Sprawa budowy nowej drogi z Bielska-Białej do Krakowa nabrała tak zawrotnego tempa, że przerosła nawet oczekiwania podbeskidzkich samorządowców. Okazuje się, że droga ma wyglądać jak ekspresówka z dwoma pasami ruchu w każdym kierunku. Wstępnie wiadomo także, że jej budowa miałaby się rozpocząć w 2013 roku i potrwać ponad dwa lata.

Przez ponad trzydzieści lat - jak już pisaliśmy - urzędnicy mówili, że przydałoby się wybudować nową drogę łączącą Bielsko z Krakowem, prowadzącą przez obrzeża Kóz, Kęt, Andrychowa, Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej. Nieistniejącemu traktowi nadano nawet nazwę - Beskidzka Droga Integracyjna. Jednak przez te wszystkie lata kończyło się tylko na gadkach-szmatkach. Co prawda osiem lat temu zaczęto przygotowywać  wstępne koncepcje przebiegu drogi, ale już wtedy wiedziano, że jej budowa to odległa przyszłość, bo nie było pieniędzy. Przełom w tej sprawie nastąpił niespełna cztery miesiące temu.

Burmistrz Kęt Roman Olejarz zorganizował spotkanie samorządowców, parlamentarzystów, urzędników i drogowców. Wówczas to zaprezentowano pomysł budowy nowej drogi z jedną jezdnią od bielskiej dzielnicy Hałcnów do podandrychowskiego Inwałdu. Podbeskidzcy posłowie PiS-u Jacek Falfus i Beata Szydło obiecali poszukać poparcia dla tego pomysłu u władz centralnych. Wiele osób uważało wtedy, że to znów tylko gadanie...

Niespełna dwa miesiące później do Bielska-Białej przybył minister transportu Jerzy Polaczek. Ogłosił, że nowa droga powstanie. I to od Hałcnowa aż do „zakopianki” w podkrakowskim Głogoczowie, wraz z obwodnicami Kóz, Kęt, Andrychowa, Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej!

Minister Polaczek zapowiedział, że kolejne konkretne decyzje w sprawie drogi zapadną w październiku. Tymczasem sprawa nabrała sporego przyspieszenia, bo już przed kilkoma dniami krakowski oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, który ma być inwestorem, ogłosił sporo szczegółów, dotyczących budowy nowej drogi, która ma liczyć około 70 kilometrów długości. Co najważniejsze dla kierowców, powstaną dwa pasy ruchu w każdym kierunku. Ten trakt będzie się w Bielsku-Białej łączył z modernizowaną obecnie drogą ekspresową S-1 do Cieszyna, a w przyszłości z planowanymi odcinkami S-1 w stronę Mysłowic i S-69 do Zwardonia. Z kolei w podkrakowskim Głogoczowie będzie się łączyć z obecną „zakopianką”, która przebudowywana jest pod drogę ekspresową S-7.

- Wjazd na planowaną drogę z Bielska w stronę Krakowa będzie ograniczony do kilku miejsc. Wjechać lub zjechać z niej będzie można tylko na węzłach drogowych. Wokół nowego traktu powstanie jednak nowa sieć dróg dojazdowych dla ruchu lokalnego, którymi mieszkańcy będą mogli dojechać do swoich posesji, rolnicy do pól, a dzieci bezpiecznie dojść do szkół. W ciągu BDI powstaną obwodnice: północne Kóz, Andrychowa i Kalwarii Zebrzydowskiej oraz południowe Kęt i Wadowic. Chcemy znacznie skrócić cały proces przygotowania inwestycji i z końcem 2012 roku uzyskać pozwolenie na budowę. To pozwoliłoby na zbudowanie traktu w latach 2013 - 2015. Szacujemy, że koszt tej inwestycji przekroczy 2 miliardy złotych - informuje Magdalena Chacaga, rzecznik prasowy krakowskiego oddziału GDDKiA.

Pojawiły się wszakże zastrzeżenia ze strony niektórych samorządów. Władze Kalwarii Zebrzydowskiej i Andrychowa chcą, aby najpierw powstały obwodnice tych miast, a dopiero później była budowana cała BDI. Burmistrz Andrychowa Jan Pietras stwierdził nawet, że miejscy radni nie przeznaczą pieniędzy na inwestycję, która nie powstanie w czasie trwania jednej kadencji.

- Uzyskanie wcześniejszych decyzji lokalizacyjnych tylko dla obwodnic Kalwarii Zebrzydowskiej i Andrychowa jest niemożliwe. A to dlatego, że nowelizacja ustawy o ochronie środowiska, która weszła w życie 18 sierpnia, zobowiązuje nas do uzyskania decyzji lokalizacyjnej dla całej drogi. Cieszymy się, że samorządy zamierzają partycypować w kosztach budowy tej drogi, bo w ten sposób nadaje to tej inwestycji wyższą rangę. Dzięki temu nie będzie już jej tak łatwo wykreślić z planów rządowych. Zakładamy, że przy opracowywaniu dokumentacji i materiałów potrzebnych do uzyskania decyzji lokalizacyjnej koszty mogą wynieść około 52,2 miliona złotych, z czego GDDKiA wyłoży 72 procent, a resztę gminy. Już do końca września chcemy ustalić ostateczny kształt porozumienia pomiędzy nami a samorządami - mówi Zbigniew Rapciak, dyrektor GDDKiA w Krakowie.

Tekst i foto: Paweł Szczotka - KRONIKA BESKIDZKA