Władze powiatu bielskiego tłumaczą, że ośrodek położony nad Morzem Bałtyckim to kukułcze jajo. Dostali je w spadku po dawnym województwie bielskim. Budynki w Starym Borku, między Kołobrzegiem a Dźwirzynem, podlegały kiedyś wojewódzkiemu kuratorium oświaty i służyły nauczycielom. Po reformie administracyjnej zostały przekazane bielskiemu starostwu powiatowemu, które najpierw zrobiło z ośrodka filię Domu Wczasów Dziecięcych w Porąbce. Żeby ośrodek mógł przyjmować także młodzież, został przekształcony w schronisko młodzieżowe. Niestety, stojący trzy kilometry od plaży obiekt nigdy nie cieszył się popularnością. W dużym budynku jest sto miejsc noclegowych, w pokojach 2,3 i 4-osobowych. Pokoje są bardzo skromne, bez łazienek. Goście muszą korzystać ze wspólnego węzła sanitarnego na piętrze. Schronisko wymaga inwestycji, ale bielskie starostwo nie widzi sensu pompowania pieniędzy w ośrodek odległy o 650 km od Bielska-Białej. Poza tym w powiatowej kasie nie ma na to pieniędzy.

Powiat najchętniej pozbyłby się uciążliwego obiektu. Na sprzedaż wystawiono go już w 2003 roku. Nie znalazł się kupiec. Pojawiali się zainteresowani, ale oferowali najwyżej 300 tys. zł, a ośrodek to przecież 1,1 tys. mkw. zabudowy, na działce o powierzchni 1,26 ha. Teraz władze powiatu uznały, że jest dobra sytuacja na rynku nieruchomości i łatwiej będzie sprzedać schronisko. Ponownie wystawiły go na sprzedaż. Cena wywoławcza to 760 tys. zł.

Źr. Gazeta Wyborcza