Mieszkańcom Lesznej Górnej na Śląsku Cieszyńskim psuły się pralki, umierały rybki w akwariach, a żeby napić się herbaty, musieli przedzierać się przez las do źródełka. Wszystko się zmieniło, gdy przypłynęła tu woda z Czech.

Skazani na własne studnie narzekali na to, że wysychają, a jak już woda w nich była, to bardziej przypominała rudą ciecz. Przeszkadzał też kamień w wodzie. - Pranie było ciężko zrobić, pralki się psuły. A jak kiedyś nalałem tej wody do akwarium, to w ciągu tygodnia wszystkie rybki się wyprostowały - żartuje Jan Gajdacz, mieszkaniec Lesznej. Najgorzej bywało jednak latem. Narzekali zwłaszcza ludzie mieszkający na górce. W upalne dni zdarzało się, że jedynym ratunkiem była straż pożarna, która dowoziła wodę beczkowozem.

Żeby ludziom ulżyć, wójt gminy Goleszów, do której Leszna Górna należy, postanowił wybudować wodociąg. Pojawił się jednak problem. Gdyby ciągnąć wodę do wioski z polskiej sieci, gmina musiałaby zakopać w ziemi kilka kilometrów rur, a sieć trzeba by poprowadzić przez lasy, pola i łąki. To znacznie podnosiło koszty inwestycji. Budowa 12-kilometrowej sieci kosztowała 1,5 mln zł. Część kosztów ponieśli sami mieszkańcy, którzy składali się po 3 tys. zł od budynku. - Warto było. Woda jest smaczna i wreszcie nie mamy żadnych problemów - mówi Ryszard Oleszczuk z Lesznej.

Źr. Gazeta Wyborcza