Zgodnie z nowym prawem od wczoraj lekarze mogą pracować do 48 godzin tygodniowo (to wymóg unijny). Żeby wydłużyć ten czas do 72 godzin muszą podpisać specjalne umowy. Medycy są na to gotowi, ale stawiają warunek, muszą dostać dodatkowe pieniądze. Jak twierdzi minister zdrowia Ewa Kopacz, żeby spełnić żądania lekarzy potrzeba co najmniej 6 mld zł. A takich pieniędzy nie mają ani szpitale, ani rząd, ani NFZ.

Na Śląsku w pierwszych tygodniach nowego roku sytuacja nie będzie jeszcze tak dramatyczna. Dyrektorom około 100 szpitali w naszym województwie udało się zakończyć negocjacje z lekarzami w sprawie dyżurów. Problemy i to poważne mogą jednak zacząć się za dwa, trzy tygodnie, bo w wielu szpitalach tylko na taki okres udało się połatać grafiki dyżurów. Potem może dojść do chaosu - przekładania planowych zabiegów, a nawet zamykania oddziałów, bo lekarze wyczerpią limit czasu pracy. W skali województwa, by spełnić unijne wymogi trzeba by dodatkowo zatrudnić co najmniej tysiąc lekarzy. Oczywiście to nierealny scenariusz.

Źr. Dziennik Zachodni