Wyśniony, wymarzony przez Romana Giertycha, ministra edukacji (już byłego) i jego świtę, „jednolity strój szkolny” jawił się niczym wymuskany, odprasowany solidnie, elegancki i schludny oręż przeciw objawom zgubnego indywidualizmu, zacierający wszelkie różnice między biednymi i bogatymi uczniami. Szczodry pomysłodawca nie zapomniał też o najbiedniejszych dzieciach, których rodziców na zakup owego stroju stać nie będzie i zaoferował jednorazowe wsparcie finansowe w wysokości 50 zł dla tych rodzin, w których dochód na jedną osobę nie przekracza 351 zł. Tym oto sposobem wewnątrzszkolne dyskusje o fasonie i kroju mundurków ustąpiły miejsca gorączkowym poszukiwaniom firmy, która za niecałe 50 zł od łebka uszyje coś, co będzie się nadawało do noszenia po 6-8 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu. Co z tego wyszło?

Zatem o eleganckim i szykownym stroju uczniowie mogą zapomnieć. Ostatecznie za taką sumę nie należy się spodziewać plisowanej spódniczki, eleganckiego pulowera czy koszuli z godłem placówki. W większości szkół uczniowie będą paradować w granatowych bluzach lub kamizelkach. Na przykład w Szkole Podstawowej nr 7 w Cieszynie zamówiono bezrękawniki dla dziewczynek (ale tylko z klas 1-3) i kamizelki dla chłopców oraz starszych dziewcząt. W Gimnazjum nr 1 w Czechowicach mundurkową kwotę udało się zamknąć w 30 zł. Strój nie uderzy więc mocno po kieszeni, ale czy się spodoba - jeszcze nie wiadomo.

To, że sprawa mundurków rozbije się o kwestię finansową, było wiadomo od początku, lecz organizowane wśród uczniów konkursy na najciekawszy projekt szkolnego stroju, czy przeglądy zagranicznej mody szkolnej lansowane w rodzimych czasopismach nieco uśpiły czujność dzieci i rodziców. W chwili obecnej narasta fala protestów i wielkie oburzenie jednych i drugich. Albowiem dzieci będą musiały paradować w granatowych bądź zgniłozielonych koszmarkach, przywodzących na myśl relikty minionej epoki. Bo czym właściwie ten mundurek rodem z IV RP będzie się różnił od peerelowskiego fartuszka sprzed lat? Czy będzie praktyczny, czy nie stłamsi poczucia indywidualności w uczniach, a noszony cały tydzień nie będzie na dodatek podśmierdywał? A czy zatrze ekonomiczne różnice między dziećmi? W zamierzchłych czasach PRL, gdy spod białego kołnierzyka wystawał golf z Peweksu, a na nogach widniały cienkie rajstopki, wiadomo było, że rodzice ich właścicielki mają zasobniejsze portfele niż tatusiowie tych koleżanek, co to im się bawełniane rajtki wokół kostek rolowały. Z fartuszkiem czy bez, było widać, kogo na co stać i tak samo będzie teraz. Tym bardziej, że generacja wychowana w kulcie firmowej metki, bez pudła rozpoznaje daną markę, choćby i po samych nogawkach. Także szpanerskich butów nie zasłoni żaden mundurek, chyba że co do obuwia zastępczego MEN również wprowadzi specjalne ograniczenia - będzie można na przykład dreptać jedynie w tenisówkach, na wzór niegdysiejszych gumowych „pepegów”, i po kłopocie. Żadne tam markowe buty nie będą wchodziły w grę...

Obowiązkowy mundurek ma ponadto zasłonić osłonięte dekolty i zakryć poodkrywane pępki uczennic. Funkcję kotary przyzwoitości czynić będzie jedynie przez kilka godzin dziennie. Jeżeli za pomocą szkolnego uniformu planowano przeprowadzić rewolucję moralno-estetyczną wśród nastoletnich amatorek wyzywających ubiorów, fiasko tej misji jest bardzo prawdopodobne. Panienki zaraz po powrocie ze szkoły przebiorą się w to, co im się podoba, więc pomysł ich „ugrzecznienia” na siłę spali na panewce. Poza tym, nadal jeszcze istnieją szkoły, które i bez odgórnych zarządzeń MEN potrafią wyegzekwować na uczniach schludne i odpowiednie ubranie. W bielskim Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Kopernika jeszcze do niedawna uczeń na przykład z kolczykiem w nosie po prostu nie miał prawa się na niektórych lekcjach pojawić. Zajęcia z pewnym nauczycielem historii zaczynały się od polecenia: „wyjdź i oporządź się” skierowanego na przykład do chłopaka, który raczył wyciągnąć sobie koszulę ze spodni. Delikwent wychodził na korytarz, upychał flanelę w portkach i było po sprawie. Uczniowie wiedzieli, że w wyzywającym stroju i z przesadnym makijażem nie ma się co w szkole pokazywać i żadne ministerialne nakazy i zakazy potrzebne nie były.

Tymczasem wokół „umundurkowania” powstał nowy szum. Okazało się, że nie wszyscy uprawnieni rodzice złożyli w terminie odpowiedni wniosek o dofinansowanie szkolnego stroju dla dziecka. Termin składania podań w szkołach minął 10 sierpnia. Jak poinformował Piotr Zaczkowski, rzecznik Śląskiego Kuratorium Oświaty, z uwagi na to, że w okresie wakacyjnym wystąpiły pewne trudności z dotarciem informacji o dopłatach, wnioski będą nadal przyjmowane. Śląskie Kuratorium Oświaty otrzymało pismo, w którym Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiedziało przesunięcie terminu składania wniosków o dopłatę do mundurka do 10 września.

Według odgórnych ustaleń MEN, jednolity ubiór szkolny miał obowiązywać od początku roku szkolnego 2007/2008, czyli od 3 września. Ale już wiadomo, że będzie falstart. Jak zaznacza Piotr Zaczkowski, aktualnie wiadomo, że dniem inaugurującym obowiązkowy mundurek stać się ma 6 września. - Jeśli z powodów niezawinionych przez rodziców wystąpią opóźnienia w zakupie mundurka, kuratorium nie będzie stosować żadnych represji - zapewnia Zaczkowski. Medialny szum, jakoby ministerialny pomysł „umundurkowania” dzieci i młodzieży legł w gruzach z powodów związanych z dofinansowaniem, może się okazać niepotrzebnym biciem piany.

Większość podbeskidzkich placówek, które zapytaliśmy o kwestię mundurków, nie widzi problemów z realizacją pomysłu (eks)ministra Giertycha. W bielskiej Szkole Podstawowej nr 13 im. Władysława Jagiełły poinformowano, że mundurki są szyte i dostaną je wszystkie dzieci, natomiast dla nowych uczniów doszyje się brakujące stroje. Inni dyrektorzy szkół również nie widzą problemu. Zamówiono taką liczbę strojów, aby wystarczyła dla wszystkich uczniów, natomiast potrzebujący rodzice pamiętali, aby w odpowiednim czasie złożyć wniosek. W czechowickim Gimnazjum nr 1 nie wszyscy co prawda zapłacili już „mundurkowe” 30 zł, ale jak zapewnia szkoła są to marginalne przypadki i sprawa na pewno się wyjaśni z chwilą rozpoczęcia nauki.

Wnioskując z wypowiedzi dyrektorów podbeskidzkich szkół, nie wygląda na to, żeby w związku z dymisją ministra Giertycha MEN zaordynował zniesienie obowiązku „jednolitego stroju szkolnego”. Najwyżej wprowadzony zostanie, jak to ujął rzecznik Śląskiego Kuratorium Oświaty, „stan przejściowy” bez mundurka, który potrwa kilka dni, dopóki spóźnialscy nie zapłacą za swe stroje. Zatem nie ma co liczyć na to, że obowiązek noszenia „jednolitych” ubiorów w szkołach zostanie w najbliższym czasie zniesiony.

Autor: Monika Biba - Kronika Beskidzka