Dla ciężko rannego narciarza leżącego na śniegu każda minuta oczekiwania na pomoc to całe wieki. Jeśli leży w takim miejscu, że może dotrzeć do niego ekipa pogotowia ratunkowego, ma ogromne szczęście. Najczęściej muszą mu udzielić pierwszej pomocy goprowcy, a potem przetransportować go na dół na specjalistycznym sprzęcie. Jeśli nie ma goprowca na stoku, ratownicy muszą dojechać z bazy w Szczyrku. A to trwa.

Wszystkie duże ośrodki na pewno będą miały ratownika - oprócz Stożka m.in. Pilsko, Czyrna-Solisko, COS, Czantoria, Żar. Przez ostatnich kilka lat duży problem był z wyciągami w Zwardoniu, jednak tutaj tej zimy także będą ratownicy. Problemy za to mogą być w małych ośrodkach, dla których wydanie sporej kasy na ratownika to kłopot. Nie wszystkie beskidzkie ośrodki będą też miały trasy odebrane pod względem bezpieczeństwa przez GOPR.

Źr. Gazeta Wyborcza