Zostali praktycznie bez dachu nad głową. Do zdarzenia doszło w nocy z piątku na sobotę. Ogień pojawił się na strychu. "Coś huknęło, zatrząsł się cały dom"- Małgorzata Duźniak nie jest w stanie powstrzymać łez. To ona wybiegła na zewnątrz i podniosła alarm. "W piżamach wynieśliśmy dzieci. Potem mąż i synowie próbowali sami walczyć z ogniem. Bezskutecznie"- opowiada kobieta. Straż pożarna miała problemy z dojazdem. Nie dość, że Duźniakowie mieszkają wysoko pod lasem, to jeszcze sąsiedzi pogrodzili drogi. "I prawie wszystko spłonęło"- siostra pani Małgorzaty, Janina Gniłka chwyta się za głowę.

Źr. Radio Bielsko