynnym mieszka ok.12 tys. osób. Są tam liczne kantyny, sklepy wielobranżowe, a nawet zakłady fryzjerskie. W tych ostatnich pracują głównie Tajki i Rosjanki.

Jeden z żołnierzy, który ostatnio wrócił do kraju opowiedział nam, że zakres usług świadczonych przez fryzjerki jest bardzo szeroki. Niektórzy klienci, oprócz golenia czy strzyżenia,  zamawiają masaż wykonywany na specjalnym stole. Nieoficjalnie mówi się, że godzina masowania całego ciała kosztuje 100 USD.

Kantyny w Bagram, tzw. DFAC wydają posiłki cztery razy dziennie. Ostatnia tura rozpoczyna się o godz.23.30. Idąc do sali jadalnej, konsumenci mijają krany z bieżącą wodą, gdzie można umyć dłonie z pustynnego kurzu. Dla żołnierzy amerykańskich przygotowano odpowiednią instrukcję, która krok po kroku objaśnia urzędową metodykę wzmiankowanych czynności higienicznych. Najpierw więc należy ręce namydlić przy pomocy leżącego obok mydła, odczekać ok. 30 sekund, po czym obficie je spłukać. Instrukcji mycia w języku polskim brak.

Z tacą w pachnących dłoniach trzeba się następnie ustawić się w kolejce do stanowisk z pożywieniem. Na początku tego szlaku znajduje się zwykle stacja z cheesburgerami, później zaś wojsko przebiera w setkach różnych dań, specjałów i frykasów. Są m.in. dziesiątki zup, pieczeni i gulaszów mięsnych, pizza na tysiąc sposobów, oliwki, cała gama surówek warzywnych, a nawet kraby. Na deser przygotowano lody z polewą czekoladową, ciastka, batony. Do posiłku napić się można coca-coli, mleka w różnych smakach, kawy czy mrożonej herbaty. Alkohol jest niedostępny. Z napojów przypominających używkę podawane jest wyłącznie bezalkoholowe piwo Bitburger.

Nieco skromniej serwowane są posiłki w naszej bazie w Sharanie. Dania wyglądają niezwykle apetycznie i chociaż gotują nam głównie kucharze serbscy, pożywienie - jak powiadają bielszczanie - ma jeden i ten sam smak : amerykański.  Wszystko to, co w zasięgu ręki jeść można do woli i rzecz jasna – za darmo. Zastawa (talerze, sztućce) jest papierowa lub plastikowa.

Jedzenie i wyjazdy na patrol należą do nielicznych ważnych powodów, dla których żołnierze opuszczają własne łóżka. Dużym powodzeniem cieszą się siłownie, gdzie można wypocić kilogramy przyniesione w brzuchu z kantyny. W wolnym czasie, którego w Afganistanie jest w bród można też wybrać się na zakupy do sklepu zwanego PX. Większość Polaków za punkt honoru uważa kupno laptopa, służącego do oglądania filmów DVD. Dobrej klasy komputer kosztuje zaledwie 1200-1400 USD.

Żołnierze z 18. bdsz kompletują w PX indywidualne wyposażenie. Dodatkowe sorty pochodzą z magazynów US Army. Z ponadnormatywnymi plecakami ze zbiornikiem na wodę, czy nożami szturmowymi wyjeżdżają późnej na patrole bojowe. Przypuszczać można, że znaczna część tego dobra znajdzie się kiedyś w bielskich sklepach z używanymi militariami.

Autor: Robert Kowal