Bielszczanie palą się do wyjazdów do Grecji niezależnie od tragicznych wieści nadchodzących z południa Europy. W przybliżeniu przyjąć można, że obecnie  w tym rejonie przebywa kilkuset mieszkańców Podbeskidzia, którzy wygrzewając się w greckim słońcu, czują się często jakby nie wyjechali z kraju. Bo gorączka greckiej polityki przypomina polską, a pożary podsycają ogień kampanii wyborczej.

W Grecji dogasają właśnie ostatnie ogniska kataklizmu. Niespotykany od wielu lat żywioł objął półwysep Peloponez oraz Evię, wyspę u wschodnich wybrzeży Attyki. Oblicza się, że tego lata spłonęło tam ponad 200 tys. ha lasów, setki domów mieszkalnych i obiektów turystycznych, a w ogniu zginęło ponad 60 osób. Straty materialne są niewyobrażalne. Mieszkańcy republiki zastanawiają się, jaki wpływ mieć będzie katastrofa na poziom ich życia. Wiadomo bowiem, iż z dymem poszło wiele pól uprawnych, w tym hektary gajów oliwnych.

Stacje telewizyjne do znudzenia powtarzają relacje z  rejonów klęski. Świadkowie opowiadają przerażające historie. Jak tą, która zdaje się odtwarzać ostatnie chwile życia pewnej rodziny uciekającej autem przed pożarem. Ludzie zatrzymali się, gdy zobaczyli, że zmierzają wprost w ścianę ognia. Przed nimi płoną też obydwa pobocza drogi. Wyszli z pojazdu i próbowali ucieczki, ale żywioł okazał się szybszy. Na pogorzelisku strażacy odnaleźli później zwęglone szczątki matki, która trzymała w objęciach troje dzieci. Zwłoki czwartego spoczywały kilka metrów dalej. Najstarsze miało 15 lat, najmłodsze zaś – niewiele ponad 4...

Grecka policja prowadzi dziś szeroko zakrojone śledztwo, które ma wyjaśnić przyczyny pożarów. Coraz głośniej mówi się, że ogień podłożyli podpalacze. Część źródeł utrzymuje nawet, że sprawcy działali z pobudek politycznych chcąc udowodnić, iż obecna administracja rządowa nie radzi sobie w sytuacjach krytycznych. Podobne fajerwerki słowne są elementem trwającej teraz w tym kraju kampanii przed zbliżającymi się wyborami do parlamentu. Jej strony nie cofają się przed najcięższymi oskarżeniami.

Jedna ze stacji telewizyjnych zobowiązała się nawet wypłacić milion euro temu, kto wskaże sprawców domniemanych podpaleń. Efekt tych poszukiwań jest mizerny. Organa ścigania ujęły wprawdzie kilku podejrzanych, lecz brak jest stuprocentowych dowodów winy. Wśród zatrzymanych jest wiekowa niewiasta, którą obwinia się o nieostrożne obchodzenie się z palnikiem gazowym w kuchni oraz były polityk partii PASOK. W aucie tego ostatniego znaleziono podobno przedmioty służące do podkładania ognia.

Na razie wydaje się, że kataklizm nie wpłynął znacząco na ruch turystyczny w tej części Grecji. Widmo straszliwych pożarów nie zniechęciło do wyjazdów także turystów korzystających z usług bielskich biur podróży. Tego lata w związku z żywiołem w ojczyźnie boga ognia, Hefajstosa oraz pomagających mu cyklopów nie odwołana została żadna nasza impreza turystyczna, nie było też masowych zwrotów vaucherów. Ledwie parę wyjazdów opóźniono o kilka dni. Jak usłyszałem od organizatorów, „ze względu na ostrożność”.
Bielskie biura podróży in gremio zignorowały komunikat MSZ w Warszawie, w którym zalecono obywatelom RP powstrzymanie się od wyjazdów na Peloponez i Evię. Sekretarz Beskidzkiej Izby Turystyki, Urszula Gębala tłumaczy, że firmy z naszego miasta po prostu nie oferują wczasów lub wycieczek objazdowych po tym terenie. Przyczyna jest prozaiczna. Przy wyborze oferty bielszczanie kierują się przede wszystkim ceną pobytu, wyznaczoną przez organizatora. Najszybciej schodzą najtańsze wycieczki. Tymczasem na Peloponezie i Evii jest stosunkowo drogo i aby się tam wybrać, trzeba skorzystać z pośrednictwa dużych biur z Warszawy, Krakowa czy Katowic.

Obecnie tylko z bielskiego Biura Podróży „Marco” wypoczywa w Grecji ponad 50 osób. Jego szef twierdzi, że zainteresowanie tegoroczną ofertą było podobne jak ubiegłoroczną. Część klientów, zaniepokojonych doniesieniami z Bałkanów, telefonowała wprawdzie do firmy z pytaniami o stan bezpieczeństwa w wybranych rejonach. Ale potwierdzali rezerwacje, gdy dowiadywali się, że fala pożarów szaleje około siedemset kilometrów na południe od miejsc planowanego wypoczynku.

Podobnie jest w BP „Tęcza”, gdzie na tym kierunku turystycznym dominują oferty ośrodków położonych w Tesalii i na Riwierze Olimpijskiej. W Bielsku – Białej nieźle sprzedają się ponadto imprezy na półwyspie Chalkidiki, na Krecie i Rodos. Nikt nie prowadzi ogólnych statystyk, ale przyjąć można, że  w Grecji przebywa teraz kilkuset turystów z naszego regionu. Wypoczywają głównie w ośrodkach na północy kraju i czują się w pełni bezpieczni.
Ze względu na rozmiar kataklizmu, w republice zarządzono największą od kilkudziesięciu lat ewakuację ludności z zagrożonych terenów. Mieszkańcom spalonych domów udostępniono lokale w tymczasowych barakach. Wszystkim, którzy ucierpieli w pożarach rząd w Atenach zobowiązał się do wypłaty zasiłku w wysokości 3 tys. euro na osobę. Natomiast po 10 tys. otrzymają członkowie rodzin, w których były ofiary śmiertelne. Państwo ma też pokryć koszta odbudowy i remontów zniszczonych budynków.

W oficjalnej nocie skierowanej do szefa greckiej dyplomacji polskie MSZ wyraziło chęć zaproszenia do naszego kraju dzieci oraz ich opiekunów z regionów dotkniętych katastrofą. Akcja ratownicza dobiega końca, lecz prowizoryczne baraki na długo jeszcze pozostaną elementem bałkańskiego pejzażu. Czy na Podbeskidziu znajdzie się ktoś, kto zechciałby udzielić gościny greckim dzieciakom, np. podczas ferii zimowych? Zachęcamy do dyskusji.   

Autor tekstu - Robert Kowal;  Foto - Laura Plum